środa, 26 czerwca 2013

Nowinki

Rano ubrana w szarą, workowatą bluzę i czarne rurki, w czerwonych trampkach dzielnie ruszyłam przez podjazd przed moim domem. Wszędzie ciemne chmury i ciągły deszcz. Świetnie się zapowiada.
Z ulgą zasiadłam za kierownicą mojego autka i ruszyłam do biura.
Po prostu piękny dzień! Stu kilometrowe korki, deszcz, durni ludzie włażący pod koła i jakiś idiota na przeciwległym pasie, który robił mi durne miny przez szybę.
Świat schodzi na psy.
Wreszcie udało mi się dotrzeć do mojego celu, wielkiego budynku na obrzeżach miasta. Wysiadłam z samochodu i biegiem ruszyłam do wejścia do "biura Lawrence'a".
- Iiiii........ Tak! Tak! Giń, nędzna kreaturo! - krzyczała Natasha.
Nasza morderczyni siedziała przy wielkim ekranie i właśnie uśmiercała jakąś postać w grze.
- Niech cię! Zabiłaś mnie już ósmy raz! Oszukujesz... O, cześć Alex! - z uśmiechem machnął mi ręką Owen.
- Hej Alex-terminatorze! - Natasha.
- Siema, mała - przywiatła się Sean.
Sean?
- Co ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona.
- A, jakoś leci. Mi też miło cię widzieć - odpowiedział nie na temat.
Machnęłam ręką.
- Jasna, jasne. CIA znowu ma nam zawracać dupę i przysłali ciebie?
- Mam czuć się urażony aluzją, że zawracam dupę, czy że jestem chłopcem na posyłki dla CIA? - udawał oburzonego. - Już tam nie pracuję.
- Co? Dostałeś awans. Dlaczego odeszłeś?
- Mieli ciulową kawę i brzydkie recepcjonistki? - zaśmiał się.
No to się chyba nie dogadamy.
- Nie, tak na poważnie to są tam same buraki. Ja tam ich nie lubię.
- Buraków, czy CIA? - zastanowił się Owen na głos.
Pokręciłam głową. Czasami mam wrażenie, że jesteśmy grupą najmądrzejszych detektywów pod słońcem. A później spotykamy się wszyscy razem i mi przechodzi.
- A gdzie reszta? - zapyatałam.
- Susan i John naradzają się w swoim gabinecie, a Mike'a jeszcze nie ...
- Już jest - mój grecki bóg zjawił się natychmiast. - Co tam? - uściskał Natashę a z facetami przywitał się podaniem ręki. Podszedł do mnie i mnie pocałował.
- Rany, facet, pojawiasz się na dzwięk swojego imienia? - zachwycił się Owen.
- Cicho! - zbeształa go Nat. - Nie psuj chwili.
Śmiejąc się, cofnęłam od Michaela.
- Jasne, stary. A w butach mam sprężyny i noszę plecak odrzutowy. Bez kitu, jestem Inspektor Gadżet - parsknął Mike.
- Sie wie, stary.
Stary. Stary. Stary. Nigdy nie zrozumiem mężczyzn. Ja i Nat to "Młode", a każdy z nich to "Stary"? I jeszcze to "Bez kitu?"*
- To co tu robisz, Sean? - zapytał Mike.
- Nam też nie chciał powiedzieć - poskarżyła się Natasha.
- Sicho siedź i patrz tam w ekran, bo cię Owen wykończy - poradził Sean, zmieniając temat.
- W snach!
- A co to, tabu? - zdziwiłam się.
- Johnatan i Susan wam wyjaśnią - wywinął się od odpowiedzi.
- CIA chce coś od nas? - dopytywał się Michael.
- Na litość boską, nie! Nie pracuję już tam!
- Dlaczego?
- Bo Sean nie lubi buraków. No wiesz, takich warzyw. Coś jak duże rzodkiewki... - zaczął tłumaczyć Owen, wspomagając się gestami.
- Wiem, co to są buraki - warknął Mike.
Owena i Natashę zajęła gra, a Sean odmawiał uparcie odpowiadania na nasze pytania. Wreszcie z gabinetu wyszli Susan i Johnatan.
- Co on tu robi?
- Co się dzieje?
- O co w tym wszystkim chodzi?
- Dlaczego ja nic nie wiem, co tu się dzieje?
Wszyscy momentalnie zaczęliśmy pytać dwojga naszych przełożonych.
- Cicho! - wydar ł się John. - Gorzej, niż w przedszkolu!
- Dajcie nam chwilę, to wam wszystko wyjaśnimy - cisza. - Ja i John pracujemy w tym biurze od dawna i od dawna zajmujemy się różnymi akcjami...
- Jeśli coś wam nie pasuje, mówcie wprost, a nie bujacie - zirytowałą się Natasha.
- Nie, nie! - zaprzeczył Johnatan. - Wszystko jest ok. Po prostu... Potrzebujemy z Susan teraz trochę spokoju i...
- Nie, nie, nie. Nie mówcie, że to to. Serio? Łał. Susan jest w ciąży - Owen i Mike wydawali się przerażeni.
- Nic z tych rzeczy! - zaprzeczyła szybko Sus. - Nie! Po prostu jako stare i nudne jak flaki z olejem zgredy, postanowiliśmy odejść z biura, przekazując je Michael'owi i zgrzybieć w małym, pięknym, spokojnym domku.
Wszyscy wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
- Dość... Dobitnie powiedziane - odparła dyplomatycznie Natasha.
- Bo mi przerywacie! - wydarła się Susan. - Michael?
- To żart, tak? - zapytał zadziwiony Mike.
- Nie. Przecież dobrze wiesz, że nie mam poczucia humoru. Biuro. Jest. Twoje. Odchodzimy - Johnatan mówił powili i spokojnie.
- A co z agentami. Będzie nas mało... - zaczął nasz nowy szef..
- Właśnie dlatego jest tu Sean - mężczyzna pomachał nam. - Zastąpi wam nas. Biuro jest twoje, Mikey.
- Tak po prostu?
- Tak po prostu. Adios!
I wyszli, po wręczeniu Michaelowi dokumentów.
Sean i Natasha szybko gdzieś zniknęłi i wrócili z szampanem.
- Za nowego szefa! - krzyknęła Natasha i odkorkowała butelkę.
- Ja nie piję - ostrzegłam. - Prowadzę.
- Ja to samo - zastrzegł Michael.
- Ja też nie mogę. Jestem umówiony - teraz odmówił Sean.
- A niech was! - krzyknęła Natasha. - Owen, napijesz się?!
- Jasne, mała! Jeszcze pytasz!
Gdy wychodziliśmy z biura pijąca dwójka żegnała nas krzykami, śmiechem i głośnym śpiewem.

* "Bez kitu!" Teraz i ja zaczynam z tym tekstem! ;D

wtorek, 25 czerwca 2013

Wyciągnięci z paki

Byłam na maxa wkurzona. Głupi Vin Diesel się znalazł, chociaż przystojny tak samo.
Podszedł do mnie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Przepraszam - powiedział poważnie, lecz z uśmiechem, łapiąc mnie za ręce. - Naprawdę, to nie miało tak być...
- Chrzanić to wszystko. Film obejrzymy kiedy indziej, a okoliczności mogłyby być bardziej odpowiadająca, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma! - zaśmiałam się.
- Jesteś niesmowita - mruknął z zachwytem Michael i pocałował mnie.
Skoro tak sądził... Według siebie byłam całkowicie przeciętna, nie licząć przyciągania nieszczęść, katastrof i wszystkiego co najgorsze.
Przeszkodziło mi w całowaniu i rozmyślaniach czyjeś głośne chrząknięcie.
Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Johnatan.
Może i wiedział, że jesteśmy parą. Ba, na pewno wiedział! Ale sprawy z ojcami i całowaniem jakoś mnie krępowały.
- Widzę, że wy się nie nudzicie - zauważył John. - A porządnych ludzi po nocach budzicie. Ja i Sus mało zawału...
- Budzę? - Michael wydawał się zawiedziony. - A może przeszkodziłem w czymś bardziej pasjonującym? - zapytał Mike, niezbyt skrywając swoją aluzję co do młodo zaślubionych Johnatana i Susan.
- Michael, nie przeginaj, tym bardziej, że to ja mam klucze do tej celi - zagroził.
- Nie mogłem się powstrzymać.
- Tak samo, jak przed rozbiciem Adamowi nosa? - zapytał z przekąsem John. - Facet chciał cię pozwać!
Otworzył wyjście z celi. Stróż prawa w więzieniu. Czasami nie doceniam pomysłowości ludzi.
- A pozwie? - zapytał Mike poważnie.
- Nie. Przekonałem go jakoś.
- To dobrze. Wystarczy nam wrażeń - zaśmiałam się.
- Ma dziewczyna rację. Pewnie, gdyby nie ty, odwiedzałbym cię tu codziennie - prychnął Johnatan. - W Batmana się bawiłeś?
- Tylko nie Batmana... - zaczął Michael.
No tak, Batman to przecież pedał w czerni.
- Jakbyś zgadł - przytaknęłam.
Johnatan skarcił syna wzrokiem.
- W co ty się pakujesz, Alex? - mruknął szef.
- Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami.
Przynajmniej był przystojny, mądry, odważny i na swój dziecinny sposób uroczy. I bardzo, bardzo arogancki, co udowodnił tym, jak bez przerwy się odgryzał.
- Mam to po tatusiu - uśmiechnął się bezczelnie.
Johnatan zaniemówił. Nie mógł zaprzeć się syna, Mike był całkiem jak młodszy John. Tak powtarzają Susan i Natasha.
- Do widzenia - rzuciłam na odchodnym "pindzie jednej". Pomachłam reszcie policjantów i mrugnęłam temu z rozbitym nosem.
Nie ma co, cały komisariat nas nienawidzi. Powinnam być dumna.
Aż wreszcie wszyscy zasiedliśmy w samochodzie.
- Ale mi gorąco - mruknęłam podczas jazdy.
- To wyskakuj z tej bluzeczki - zaśmiał się Mike.
- Wiesz, skarbie, to kosztuje - parsknęłam.
Nasze przekomarzania podczas jazdy najwyraźniej speszyły Johnatana, bo przez całą drogę do mnie uparcie wpatrywał się w jezdnię.
Odetchnął z ulgą, gdy wysiedliśmy z auta przed moim domem. Mike miał tu swój samochód. Mój został pod kinem. Cholera.
- I przyjdźcie jutro normalnie do pracy - przypomniał. - Podzielę się z wami nowinami.
- Co jak co, staruszku, ale ja mam nadzieję, że nadal będę jedynakiem. Zresztą, jesteś już chyba za stary na ponowne zostawanie ojcem. Pilnujcie się - pouczył ojca Mike, za co dostało mu się gniewne spojrzenie.
"Gdyby spojrzenia mogły zabijać" albo chociażby ranić...
Johnatan wściekły odjechał.
- Dziękuj Bogu za takiego ojca.
- Powinienem dziękować Bogu też za kilka innych osób - zamruczał, całując mnie. - To ja spadam.

Przepraszam, za nieobecność wczoraj. Co powiecie na dodatkowy rozdział w sobotę. Byle do piątku... ;*

niedziela, 23 czerwca 2013

Przynajmniej jest ciekawie

W kilka dni po ślubie Johna i Sus mieliśmy ostatnie wolne od pracy dni. Jak zwykle, spędzałam je z Michael'em.
- Co ty tam tak szukasz?
Szturchnęłam go, siadając na kanapie obok. Ciągle stukał w swój tablet, czytając coś zawzięcie.
- Halo, ziemia do Mike'a!
Westchnął.
- Szukam jakiegoś filmu z repertuaru naszego kina - odparł.
- Idziesz do kina?
- No, eee, oboje idziemy, nie? - był zdziwiony. - Druga randka... - zaczął tłumaczyć.
- Co? Ze mną? - teraz to ja się zdziwiłam.
- Wiesz, na randki chodzi się z partnerką... Nie pamiętasz?
Miałam pamiętać to, że trzeba mieć partnera, czy że idziemy na randkę?
- Nic mi nie mówiłeś - powiedziałam.
- Jak to nic? - spojrzał na mnie błagalnie. - Nie powiesz mi chyba, że cię nie zaprosiłem?
- Raczej bym pamiętała - parsknęłam.
Komizm sytuacji mnie przerastał. Albo urwałam się z choinki, ale on mi nic nie mówił.
- To pójdziesz? - zapytał z nadzieją.
- A jakie filmy tam masz? - zajrzałam mu przez ramię.
- No cóż, myślałem o jakiejś komiedii romantycznej...
- Naprawdę chcesz oglądać coś takiego? - zdziwiłam się.
- Nie, ale to ty masz się dobrze bawić -  wskazał mi jakiś film. - Co o tym myślisz?
Ale ja już zauważyłam, że w ofercie kina jest "Szybcy i wściekli 6".
- Idziemy na to - zażądziłam.-
Naprawdę chcesz oglądać coś takiego? - teraz to on  zadał to pytanie.
- Szybkość, upór, emocje, samochody... A do tego Vin Diesel, Dwayne Johnson, Paul Walker... Ja. To. Kocham.

