Rok później
Westchnęłam głęboko. Zabiję gada.
Wzięłam dwie doniczki ze szczątkami kwiatów z okien w sypialni i ruszyłam do salonu.
Mike właśnie oglądał telewizję. Świetnie.
Stanęłam przed nim tak, że zasłoniłam mu cały ekran telewizora. Odchylił się w prawo dalej oglądał jhakiś głupkowaty film. I ja się przesunęłam, żeby znowu mu zasłonić.
Wyłączył telewizor i westchnął.
- Kochanie, chcesz mi coś powiedzieć, czy pogadamy na migi? - zapytał wreszcie.
- Skarbie, wiesz, co to jest? - zapytałam niewinnie, wręczając mu jedną z doniczek.
- No... Eee... Ten... Nie znam się na kwiatach, Nie znam nazwy.
Przyjrzałam mu się sceptycznie.
- Nie chodzi mi o nazwę kwiatu. Chodzi o to, jak on wygląda. Wiesz kochanie, co to jest? - wskazałam na jedną z uschniętych części kwiatu.
- No łodyga, nie? - zapytał, zbity z tropu.
- No właśnie nie. To była łodyga. Ale teraz to jest badyl. Uschnięty. A powiedz mi Misiu, podlałeś je, kiedy prosiłam cię o to tydzień temu?
- Wyleciało mi z głowy. Ale te kwiatki są jakieś badziewne. Przecież podlewałaś je jakoś dwa dni przed tym, jak poprosiłaś o to mnie. I uschły w tydzień? Do bani takie coś.
- Michael, to są roślinki. A jakbyśmy mieli psa czy kota, to co, myślisz, że jakbyś go zapomniał karmić przez ponad tydzień, to by żył?!
- Nie wiem, nigdy nie próbowałem - parsknął śmiechem. - Nie denerwuj się. Ostatnio strasznie nerwowa jesteś.
Złapał mnie za ręce i pociągnął na siebie, po czym wziął mnie na kolana.
Ale ja wiedziałam, dlaczego jestem nerwowa.
Byłam już na sto procent pewna.
Wtuliłam się w niego jak małe dziecko.
- A co powiesz na wypad do restauracji wieczorem? Najpierw kolacja, później obgadamy kilka spraw... - zaproponował Mike. - To jak? Dasz się zaprosić? - zaczął mnie łaskotać.
- Czemu nie? - zaśmiałam się.
Michael odsunął przede mną krzesło. Usiadłam i zaczęłam przeglądać kartę dań, w poszukiwaniu czegoś do picia.
Postanowiłam, że powiem to Michael'owi. No bo muszę, co nie?
- Poproszę czerwone wino, dla mnie i dla narzeczonej. Alex, chcesz coś jeszcze? - zapytał Michael, kiedy kelner przyszedł przyjąć zamówienie.
Wpadłam na genialny pomysł.
- Nie powinnam pić alkoholu. Ale poprosiłabym wielki kawałek tortu. I sok porzeczkowy.
- Coś jeszcze? - zapytał kelner.
- A macie ogórki kiszone?
Facet przyjrzał mi się lustrująco, ale ja cały czas patrzyłam na Mike'a. Na jego reakcję.
Ale nie było żadnej.
- Nie no, na pewno? - facet parsknął śmiechem. - To standard dla kobiet w ciąży.
Przeniosłąm wyzywający wzrok na Michaela. Nic.
- Nie, nie będę jadła tego świństwa. To i tak nic nie da. Tylko sok poproszę - odesłałam kelnera.
Nie domyślił się! Cholera, to co mam jeszcze zrobić?
Przez całą kolację siedziałam zamyślona. Nie odzywałam się prawie wcale. Michael kilka razy wypytywał, czego jestem taka milcząca, więc udawałam, że jest normalnie.
I co, jak ja mam mu to powiedzieć? "Michael, lubisz dzieci? Bo za parę miesięcy jedno będzie twoje."?
Wreszcie kolacja się skończyła, a Mike zaprosił mnie na spacer po pobliskim parku.
- Wiesz, chciałbym o coś zapytać... - zaczął.
- Nie Michael. Ja też muszę ci coś powiedzieć...
- Najpierw ja - uprzedził szybko. - Jesteśmy już zaręczeni od dawna, teraz wszystko się uspokoiło... To kiedy się pobierzemy? - zapytał z uśmiechem, jak gdyby pytał o coś najbardziej naturalnego na świecie.
No dobra. Teraz albo nigdy.
- Kochasz mnie? - wypaliłam.
- Jasne, tylko ciebie. Co to za pytanie?
- Bo nie powinieneś kochać tylko mnie. Będziesz musiał pokochać jeszcze kogoś innego... - czekałam na jego reakcję.
- Alex, co ty pleciesz? - zapytał zdziwiony. - Co ty wyprawaisz?
- A ty to się wogule nie odzywaj, bo ty współwinny jesteś - prychnęłam. - W ciąży jestem, no!
Zamurowało go. A potem przyciągnął mnie do siebie i mocno objął.
- Alex, to wspaniale. Dlaczego tak się denerwujesz?
Ufff, łatwo poszło, odetchnęłam.
- Bo to co innego niż ganianie z pistoletem za debilami. Nie potrafię...
Złapał mnie za podbródek i odwrócił tak, że patrzyłam mu prosto w oczy.
- Poradzimy sobie - uśmiechnął się delikatnie. - Jesteś najlepsza.
Pocałował mnie długo, delikatnie.
- Teraz rozumiem ten cały cyrk w restauracji! Tort i ogórki?
- Chyba żartujesz! Chciałam, żebyś się domyślił - wyjaśniłam.
- No wiesz, jestem trochę ograniczony. Na to to ja bym w życiu nie wpadł.
I jak wam się podoba? ;) Chyba trochę przesłodziłam. Taa, przesłodziłam na bank. To krwawa masakra powinna być, a nie! Co się ze mną dzieje? Ja się staję romantyczką? Boże, tylko nie to...
PS. Chcecie chłopca czy dziewczynkę? I jak na imię? <3 I jeszcze jeden, a może kilka rozdziałów o naszej kochanej parce, a już niedługo trójeczce chcecie? :D
PPS. Oprócz drugiej części, którą mam zamiar pisać regularnie, założyłam nowego bloga. Nie ma jeszcze rozdziałów, ale jutro coś dodam, bo dzisiaj nie dam rady już.
http://world-by-anabell.blogspot.com/
chłopczyk ! tylko nie mam w głowie żadnego imienia
OdpowiedzUsuńuśmiałam się czytając ten rozdział, boski !
dobra nie słodzę, bo sama muszę napisać coś u siebie, zmykam i weny
chłopczyk! a imię jak dla mnie Nicolas lub Will, a może Nathan.
OdpowiedzUsuńA i super opowiadanie, a to że był to romantyczny post, to wielkie zaskoczenie i o to chodzi!