I znowu coś mnie huknęło.
- Lyssy, daj mi spać. Bo wstanę i ci oddam.
Naciągnęłam na siebie zpowrotem kołdrę, którą ze mnie ściągnęła.
- Wredna jędzo, wstawaj! Co mówił pan doktor? Masz ćwiczyć nogę.
Westchnęłam i zakryłam twarz poduszką.
- Powiedz panu doktorowi niech się wypcha. Zgódź się na randkę z nim, to przynajmniej nie będę musiała chodzić na kontrolę co dwa tygodnie - mruknęłam niezadowolona.
- Może skorzystam z propozycji, ale musi się bardziej postarać. A co do ciebie...
Usłyszałam, jak coś z głuchym tąpnięciem upada na podłogę i poczułam na plecach coś zimnego i mokrego.
- Aaaa! - zerwałam się z łóżka i szybko zaczęłam zdejmować mokrą koszulkę. - Zabiję cię!
- Słodka jesteś - zaczęła się śmiać. - To ja już lecę, a ty jak chcesz mieć co zjeść na śniadanie, to przebiegnij się do sklepu po jedzenie, bo nasza lodówka świeci pustkami. Pa!
I wyszła. Mały potwór, pomyślałam. Skąd ona miała tyle energii? I po co mnie budzi?
Przecież nie idę do pracy. Zwolnili mnie. Zaśmiałam się sama do siebie.
Gdy skończyłam poranną toaletę szybko ubrałam się i byłam gotowa. Wybrałam luźną, czarną koszulkę z napisem "I hate all" i do tego standardowo już długie spodnie, lecz tym razem dresowe.
Kiedyś chodziłam w krótkich spodenkach, ale teraz jakoś nie miałam na to ochoty, gdy moja wielka blizna ciągnąca się od kolana, aż do kostki i jeszcze jedna, ale tym razem mała, pod kolanem, przyciągały wzrok wszystkich.
To właśnie pamiątka z mojej ostatniej akcji dla agencji ochroniarskiej, przez którą zostałam zwolniona. Głupi szef bał się, że będzie musiał płacić odszkodowanie.
A może bał się tego, że przez jego nieumiejętność w planowaniu czegokolwiek jego plan się wyda?
No bo wymuszanie odszkodowania od agencji ubezpieczeniowej, która polegała na napadzie własnego klubu raczej nie byłaby rozumiana przez sędziów.
Ja byłam tylko przypadkową ofiarą, bo znalazłam się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwym czasie. Nie wyszłam z klubu od razu po skończeniu zmiany i podczas zamieszania jakie powstało, na moją nogę spadła półka ze szklankami i butelkami pełnymi alkoholu.
Kilkumiejscowe złamanie i wiele cięć. Nie wspominając o alkoholu na ranach, co piekło niemiłosiernie.
Ale nie chciałam ani odszkodowania, ani nie zeznawałam przeciw szefowi. Potrzebował tych pieniędzy, bo jego żona właśnie umierała na raka.
Może i byłam głupia i naiwna, ale miałam miękkie serce. A jeśli miałam miękkie serce, to musiałam mieć twardą dupę. Takie życie.
Zamknęłam mieszkanie, wyszłam przez klatkę schodową na niezatłoczony jeszcze chodnik i po założeniu słuchawek na uszy ruszyłam przed siebie.
Kiedyś mogłam biegać i robić co chciałam bez żadnych niedogodności, ale teraz czułam lekki dyskonfort przez moją nogą. "Lekarz kazał ci ćwiczyć...". Prychnęłam.
Gdy dotarłam do najbliższego dużego sklepu wstąpiłam tam na chwilę po najpotrzebniejsze rzeczy, ale jak zwykle wyszłam z trzema pełnymi torbami. Jeszcze szybko wstąpiłam do okienka z napisem "Tu zapłacisz swoje rachunki", bo bałam się, że już iedługo odetną nam wodę, prąd, ogrzewanie i intenet, niestety wzięłam za mało pieniędzy, więc na opłacenie TV już nie starczyło.
Kiedy wychodziłam ze sklepu, zadzwonił mój telefon.
- Słucham? - zapytałam.
- To ja, Alex - usłyszałam znajomy, radosny głos. - Co u ciebie?
- Oj, normalnie. Jakoś nic specjalnego się nie dzieje. Lepiej ty opowiadaj. Jak tam Evan po urodzinach?
- Jak to Evan. Bije się z Nathem o zabawki - usłyszałam w tla jakiś krzyk. - Poczekaj chwilę.
Nadal trzymałam słuchawkę przy uchu i usłyszałam, jak Alex poucza starszych chłopców, by poszli się bawić do ogrodu.
- Już jestem. Wiesz, tak pomyślałam, że mogłabyś wpaćś do nas w sobotę. Może pojechalibyśmy gdzieś nad wodę... Poczekaj - uprzedziła mnie. - Gabriel, ściszysz telewizor? Rozmawiam z ciocią Nikki.
- Ale teletubisie...
- Film wyświetli się na brzuszku czerwonego. Evan to wczoraj oglądał - zdradziła synkowi.
- Mamooo, nie mów! - jęknął mały Gabe.
- Już jestem.
- Ale ty jesteś niedobra! Przecież to były by takie emocje i niewiedza! - zaśmiałam się.
- Carmen! - usłyszałam. - Nikki, poczekaj chwilę! Malutka, uważaj! Nie wolno wchodzić na schodki. Chodź do mamy...
- A gdzie ten Mike? - zapytałam. - Dlaczego nie pomoże okiełznać ci małych potworków?
- Aj, jest w pracy. Ale przychodzi za godzinę. Ja mam dziś wolne. Ale nie było tak źle, dopóki Cary nie zaczęła chodzić. Mike ostatnio pozakładał takie plastikowe otwierane bramki na schody, ale i tak chłopcy ich nie domykają i mała wchodzi na schody, albo jak drzwi są otwatre... Żaden z chłopców nie był tak niegrzeczny, jak ona.
- No widzisz. Ma twój charakter - zaśmiałam się.
Usłyszałam charakterystyczny dźwięk przychodzącej wiadomości, który powtórzył się kilka razy.
- Chyba ktoś próbuje się do mnie dodzwonić... - mruknęłam.
- No to ja kończę. Pogadamy wieczorem. A, Mike załatwił ci pracę... Spodziewaj się jutro kogoś - i się rozłączyła.
Nie zastanawiałam się nad sensem jej słów, tylko oddzwoniłam do mojej Alyssy, która próbowała się do mnie dodzwonić.
- Lyssy, co się...
- Kurde, Nikki, wiesz, to trochę zabawne, ale ty się chyab nie będziesz śmiała... - zaczęła nerwowym głosem. - No bo chodzi o to, że ja... No, pamiętasz, jak ostatnim razem walnęłam w to auto, co stało źle jechało? No to teraz takie jedno źle stało na parkingu...
- Kurde, Lyssy, przypieprzyłaś znowu w kogoś?! - wydarłam się, nie zwracając uwagi na mijających mnie ludzi, którzy patrzeli na mnie zdziwieni.
- No tak...
- Co tym razem? Komedia, czy dramat? - zapytałam.
- No wiesz, skasowałam gościowi cały przód. Maska trochę pognieciona, zderzak do wymiany i rozbite lampy... - załamywał jej się głos.
- A gdzie właściciel tego samochodu?
- No właśnie tu idzie i tak nerwowo wymachuje rękami.. Ale się nie dziwię, bo to przecież nowiutkie audi jest..
Z moich ust posypał się stek przestępstw.
- Dobra. To ty zacznij płakać i histeryzować, a ja zaraz do ciebie przyjadę. Tylko nie pozwól mu wezwać policji, bo ci prawko zabiorą! To już drugi raz!
Wysiadłam z taksówki i zapłaciłam ostatnimi banknotami jakie mi zostały po zakupach kierowcy. Wysiadłam szybko z samochodu i podeszłam do małego zbiegowiska na parkingu.
- Co się dzieje? - zapytałam jednego faceta.
- A jakaś gówniara, co chyba niedawno prawko dostała, bo nie umie jeździć przywaliła w jakiś samochód prosto z salonu i teraz tu histeryzuje...
- A pan tu czego?! Ma pan tu coś do załatwienia? - warknęłam.
- No nie...
- To wynocha stąd. Ale już!- rozgoniłam całe towarzystwo.
- Kto jest właścicielem tego samochodu? - zapytał zdenerwowany, młody facet.
Zapewne właściciel auta, w które piznęła ta wariatka.
- No ja... - Ally zaniosła się szlochem. - Ale ja nie chciałam... Niech pan nie wzywa policji...
- Dobra, dobra, teraz to niech sobie wzywa - uspokoiłam. - Możesz już skończyć przedstawienie - zwróciłąm się do przyjaciółki.
- Oj, to dobrze, bo tusz mi się rozmazał - obtarła się.
- No to tak, facet. Pokryjemy wszystkie koszty, a jeśli chcesz nas podać o odszkodowanie, to spisz mnie i po problemie - podałam mu swój dowód. - Przepraszam, że rozbiłam ci auto.
- Ale to ona mi je rozbiła - zaśmiał się. - Co wy odwalacie? Najpierw płacz, teraz to...?
Ja nie miałam jeszcze ani jednego przewinienia, za to Alyssie zabrano by prawo jazdy. A przecież musiała dojeżdżać na uczelnię. A mi kilka punktów karnych nie robiło różnicy.
- Nicole West? - parsknął. - To ty?!
Wpatrywał się w mój dowód.
- Masz z tym problem? Powiedziałam, że zapłacimy, a możesz zeznać, że to ja ci rozbiłam auto...
- Nie no, Nicole, spoko. Nic nie płacicie, to i tak służbowe auto. Zadzwonię po lawetę i wrócę taksówką - zaśmiał się. - Nie ma problemu. Przepraszam za kłopot.
Oddał mi dowód. Zamknął auto i złapał za komórkę, dzwoniąc gdzieś.
Alyssa popatrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Co to było?! - zapytała.
- Nie wiem, ale chodź, zanim się rozmyśli i będziesz musiała płacić.
- Do zobaczenia jutro, Nicole! - krzyknął facet.
Teraz to już całkiem nic nie rozumiałam. Alyssa widać też nie.
- Łoł. C o t o b y ł o ? - powiedziała wolno.
- A skąd mam wiedzieć? To świr. Jedźmy już.
Wsiadłyśmy do niesfatygowanego stłuczką auta Lyssy i pojechałyśmy do domu.
Ale przez resztę dnia i całą noc ta sprawa nie dawała mi spokoju.
Ta-dam! Od dawna wyczekiwany przez niektórych rozdział! I co powiecie? Macie jakieś teorie, co będzie dalej? ;D
ten koleś od audi to zapewne ten sam, który miał z nią się jutro spotkać w sprawie roboty, fajniee
OdpowiedzUsuńcoś mi się wydaje, że Alyssa to będzie moja Ulubiona (druga po Nicoli) bohaterka ^^
zajebiste masz tło, no ubóstwiam po prostu xD
dobra idę, bo ci jeszcze poziom samooceny skoczy do góry i zaczniesz gwiazdorzyć xD
dobranoć ; *