- Ja też mogę być jak Vin Diesel - przekonywał mnie Mike, kiedy weszliśmy do kina. - Mam wszystko co trzeba. Chyba. W każdym razie, mam broń.
Dotknął wypukłości pod bluzką.
I nagle pistolet wypadł na ziemię, ktoś krzyknął, a na nas rzuciło się kilku ochroniarzy.
Próbowałam się szarpać, co tylko przysporzyło mi bólu.
- Zachować spokój! - krzyknął do mnie jeden z ochroniarzy. - Odpowiecie przed policją za posiadanie broni w miejscu publicznym.
Gdy zakuli nas w kajdanki i wezwali policję, nikt nie słuchał naszych wyjaśnień, że jesteśmy prywatnymi detektywami i mamy pozwolenie na broń.
- A niech cię, Michael - mruknęłam do mojego towarzysza, gdy przyszedł czas na przesłuchanie nas na komisariacie przez policjantkę i jej towarzysza.
- Po co wam była broń? - zapytałą kobieta. - Napad na kino? Oryginalny pomysł.
- Na nic nie chcieliśmy napaść! Jesteśmy detektywami do diabła, nieraz usiłowano nas zabić. Noszenie broni to dla nas codzienność! - Michael tracił nerwy.
- Gdzie licencja, odznaka, dokumenty...? - dopytywał się facet.
- Zapomniałem...
- Masz broń, a nie masz dokumentów?
- Zapomniałem, do cholery!
- Michael, ja powinnam mieć... W tylnej kieszeni spodni - powiedziałam do policjantów.
Sama bym wyciągnęła je i im pokazała, ale miałam zakute ręce. Mężczyzna ruszył w moją stronę.
- Łapy przy sobie gnoju! - warknął na niego Mike. - Nie będziesz jej obmacywał!
- Michael... - zaczęłam.
- Ja to zrobię - powiedziała kobieta.
Wyciągnęła dokumenty i zaczęła je przeglądać. Pieniądze, prawo jazdy... Nie miałam licencji detektywa przy sobie. Nie miałam nawet dowodu.
- Nic. Zostaniecie tu na dłużej - zapowiedziała.
Facet złapał za ramiona Michael'a, kobieta mnie i zaczęli prowadzić nas do celi. Może to głupie, bo w końcu musieli dać nam spokój i uznać naszą wersję, ale byłam zdenerwowana i zdeterminowana.
W połowie drogi zaparłam się i udało mi się wyrwać kobiecie.
- Stój, bo będzie tylko gorzej...
Ale ja nie zamierzałąm uciekać.
- Słuchaj no, pindo jedna. Ja nie jestem żadną morderczynią ani oszustką. Mówimy prawdę, więc daj nam spokój. Pod tymi farbowanymi włoskami kryją się jeszcze chociaż resztki mózgu? - zapytałam ironicznie.
Oberwałam za to w twarz.
Michael natychmiast przywalił "z główki" policjantowi i podbiegł do mnie.
- W porządku? - zapytał.
- Tak - uspokoiłam go. - Ale z nimi chyba gorzej.
Skinęłam głową w stronę  policjantów. Właśnie podnosili się z ziemi, a zza rogu, słysząc szamotaninę, wyszło jeszcze dwóch.
Od razu pożałowaliśmy swojego buntu.
- Łamiesz mi rękę, skur... - wydarłam się, gdy mnie obezwładniali.
Od Michael'a też słychać było "piękne słówka".
A później wylądowaliśmy za kratkami. W małym pomieszczeniu z jednym łóżkiem, krzesłem z trzema nogami, umywalką i kolejnym krzesłem. A przynajmniej wmawiałam sobie, że to krzesło.
- I jak tam? - zapytałam Mike'a.
- Idealna druga randka - prychnął. - Wszystko przeze mnie. Przepraszam.
- Nie jest tak źle. Przynajmniej jesteśmy w jednej celi - próbowałam szukać pozytywów. - I jest ciekawie.
Prychnął. Zaczął się wydzierać:
- Dobra, cioty, mam już dosyć. Znam swoje prawa i przewinienia, napaść na funkcjonariuszy, zniesławienie, stawianie oporu... Ale do cholery, jestem tu bezpodstawnie i...
Do krat podszedł facet, z którym podczas prowadzenia do celi szarpał się Michael.
- Och, hej. Nos dalej boli? - zapytał Mike. Facet zgromił go wzrokiem. - Słuchaj, sory za tamto, ale to pomyłka, możesz...
- Zamknij się! - wydarł się facet. - Macie prawo do telefonu i adwokata. Do kogo dzwonimy?

środa, 19 czerwca 2013

Ślub

Od dnia, w którym dowiedziałam si ę o ślubie Sus i Johnatan'a minęły już dwa tygodnie.
Dwa.
Więc dziś wypada dzień ślubu. Wszystko było gotowe: zaproszeni goście, catering, który już wszystko przygotował, ksiądz czekający na powiedzenie przez parę "tak"... Wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Ubrana w brzoskiwniową sukienkę identyczną z sukienkami Natashy i Nicole, pasujące buty na wysokich obcasach, z kwiatem magnolii wpiętym we włosy i z dodatkiem biżuterii (oczywiśce, również z łańcuszkiem od Michael'a) ruszyłam w stronę drzwi wyjściwoych. Po drodze złapałam również małą torebeczkę pod kolor.
Gdy wychodziłam już na podwórko, wpadłam od razu na Michaela i musiał mnie podtrzymać, abym nie upadła.
- Do cholery, ja się kiedyś zabiję przez ciebie! - darłam się na niego.
Dlaczego zawsze na niego wpadałam?
- Przyznaj się w końcu, że na mnie lecisz - uśmiechnął się złośliwie.
- Kocham cię  - szepnęłam i go pocałowałam.
- Poszedł bym za tobą na konieć świata. A tak w ogóle, to pięknie wyglądasz. Jak zawsze.
Zlustrowałam go od stóp do głów. Ubrany w czarny garnitur, pod krawatem wyglądał po prostu... Łał. Był tak piękny... i do tego mój.
- I kto to mówi? Model?
- Współczuję tylko Susan - zdziwił mnie tym stwierdzeniem. - To ona miała dziś być królową, nie ty.
- Jesteś zaślepiony - powedziałam.
- Jestem szczery.
- To przestań, bo cię uderzę - zagroziłam, ze złowrogim spojrzeniem.
- Jeśli się na mnie rzucisz, zniszczysz sukienkę. Nie szkoda ci jej?
To był akurat dobry argument. Sukienka.
- Masz prezent? - zapytałam, zmieniając temat, jednak również na niebezpieczny.
- Zapomniałem - złapał się za głowę.
Świetnie! Wiedziałam, że tak będzie...
- Więc wsadź się do samochodu i musimy jeszcze zdążyć do ciebie po bilety i ... - zaczęłam panikować.
Patrzał na mnie z kpiącym uśmiechem. Trzymał w ręce kopertę.
Pewnie bilety lotnicze i dokumenty na lot i pobyt na wyspie karaibskiej. Nasz prezent na ślub.
- Zabiję cię za to głupie poczucie humoru!
- Ty mnie za to kochasz - pocałował mnie.
- Jedźmy już.

Było jak na bajkowym ślubie. W wielkim ogrodzie na tyłach domu Susan ustawiono przystrojone ławki, w których siedzieli goście. Dalej przygotowane już stoły i krzesła. Łuk w centralnej części ogrodu, pod którym pastor i Johnatan czekali już na Susan zmierzającą w ich stronę w swojej cudnej sukni przy dźwiękach marszu weselnego...
Póżniej już tylko przysięga z wymianą obrączek, pocałunek, wręczanie prezentów i życzenia szczęścia...
- Wreszcie razem na zawsze, prawda? - zapytałam, przytulając Susan. - Życzę wam duuużo, dużo szczęścia.
- Dziękuję... - widziałam łzy w jej oczach.
- Tylko i się tu nie rozklejaj, bo zniszczysz makijaż! - usłyszałam głos Natashy. - Mówili, że jest wodoodporny, ale lepiej tego nie sprawdzać!
- Daj jej spokój - zaśmiał się Mike. - Najlepszego - uściskał Susan.
Następnie złożyliśmy życzenia panu młodemu.
Cas szybko mijał. Tańczyłam z Michael'em, ale nie obeszło się bez tańca z Owen'em, Johnatan'em, Sean'em i kilkoma krewnymi Michael'a, ku wielkiej jego irytacji. Później już cały czas nie wypuszczał mnie z objęć, choć trochę czasu spędziłam jeszcze z druhnami, choć nie dużo z Nicole, która przyszła z Nathan'em.
Ale i tak najbardziej podobały mi się przemowy najbliższych naszej nowej pary.
- Ułożyłem sobie idealne przemówienie, ale ponieważ zapomniałem co miałem mówić; wszystkiego najlepszego ciociu Susan i John! - wybrnął jakoś Owen łamiącym się głosem.
- Wiecie, mógłbym tu pieprzyć różne głupoty o miłości Susan do mojego ojca i tak dalej, ale to po prostu widać na odległość. Sus dała mojemu ojcu nowe życie i na pewno będą razem szczęśliwi. I tak przy okazji do ciebie, Susan. Cieszę się z takiej macochy jak ty. I nie będę odwalał roli Kopciuszka! Brawa dla młodej pary! - krzyknął Michael.
- Koniec bzdurnej paplaniny! Teraz ja się wypowiem. Znam Susan już od dawna i widzę, jak Johnatan ją zmienił. Na lepsze. A ona jego. Są razem szcz ęśliwi i tak dalej... A teraz koniec smętnych gadek i czas na zabawę! - zakończyła przemowy Natasha.
I zaczęła się zabawa.

