niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział piąty

Rano wstałam z potwornym bólem głowy, ale najgorzej było podnieść się z łóżka. Kręciło mi się w głowie, a kiedy wstałam, przytrzymałam się łózka, by nie upaść.
Miałam nadzieję, że sprawcy mojego kaca cierpią tak samo jak i ja, gdyż czułam się, jakbym umierała.
Poszłam do kuchni i połknęłam aspirynę, po czym nagrzałam nad płomieniem zapalniczki nóż i zamoczyłam go w szklance wody. Wychyliłam ją na jeden raz i skrzywiłam się, czując metaliczny smak wody, ale zawsze było to najlepsze lekarstwo na kaca jakie znałam i najszybsze.
Zrobiłam to samo dla Lyssy, po czym poszłam do jej pokoju, stawiając szklankę na jej szafce nocnej.
- Wstawaj, Aly, bo się spóźnisz na swoje zajęcia - jęknęłam. - Słyszysz?
- Nie, ogłuchłam od tego alkoholu - mruknęła. - I mów ciszej, bo mi zaraz głowa pęknie...
Zaśmiałam się.
-Też się źle czuję, ale... - zacząłem.
- Ale na pewno sto razy lepiej ode mnie - skwitowała. - Jestem wzorową studentką ze stuprocentową frekwencją. Jeden dzień nie zrobi różnicy...
- Zrobi, bo nie będzie już stu procentowej frekwencji - zauważyłam ze śmiechem.
Schowała głowę pod poduszką.
- Pieprzyć to, chce mi się spać - jęknęła.
- Alyssa... - zaczęłam.
Nagle rozdzwonił się dzwonek do drzwi, więc westchnęłam i zostawiłam ją w łóżku.
- Dobra, ale jak coś, to niech nie będzie na mnie, że pozwoliłam Ci nie iść, bo starałam się wypchnąć Cię z domu - zauważyłam. - A skoro zostajesz w domu, to liczę na obiad i na to, że pogadasz z właścicielem kamienicy o tym cholernym braku ogrzewania...
Znów rozdzwonił się dzwonek, a ja zaklęłam.
- Idę przecież ! - wrzasnęłam.
- Na miłość boską, nie drzyj się - warknęła Alyssa.
Zaśmiałam się i wstałam, idąc na dół i do drzwi, by otworzyć je niecierpliwemu gościowi. I tak nie miałam pojęcia kto to, a miałam iść dziś do agencji uzgodnić szczegóły mojej nowej pracy...
Otworzyłam drzwi i spojrzałam na udręczoną minę Adama.
- Czyli Ty też umierasz? - zaśmiałam się.
- Niestety, ale do pracy muszę iść.... - westchnął. - Więc się szybko ubieraj i jedziemy.
Uniosłam brwi.
- Ja mam jeszcze godzinę, ale Ty sobie jedź... - zaczęłam.
Pokręcił rozbawiony głową, patrząc na mnie.
- Zapomniałaś, że Twoja przyjaciółka rozwaliła mi wóz i nie mam czym jeździć, bo Emma stwierdziła, że nie pracuję u niej, a mój szef, że to jest zadaniem Emmy? Nie mam czym jeździć, więc mnie zawieziesz - zaśmiał się.
Spojrzałam na niego zdziwiona i już chciałam zapytać, o czym on gada, bo Emma przecież była szefem, ale Adam nie pozwolił mi dojść do słowa.
- Pięknie wyglądasz w tej piżamce w śnieżynki i nie wątpię, że chłopaki z agencji ucieszą się, jeśli Cię tak zobaczą, ale idź się ubierz - poradził.
Westchnęłam ciężko, przepuszczając go w drzwiach.
- Wejdź i zaczekaj chwilę - westchnęłam.
Sama poszłam na górę, gdzie znalazłam dla siebie jasne jeansy i czarny podkoszulek na ramiączkach, na co narzuciłam grubszą, czerwoną koszulę, nie zapinając jej i ubrałam białe adidasy. W domu było okropnie zimno. Poszłam do łazienki, gdzie umyłam twarz, zęby, pomalowałam lekko oczy, używając tylko tuszu i zaplotłam włosy w długiego kłosa opadającego na ramię.
Po drodze zgarnęłam do kieszeni portfel ze swoimi dokumentami i pieniędzmi oraz kluczyki do auta i swój telefon. Kiedy znów zeszłam na dół, zobaczyłam z salonie Adama siedzącego z Danielem, który musiał przyjść pod moją nieobecność.
