- Niech no pan zobaczy dzieciaczka! Żona już urodziła, no idź pan!
Żona. Dokładnie pamiętałąm ten dzień.
Dwa tygodnie po tym, jak Mike dowiedział się, że noszę w sobie nasze dziecko już się pobraliśmy.
Ślub był skromny, taki, jak zawsze marzyłam. Tylko najbliższa rodzina, ksiądz i my dwoje.
Uśmiechnęłam się do wspomnień.
Michael podszedł do mojego łóżka i nieśmiało przysiadł na samym jego skraju.
- Mike, nie bój się. Zobacz, jakie cudo zrobiliśmy. Nasz mały aniołek - podałam mu małe zawiniątko, które nieśmiało wziął na ręce. - Twój synek. Przestraszyłam się, bo nie płakał. Jest taki spokojny, słodki.
- Jest podobny do ciebie - zauważył Michael.
- Jak masz na drugie imię? Nathaniel? Może tak nazwiemy maluszka?
Mike przytulił do siebie synka.
- Idealnie - szepnął i mnie pocałował.
- O, a tak przy okazji. Nie wiem, jak to zrobisz, ale następne rodzisz ty.
*******
- Nath siedzi w salonie i ogląda bajki, ale przed 20 powinien być w łóżku. Usmażyłam naleśniki, bo Nathaniel je lubi. Ale z dżemem, bo z serem nie. W szafce są soki, ale mały najbardziej lubi pomarańczowy....
- Alex, uspokój się. Umiem zająć się dzieckiem - mama był lekko zirytowana moją nadopiekuńczością. - Oddaj mi Evana i idźcie już, bo się spóźnicie! - zaśmiała się.
Spojrzałąm na małego, radosnego szkraba. Cały Michael. Jego oczy, włosy, nosek...
Oddałam go mamie i już mieliśmy wychodzić razem z Michaelem, ale się wróciłam.
- Mleko dla Evana jest w lodówce, a gdyby miał czkawkę to zrób mu herbatki - wytłumaczyłam jeszcze.
- Alex, spóźnimy się - ponaglał mnie Mike.
- Idziemy - złapałam go za rękę i wyszłam przed dom. - Poczekaj, muszę jeszcze...
Chciałam iść jeszcze raz do domu, by powiedzieć mamie, gdzie jest karma da psa, ale Michael nie chciał mnie puścić.
- Alex, twoja matka umie zająć się dziećmi. Wie, gdzie co trzymamy. Spokojnie. A teraz musimy jechać, bo Natasha cię zabije, jeśli jej świadkowa spóźni się na jej ślub.
- Michael, ale oni są tacy mali. Nathaniel ma dwa i pół roku, a Evan dopiero siedem miesięcy. Przecież długo nas nie będzie...
- Alex, wsiadaj do tego samochodu! Bez dyskusji! - Mike ze śmiechem wsadził mnie do auta.
I pojechaliśmy.
Ślub Natashy i Owena był całkowitym przeciwieństwem naszego. Huczny, strojny...
Całkowicie pasował do naszej pary.
Natasha zmieniła lekko ich przysięgi. To było urocze:
- Oddaje Ci serce z miłości i tylko Ciebie miłuję, nie cofnę nigdy tego, co Ci dzisiaj ślubuję. Przyrzekam ci miłość, uczciwość i wierność, aż do śmierci.
- Moje serce z w zajemnością bije, oddało Ci się, Tobą tylko żyje. Ślubuję ci wierność, miłość i wieczność z tobą, kurde - Owen jak zwykle umiał wszystkich rozbawić, chociaż sam był śmiertelnie przerażony.
- Od teraz jesteście mężem i żoną. Możesz pocałować... - ksiądz nie zdążył dokończyć, kiedy Owen wziął Natashę w ramiona i namiętnie pocałował.
Wszyscy zaczęliśmy bić brawo.
*******
- Mamoooo, Nathie mi zabrał mochodzik - mój czteroletni synek spojrzał z wyrzutem na sześcioletniego brata.
- Evan, daj spokój kochanie. Macie tyle zabawek... Nathaniel zaraz ci go odda, jak się skończy bawić - wytłumaczyłam.
- Ale ja chcę teraz! - mały tupnął nogą.
- Nathan, możesz mu oddać tą zabawkę? Pobawisz się inną. dobra? - Michael zwrócił się do starszego syna.
- Oddam - powiedział Nath - ale coś za coś.
- Mały materialista - spojrzałam na Nathaniela - całkiem jak tatuś.
- Alex, ja bym tak nie uważał. Wygląd ma po tobie, to może charakterek też? - uśmiechnął się do mnie.
- Dobra, a co chcesz, Nath? - zwróciłam się do mojego aniołka.
- Kotka!
- Nie, nie, nie. Mamy Roxie, wspaniałego pieska, więc nam wystarczy. Nie ma mowy, już o tym rozmawialiśmy - Michael stanowczo proestował.
- No to chociaż chomicka! - krzyknął Evan.
- Masz dwóch braci, starczy ci! - Michael był nieugięty.
No tak, dwóch braci. Najmłodszy, roczny Gabriel spał właśnie w stercie zabawek obok starszych chłopców.
- Ale Nathaniel ma juz seść lat i chodzi do skoly, a Gabe jest za mały, zeby się z nim bawić! - protestował Evan.
Michael mocniej mnie objął i szepnął do ucha:
- Mamy trzech wspaniałych synów, ale mam nadzieję, że na tym koniec, ok?
*******
- Alex, mam córeczkę! - Natasha krzyknęła do mnie, gdy tylko weszłam do sali.
- Gratuluję, kochanie.
Odsłoniła lekko kocyk.
- Popatrz, jaka jest słodka. Taka malutka... I ciągle się śmieje.
- Cały Owen - zauważyłam. - A jak ty się czujesz?
- Obolała, ale tak cholernie szczęśliwa - zaśmiała się cicho. - Gorzej z Owenem.
- Właśnie, dlaczego go tu nie ma?
Rozejrzałąm się po sali.
- Bo zemdlał i teraz muszą go ocucić. Jest taki... No, po prostu jest Owenem. Nie potrafię go zrozumieć.
Pokręciła głową.
- A gdzie Mike? - zapytała.
- Siedzi w domu z dzieciakami - wyjaśniłam. - Nie miałam ich z kim zostawić, ale na pewno przyjedzie zobaczyć twoją malutką.
- No tak. Twój mały Gabe jest o rok starszy od mojej córeczki. To co, teraz obie będziemy chodzić na spacerki?
- Nie mam nic przeciwko. Wybraliście już imię? - zapytałam.
- Maya. Owen chce ją nazwać Scarlet, ale będzie Maya. Maya Scarlet. Co o tym myślisz? - zapytała mnie.
- Świetnie.
W tej chwili otworzyły się drzwi i do sali wszedł Owen.
- Pokaż mi ją, zanim znowu zemdleję - uśmiechnął się niepewnie, zwracając się do Nat.
*******
- Chcecie poznać siostrzyczkę? - zwróciłam się do moich chłopców.
Ośmioletni Nathaniel, sześcioletni Evan i trzyletni Gabriel podeszli do mnie razem z Michaelem.
- Mamusiu, a jak ona cię będzie nazywać? - zapytał malutki Gabe.
- Carmen. Co ty na to, Michael? Po twojej mamie - uśmiechnęłam się do niego.
Już miał coś odpowiedzieć, ale Nathan mu przerwał.
- A tatuś mówił, że ma na imię "Ups!"
Spojrzałam na Mike'a z wyrzutem.
- Tak, Carmen bardzo mi się podoba. Śliczne imię - powiedział szybko.
- Tatusiu, ale mówiłeś, że... - teraz to Evan nie dawał mu spokoju.
Michael zakrył mu usta ręką.
- Każdy wie, że mnie nie wolno słuchać. Gadam głupoty!
"Ups!". No tak, naszej córeczki nie było w planach. Przypomniałam sobie słowa Mike'a sprzed dwóch lat.
"Mamy trzech wspaniałych synów, ale mam nadzieję, na tym koniec, ok?"
Spojrzałam na mojego męża.
- Na tym koniec.
*******
Mama i Nicole pojechali już do domu, tak samo jak Susan i Johnatan. Uwielbiam święta.
Usiadłam na kanapie obok Michaela.
- O czym ty tak myślisz? - szturchnęłam go.
- O swoim życiu - pocałował mnie. - Zrobiłem dużo błędów, ale pięć rzeczy zrobiłem najlepiej, jak się dało.
- A o czym mówisz? - zapytałam.
- O ślubie z tobą, to po pierwsze. A pozostałe cztery doskonałe rzeczy siedzą pod choinką.
Spojrzałąm w tamtą stronę.
Nathaniel, mój blondwłosy anoiłek o błękitnych oczach, Evan, tak bardzo podobny do Michaela mały kombinator i Gabriel, który był bardzo podobny do najstarszego brata spali pod choinką razem z psem, pośród porozrzucanych wszędzie zabawek i opakowań po prezentach.
Za to roczna już Carmen siedziała obok nich i bawiła się wszystkim, co wpadło jej w ręce. Odrzuciła na bok pluszowego misia, po czym pisnęła radośnie i złapała karton, którym zaczęła bić w podłogę.
O ile chłopcy byli moimi aniołkami, to ona była małym diabełkiem, który nie przypominał wyglądem ani mnie, ani Mike'a. Rude loczki odziedziczyła chyba po moim ojcu, a jedynym szczegółem, który upodabniał ją do Michaela były zielone oczy.
- Masz rację, są doskonali. Wreszcie mamy spokojne życie i wszystko jest na miejscu. Szczęśliwy koniec - uśmiechnęłam się.
- To początek. Jeszcze dużo przed nami.
Pora zakończyć część pierwszą. Nie jestem w tym dobra. Ta część bloga mogła być czasami bezsensowna itd., ale to mój pierwsy blog, bo wcześniejsze historie leżą spisane w zeszytach pod moim łóżkiem, niewidziane przez innych. Mam więc nadzieję, że komuś się to podoba. Dziękuję czytającym, choć na pewno nie było ich wielu, ale kololowa98 czytała to od początku. Pozostałe osoby (Ania, Kinga, Sandra...) przychodziły i odchodziły, ale i tak dziękuję wszystkim! <3
Bo nie pisałam tego dla siebie, tylko dla innych ;*
o joj
OdpowiedzUsuńwszystko się kończy :(
ale że aż czwórka dzieci ? wow, pokłon dla ciebie, a raczej dla Alex za to, że dała radę ^^
I szalony Owen, zemdlał, orzesz w mordkę jeża ; D
Carmen(Ups!), kocham tę malutka istotkę, Nathaniel ? bardzo dobre imię ; D
czyli teraz czekamy na część drugą ? już się nie mogę jej doczekać szczególnie po tym czego udało mi się od ciebie wyciągnąć w szkole
będzie się działo xD
czyli do zobaczenia w kolejnej historii ;)
a jak na razie to życzę Alex, Mike'owi i ich małej bandzie rozrabiaków szczęścia i miłości ;*