Liebster Awards

No dobra, jestem totalnie zdziwiona o.o  Już pierwsza nominacja była zaskoczeniem, a kolejna, od Pat ka, tak mnie zdziwiła i ucieszyła, że nie mogę przestać się cieszyć. Miło wiedzieć, że ktoś czyta blog, na którym naprawdę mi zależy.
Nominacje były juz wcześniej, więc teraz odpowiadam tylko na pytania Pat ka:

1. Od kiedy prowadzisz bloga ?
Od 12 kwietnia tego roku ;D
2. Camping czy namiot ?

Zdecydowanie namiot. Nie wiem dlaczego - po prostu bardziej mi odpowiada.
3. Masz rodzeństwo ?

Mam  brata :(
4. Ulubiony członek TW ?

Kocham ich wszystkich, ale gdybym miała wybierać, to Nathan <3
5. Ulubiona postać z bajki ?

Dżasmina z bajki o Alladynie. Od zawsze ją uwielbiam!
6. Gdzie chciałabyś mieszkać w przyszłości ?

W górach, a co do kraju, to zobaczymy xD
7. Ulubiona piosenkarka ?

Od zawsze kocham Rihannę. Mimo zmiennych gustów co do rodzajów muzyki, Rihanna zawsze stoi na pierwszym miejscu.
8. Książka czy film ? Dlaczego ?

Książka, ponieważ pozwala na własne wyobrażenie sobie postaci, różnych scen, zdarzeń...
9. Wolałabyś mieszkać na wsi czy w mieście ? Dlaczego ? xD

Mieszkam na wsi i niech tak zostanie. Mimo że mam wszędzie daleko to za żadne skarby nie chciałabym się przenieść do miasta. Lasy, pola, łąki, zwierzęta... Właśnie to kocham we wsi.
10. Ulubiony aktor ?


Niedawno miejsce Taylor'a Lautner'a zajęli  Aaron Stanford i Shane West. Obaj mają u mnie pierwsze miejsce <3

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Sport dla kobiet

- A ta? - zapytała Susan, wskazując na następną z kolei suknię.
Była ładna, z miękkiego materiału, snieżnobiała, długa, lśniąca, z wyszywaniami i  oraz koronkami dekoltem w kształcie serca...
- Będzie w niej pani doskonale wyglądać - zaczął denerwujący facet ze sklepu, który niby miał pomagać w wyborze. - Wystarczy ją tylko odrobinę przyciąć, skrócić dół...
- Jeśli tkniesz tą sukienkę to ja ci coś obetnę! - warknęła Natasha. - Przymierzaj!
Pomogłyśmy Susan włożyć suknię.
- Idealna - szepnęłam.
- A co z Johnatan'em? - zapytała Nat. - Co on ubierze?
- Pomagają mu faceci; nasza drużba. Michael, Owen, Sean... Ja jestem z moimi druchnami - uśmiechnęła się do nas. - Tylko jednej brakuje.
- Kogo masz na myśli? - zapytałam.
- Nicole. Jest świetną dziewczyną - uśmiechnęła się. - Jak myślisz, zgodzi się?
- A jak mogłaby odmówić? - zaśmiała się Natasha. - Wybieramy sukienki!!!
Nat szybko zanurkowała w wieszakach ale wybranie odpowiednich kreacji, tak jak z Susan zabrało nam sporo czasu. Ale wreszcie kupiłyśmy trzy sukienki, które były dla nas, dla druhen.
- Jeszcze potrzebujemy czegoś starego, niebieskiego, pożyczonego, a suknię masz nową - stwierdziła Natasha, po wyjściu ze sklepu.
Była już 19, minęło 6 godzin.
- Załatwię coś niebieskiego - zadeklarowałam się. - Dobrze, że nie kupiłyśmy welonu - mruknęłam. - I bukietu.
Dziewczyny popatrzały na mnie zaciekawione.
- Później ci powiem - mruknęłam do Nat.
- A ja? - jęknęła Susan.
- Ty jesteś panną młodą i niczym się nie przejmujesz - zaśmiałam się.
- Może i ciebie to niedługo spotka - rzuciła cicho Nat. - Jak tam z Michael'em?
Wystawiłam jej język, na co Susan parsknęła śmiechem.
- Jeszcze pożyczone i stare "coś". Jakieś propozycje? - zapytałam.
- Mam coś starego - powiedziała Susan. - Łańcuszek z kryształowym sercem. Dostałam od Johna na pierwszą randkę- przyjżała się badawczo łańcuszkowi na mojej szyi. - Już wiadomo, po kim Mike jest taki romantyczny.
Uhhh. Co one chcą? Uczepiły się mnie i Michael'a. Ale nie powiem, miło było słuchać, że inni też widzą, jak bardzo jesteśmy ze sobą szczęśliwi. I jak Michael'owi, zupełnie bez powodu, na mnie zależy.
- Pożyczę ci do tego kolczyki.
Czyli wszystko załatwione. Świetnie. Jeszcze tylko trzeba rozwieźć zaproszenia.
- Czyli teraz jadę zaprosić gości - powiedziała, jakby czytając mi w myślach. - Jedziemy do rodziny Johnatan'a i później do Nicole i Evelyn. Są w domu?
- Dziewczyny są u mniejeszcze dzisiaj, Evelyn nie ma, będzie jutro rano.
- Więc do niej pojedziemy jutro - zarządziła.
Sięgnęła po swoją suknię i chciała ją wziąć od Natashy, ale ta się sprzeciwiła.
- Muszę mieć pewność, że Johnatan cię w niej nie zobaczy. Zabieram je. Owen zabiera garnitur szefowi. Nie macie z nami szans!
Susan podniosła ręce w geście bezradności.
- Zabiję cię  - powiedziała, wsiadła do samochodu i odjechała.
- Coś ty wymyśliła z tym niebieskim czymś? - zapytała zaciekawiona.
- Bukiet i wianek z niebieskich stokrotek? - podsunęłam.
- Świetnie! Moja krew! To co teraz?
- Jedziemy zamawiać to  w kwiaciarni - wzruszyłam ramionami.

sobota, 15 czerwca 2013

Zjadliwe czy niezjadliwe? Oto jest pytanie

Właśnie szykowałam śniadanie.
Mimo, że wszyscy spali to już zabierałam się za robienie jedzenia dla naszej licznej gromadki.
Natasha albo śpi, albo ma kaca i nie może się podnieść z łóżka, Michael nad ranem przeniósł się z dywanu na kanapę, a Victoria też pewnie jeszcze śpi. Co do Nicole, to wątpię by prędko wstałą, bo prawie do rana gadałyśmy "o wszystkim i o niczym".
Kroiłam pomidory, gdy do kuchni weszła nasza skacowana Nat.
- Jeśli mam się tak czuć, to od dziś nie piję - poskarżyła się i usiadła przy stole.
- Jasne, jasne. Bujać to my, ale nie nas - zaśmiałam się. - Jak się czujesz?
- Połamana, jakby po mnie tramwaj przejechał... - marudziła.
Zaśmiałam się.
- Chodź tu i kroj warzywa, a ja zrobię ci coś, co ci pomoże - widząc, że dalej siedzi, dodałąm: - Na kaca najlepsza jest praca!
- Albo przyjaciółka, która da ci spokojnie umierać z przepicia - burknęła.
- Szkoda, że takiej nie mamy - wzruszyłam ramionami.
Natasha zabrała się za warzywa, a ja chwyciłam zapalniczkę leżącą na szafce i zaczęłam rozgrzewać nóż nad płomieniem. Gdy metal zrobił się czerwony, zanużyłam go w szklance wody.
- Masz - podałam Natashy. - Cholernie nie dobre, ale pomaga.
- Wiesz z doświadczenia? - odgryzła się.
- Na pewno mam mocniejszą głowę niż ty. I nie robię takich głupot. Michael ma przez ciebie skręconą kostkę, zepchnęłaś go ze schodków.
Milczała. Ale chyba lepiej, jeśli dowie się wszystkiego najpierw ode mnie, niż z nagrania Mike'a?
- I dowiedziałam się ciekawej rzeczy o Owenie - kontynuowałam.
Natasha zakrztusiła się wodą, którą piła.
- Nie wiedziałam, że nasza niezależna księżniczka znalazła swojego księcia - uśmiechnęłam się łobuzersko.
Natasha złapała nóż do warzyw i natychmiast do mnie podeszła.
- Jak to komuś powiesz... Zabiję - zastanowiła się chwilę. - Albo nie, znasz powód, dla którego nie miałabym cię zabić teraz?
- Jakoś nic nie przychodzi mi do głowy... - zaśmiałam się.
- Ja znam - powiedział Michael, wchodząc do kuchni i patrząc na nas.
Ja, z uniesionymi rękami i szerokim uśmiechem na twarzy i Nat z nożem w ręku. Ale nawet chyba to nie mogło go już zaskoczyć.
- Jeśli nie odłożysz tego noża, to sam cię obezwładnie - powiedział sennie i ziewnął. - A zaraz po tem rozpowszechnię nagranie z tobą w roli głównej - złapał za szklankę z wodą, któr zrobiłam Natashy, napił się i zakrztusił. - Co to za gówno?
Parsknęłam śmiechem.
- Jakie nagranie? - zapytała wściekła.
- Jak gadałaś nam coś o Owenie. Że jest przystojnyyyyyyy - powiedział Mike, naśladując głos Natashy i w podobny sposób jak ona wczoraj przeciągając litery.
- Niech cię szlak trafi! - wydarła się.
- Często to słyszę - zaśmiał się Michael. - A ty gdzie? - zapytał, gdy Natasha wyszła z kuchni.
- Szukać tej cholernej kamery! - odkrzyknęła.
- Ale  wczoraj miałaś ciekawsze zajęcia! - krzyknęłam. - Na przykład idź walczyć z Voldemort'em, albo wyjaśniać pojęcie braterstwa  "nędznym sukom"! - miałam kontynuować przemowę, ale parsknęłam śmiechem.
Mój ukochany mi zawtórował.
- Znienawidzi nas - szepnął, przytulając mnie.
- Foch forever? To nie w jej stylu. Ale nie zdziwiłabym się, gdyby wpadła tu z pistoletem maszynowym w ramach zemsty.
- A ty dlaczego już na nogach? - zapytał.
- Bo, mój kochany, jest już po 12,a ja wybieram si ę na zakupy z Susan i naszą małą emancypantką. Wybór sukni ślubnych.
- Jest jeszcze czas - stwierdził.
- No właśnie nie ma. Są tylko dwa tygodnie - tłumaczyłam.
No, ale czego mogłam się spodziewać? Był facetem - miał czas na wszystko, tylko nigdy z niczym nie mógł zdążyć na czas.
- Jestem umówiona z Susan na 13 - powiedziałam, nerwowo spoglądając na zegarek.
- Więc co tu jeszcze robisz? - zdziwił się.
- No... Śniadanie, nie? Albo raczej obiad.
- Ja się tym zajmę - zapewnił.
- Umiesz? Umiesz gotować? - zapytałam z niedowierzaniem.
Oczywiście, że nie! Nawet jedzenie na kolację zamówił w restauracji.
- Moje gotowanie: zjadliwe, czy niezjadliwe? Oto jest pytanie - zaśmiał się. - Jakoś sam się żywię.
- Tylko pytanie, czy dziewczyny wytrzymają na wodzie i sucharach? - parsknęłam.
- Trochę więcej szacunku! Ugotuję takie spaghetti, że palce lizać! - obiecał.
Uniosłam pytaj ąco brew do góry.
- Ewentualnie zamówimy pizzę - zaśmiał się i pocałował mnie w czoło. - Leć już.
Nadal stałam w miejscu.
- Obiecujesz, że  jak wrócę, to wszyscy będą żywi, najedzeni, zdrowi i dom będzie nienaruszony w tym samym miejscu?
- Za kogo ty mnie masz? - zapytał i sięgnął po moje kluczyki z szafki. Podał mi je. - Obiecuję.
Dobra, teraz mogę jechać. Wyszłam z kuchni i poszłam po Natashę. Potrzebowała jeszcze kilku minut by się zebrać, więc zeszłam do Michaela.
- Wiesz, słodko wyglądasz ze spinkami we włosach, ale to trochę obciach - podeszłam do niego i zaczęłam wyjmować mu spinki z włosów.
- Oj, Victoria była świetną księżniczką, ale ja nie umiałem zagrać należycie roli Babajagi, więc ja byłemm klientką - powiedział z naciskiem na ostatnie słowo i parsknąl śmiechem - a ona fryzjerką.
- Mała ma talent - na dół zeszła Nat.
- Do czesania? - zapytał Mike.
- Do trzymania facetów pod butem. Ma to po Alex.
- Coś sługerujesz? - Michael udawał obrażonego.
- Tylko to, że Alex trzyma cię pod pantoflem.
- Wcale nie! -  oburzyliśmy się oboje.
- Jak tam chcecie - wzruszyła ramionami. Rzuciła Michael'owi kamerę, którą miała w rękach. - I po twoim durnym filmiku. Chodź, Alex - złapała mnie za rękę i pociągnęła do samochodu.
- Skąd pewność, że nie mam kopii? - zawołał za nami Michael z tarasu.