- A jak tam nasza niezdara? - zaciekawił się Daniel.
- Aktualnie umiera, ale myślę, że do południa jej przejdzie - roześmiałam się.
- No, to jedziemy? - zapytał Adam.
Skinęłam głową. Zeszliśmy do garażu, gdzie zasiadłam za kierownicą, a chłopaki sprzeczający się przez całą drogę, który będzie siedział z przodu, właśnie zaczęli przepychać się.
- Obaj do tyłu - zarządziłam.
Zmruczeli coś pod nosem, ale wreszcie uspokoili się i Adam usiadł z przodu, ale Daniel zastrzegł, że z powrotem przednie siedzenie jest jego. Przeszło mi przez myśl, że zachowują się Jak Evan z Nathanielem i przypomniałam sobie, że w najbliższych dniach obiecałam Alex, że wpadnę do nich lub razem z nimi gdzieś się wyrwę.
Dojechaliśmy pod agencję, wchodząc do środka.
Przypomniało mi się, że Adam mówił coś o ty, że Emma nie uważa się za jego szefa, tak jak i jego szef, więc zapytałam o to chłopaków.
- Adam jest tutaj po to, by kontrolować całą 'Trumnę' - wyjaśnił Daniel.
- Mam pracować z Wami i zachowywać się jak normalny gość z CIA, b i za takiego się uważam, ale gdyby coś z jednostką było nie tak, miałbym zawiadomić o wszystkim rząd i automatycznie jednostka jest rozwiązana - dodał Adam.
Zmarszczyłam brwi.
- Aż taka ostrożność? - zdziwiłam się.
Adam westchnął, patrząc na Daniela.
- Zwykli obywatele nie maja pojęcia o 'Trumnie' ani sprawami o jak wielkiej wadze się ona zajmuje. Już raz, przez to, że kilka osób z dawnej 'Trumny' zaczęło pracować dla wrogów CIA, jednostka się rozpadła, czyniąc ogromne straty i wielu uczciwych przez to zginęło.
- Więc po co ją odnawiać? - zdziwiłam się. - Nie prościej, by wszystko było jawne...?
- A jak byś sobie to wyobrażała? Każdy wie, że istnieje jednostka która kontroluje całe mafie i wszytko, złych ludzi w rządach i tak dalej... I że w każdej chwili może coś z tym zrobić, ale czeka aż będą na to dowody albo aż to wszystko przybierze taki obrót, że będzie trzeba użyć dysponującej większą wiedzą jednostki? - zapytał Adam.
Pokręciłam głową.
- Skoro mamy taką wiedzę, to dlaczego nie rozwalimy teraz tych wszystkich mafii i w ogóle...? - zapytałam.
- Bo to też są ludzie. Nie zawsze są tylko winni i niewinni, jest też coś pomiędzy. A gdybyśmy zaczęli ich wszystkich naraz karać i napadać na nich, wywołalibyśmy wojnę, a ich jest dużo więcej od nas. Naszym celem jest zbieranie informacji, pozyskiwanie szpiegów w tych wszystkich skorumpowanych jednostkach i wtedy interweniowanie. Kiedy ryzyko jest zmniejszone, wiemy, że nikt nie ucierpi. Oczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy musimy działaś mimo wszystko - powiedział.
Kiedy tak teraz na nich patrzałam, zobaczyłam, że nie są po prostu dwoma chłopakami, którzy się bawią, oglądają za dziewczynami i nic ich nie obchodzi. W pracy byli zdeterminowani i dokładni, a przede wszystkim musieli myśleć. Od tej pory miałam wykorzystać całe swoje doświadczenie, by pomimo widocznego zła, nauczyć się zwalczać je w odpowiednim momencie.
- Czyli znasz już mniej więcej nasze priorytety i zadania - usłyszałam za sobą głos Emmy. - Teraz czas, byś zobaczyła, jak je realizujemy i jak pracujemy.

I ta-dam! Wreszcie znalazłam czas i zmobilizowałam się do napisania czegoś (chyba) wartościowego :) Brakowało mi pisania i zapomniałam, jak fajnie było siadać przed klawiaturą i wymyślać swoją historię, jej szczegóły, bo ogólny zarys historii mam w głowie już od dawna. Nie wiem, jaka będzie częstość dodawania opowiadań, ale będę pisać, gdy będę miała pomysł, chęć i czas i mam nadzieję, że ktoś będzie to czytał choćby te kilka osób, które wcześniej też interesowały się blogiem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz