sobota, 30 listopada 2013

Rozdział drugi

Naciągnęłam na siebie kołdrę i zasłoniłam głowę poduszką, czekając na ustanie w moich uszach przeciągłego szumu, ale się nie doczekałam. Czy ludzie zwariowali? Kto i po jaką cholerę się tak tłucze?!
Zrezygnowana i pewna, że już nie uda mi się zapaść w przerwany sen, gdzie James Arthur zaprosił mnie na kolację i chciał zaśpiewać właśnie dla mnie Impossible wstałam, cicho klnąc pod nosem.
Jejku, jak tu było zimno. Jak w jakimś głupim iglo. Pizgało zimnem jak na antarktydzie. Zawinęłam się w mój cieplutki, puchowy szlafrok, który po prostu uwielbiałam.
Zeszłam  z łóżka (chyba lewą nogą, bo od razu się zezłościłam) i zrezygnowana poszłam do łazienki, patrząc po drodze do pokoju Lyssy. Pewnie jest na uczelni. Przechodząc obok kaloryfera zauważyłam,  że jest zimny. Lodowaty. Niech to szlag. Weszłam pod prysznic i odkręciłam gorącą wodę, ale i tu spotkało mnie rozczarowanie. Niby nie zimna, ale i nie ciepła woda.
I co ja biedna mam zrobić? Wzięłam szybki prysznic, po czym jak najszczelniej owinęłam się ręcznikiem i skierowałam się do mojego pokoju, w poszukiwaniu jakiegoś ciepłego dresu.
Domyślałam się, co było powodem braku ogrzewania. Właściciel kamienicy miał coś tam naprawiać  w systemie ogrzewania, czy coś tam...
W każdym razie zgotował nam piekło. Chociaż nie, w piekle jest ciepło. Gorąco.
- Chcę do piekła - wymamrotałam, szukając w szafie spodni od dresu i ciepłego sweterka.
Pospiesznie się ubrałam i zeszłam na dół, do kuchni. Zrobiłam sobie mocną kawę i wzięłam z szafki batonika zbożowego.
I nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Dwa razy krótko i raz długo. I znów ta sama kombinacja.
Ciekawe, kto to?
Otworzyłam drzwi i w progu zobaczyłam blondynkę i jakiś dwóch facetów; jeden brunet, a drugi w kapturze i w okularach.
- Dzień dobry...
- Niczego nie kupuję - ostrzegłam od razu, gdy zobaczyłam w dłoniach kobiety czarną teczkę.
Wszędzie ci cholerni akwizytorzy!
- Nie, nie. My w ważniejszej sprawie. Przyszliśmy porozmawiać...
Aha, w takim razie jacyś strasznie wierzący, którzy przyszli mnie nawracać?
- Nie będę rozmawiać o Bogu, ani o duszy, ani o wierze...
- Słuchaj, mała - zaczął facet w kapturze. - Nie przerywaj. Nie spodziewasz się dzisiaj nikogo?
Zamyśliłam się. Kogo ja się spodziewam? I odpowiedź zaraz przyszła mi do głowy.
- Wy w sprawie pracy! Zapraszam do środka!
Przepuściłam ich w drzwiach i poszłam za nimi do salonu, zbierając opakowania po chipsach i pudełka po filmach DVD.
- Nazywam się Emma Ovechkin i przyszłam zaproponować ci kontrakt. A to Daniel i Adam, dwóch najbardziej denerwujących facetów w naszej agencji - wskazała na dwóch chłopaków.
Ten jeden ściągnął kaptur, a mnie zamurowało. To ten debil od auta z wczoraj!!!
- Pamiętasz mnie? Puknęliśmy się wczoraj - uśmiechnął się do mnie, na co Emma uniosła brwi,  a Daniel parsknął śmiechem.
- To ty byłeś tym wariatem, który jak usłyszał moje nazwisko to zapomniał o obtłuczonym aucie?
- I tak było służbowe - wzruszył ramionami.
- Obetnę ci remont z pensji - mruknęła kobieta.
- Ej, no!
- Cisza! - usiadła na kanapie i nakazała ręką zrobić to samo chłopakom.
Nie wiedząc co ze sobą zrobić, przycupnęłam na oparciu fotela.
- Mam do ciebie jeszcze kilka pytań, by ustalić formalności. Resztę wiem z twoich akt - pokazała na teczkę.
- Oczywiście - przytaknęłam.
Ta blondynka była strasznie surowa,  zawzięta i ... Jakby to powiedzieć? Zorganizowana.
- Pracowałaś jako detektyw, prawda?
- Tak, ale mnie wywalili po trzech tygodniach - wyznałam szczerze. I tak pewnie wszystko wie.
Pokiwała tylko głową.
- A praca w policji?
- Groziłam bronią partnerowi. Długo tam nie popracowałam.
Chłopaki parsknęli śmiechem i zaczęli coś między sobą szeptać.
- A agencja ochroniarska?
- A to to nie była moja wina, że mnie wywalili - usprawiedliwiłam się. - Szef myślał, że wyszłam i załatwił jakiś łysych debili, by zniszczyli mu bar, by owyłudzić odszkodowanie?
- Więc połamałaś jednego z "łysych debili"?
- Oni mnie też połamali.
Kobieta pokiwała głową.
- Dlaczego chcesz tą pracę?
- Bo nie mam kasy. I chyba się nadaję. Tak myślę - wzruszyłam ramionami. - Wiele widziałam.
- Praca w naszej agencji jest wymagająca. Musisz dostosować się do elastycznych godzin pracy - powiedziała kobieta.
- Myślę, że się dostosuje.
Chłopaki parsknęli śmiechem z jakiegoś tylko sobie znanego  żartu.
- To pani jest tu szefową, tak? - zapytałam. Skinęła głową. - To po co oni tu są?
Kobieta westchnęła.
- Nie wiedziałam, że te osły tu będą. Spotkałam ich pod blokiem. Ja przyszłam na rozmowę o pracę do ciebie, oni się wprowadzają.
- Gdzie? - szczęka mi opadła.
- Do mieszkania po drugiej stronie korytarza - wytłumaczył Adam. - Nie wiedzieliśmy, że ty tu mieszkasz.
Łał. Nieźle.
- Dobra, to chyba na tyle. Jutro przyjedź do naszej agencji, wiesz, ta duża w środku miasta. Budynek CIA. Pytaj o mnie. Uzgodnimy szczegóły.
- Czyli mam tą pracę?
Gdy pracodawcy słyszeli o moich przygodach w tej branży, wywalali mnie od razu.
- Tak, jeszcze nigdy nie widziałam tak szczerej osoby. A wierzę w zapewnienia Seana i Michaela z biura Lawrence'a, że się nadajesz. A jak by co, to zawsze mogę cię wyrzucić - wzruszyła ramionami. - Wynocha - powiedziała do Adama i Daniela.
- Cześć, sąsiadko.
- No, to do widzenia jutro - pożegnała się kobieta.

Taki chaotyczny ten rozdział, ale ja w początkach nie jestem najlepsza :( W każdym razie później będzie ciekawiej :D

2 komentarze:

  1. haha Nicole !
    kocham ją, tu pracowałam, ale groziłam bronią partnerowi, tu ją wywalili po 3 tygodniach, a tu kogoś połamała
    i brak ogrzewania xD
    nowi sąsiedzi, coś chyba będzie na rzeczy z nimi, a z pewnością nie będzie nudno, ciekawe z czego tak chłopcy brechtali ?? ^^
    fajnie, że już jesteś z powrotem, to do szybkiego next'a ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowi sąsiedzi najlepsi ^^
    Czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń