Byłam na maxa wkurzona. Głupi Vin Diesel się znalazł, chociaż przystojny tak samo.
Podszedł do mnie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Przepraszam - powiedział poważnie, lecz z uśmiechem, łapiąc mnie za ręce. - Naprawdę, to nie miało tak być...
- Chrzanić to wszystko. Film obejrzymy kiedy indziej, a okoliczności mogłyby być bardziej odpowiadająca, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma! - zaśmiałam się.
- Jesteś niesmowita - mruknął z zachwytem Michael i pocałował mnie.
Skoro tak sądził... Według siebie byłam całkowicie przeciętna, nie licząć przyciągania nieszczęść, katastrof i wszystkiego co najgorsze.
Przeszkodziło mi w całowaniu i rozmyślaniach czyjeś głośne chrząknięcie.
Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Johnatan.
Może i wiedział, że jesteśmy parą. Ba, na pewno wiedział! Ale sprawy z ojcami i całowaniem jakoś mnie krępowały.
- Widzę, że wy się nie nudzicie - zauważył John. - A porządnych ludzi po nocach budzicie. Ja i Sus mało zawału...
- Budzę? - Michael wydawał się zawiedziony. - A może przeszkodziłem w czymś bardziej pasjonującym? - zapytał Mike, niezbyt skrywając swoją aluzję co do młodo zaślubionych Johnatana i Susan.
- Michael, nie przeginaj, tym bardziej, że to ja mam klucze do tej celi - zagroził.
- Nie mogłem się powstrzymać.
- Tak samo, jak przed rozbiciem Adamowi nosa? - zapytał z przekąsem John. - Facet chciał cię pozwać!
Otworzył wyjście z celi. Stróż prawa w więzieniu. Czasami nie doceniam pomysłowości ludzi.
- A pozwie? - zapytał Mike poważnie.
- Nie. Przekonałem go jakoś.
- To dobrze. Wystarczy nam wrażeń - zaśmiałam się.
- Ma dziewczyna rację. Pewnie, gdyby nie ty, odwiedzałbym cię tu codziennie - prychnął Johnatan. - W Batmana się bawiłeś?
- Tylko nie Batmana... - zaczął Michael.
No tak, Batman to przecież pedał w czerni.
- Jakbyś zgadł - przytaknęłam.
Johnatan skarcił syna wzrokiem.
- W co ty się pakujesz, Alex? - mruknął szef.
- Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami.
Przynajmniej był przystojny, mądry, odważny i na swój dziecinny sposób uroczy. I bardzo, bardzo arogancki, co udowodnił tym, jak bez przerwy się odgryzał.
- Mam to po tatusiu - uśmiechnął się bezczelnie.
Johnatan zaniemówił. Nie mógł zaprzeć się syna, Mike był całkiem jak młodszy John. Tak powtarzają Susan i Natasha.
- Do widzenia - rzuciłam na odchodnym "pindzie jednej". Pomachłam reszcie policjantów i mrugnęłam temu z rozbitym nosem.
Nie ma co, cały komisariat nas nienawidzi. Powinnam być dumna.
Aż wreszcie wszyscy zasiedliśmy w samochodzie.
- Ale mi gorąco - mruknęłam podczas jazdy.
- To wyskakuj z tej bluzeczki - zaśmiał się Mike.
- Wiesz, skarbie, to kosztuje - parsknęłam.
Nasze przekomarzania podczas jazdy najwyraźniej speszyły Johnatana, bo przez całą drogę do mnie uparcie wpatrywał się w jezdnię.
Odetchnął z ulgą, gdy wysiedliśmy z auta przed moim domem. Mike miał tu swój samochód. Mój został pod kinem. Cholera.
- I przyjdźcie jutro normalnie do pracy - przypomniał. - Podzielę się z wami nowinami.
- Co jak co, staruszku, ale ja mam nadzieję, że nadal będę jedynakiem. Zresztą, jesteś już chyba za stary na ponowne zostawanie ojcem. Pilnujcie się - pouczył ojca Mike, za co dostało mu się gniewne spojrzenie.
"Gdyby spojrzenia mogły zabijać" albo chociażby ranić...
Johnatan wściekły odjechał.
- Dziękuj Bogu za takiego ojca.
- Powinienem dziękować Bogu też za kilka innych osób - zamruczał, całując mnie. - To ja spadam.
Przepraszam, za nieobecność wczoraj. Co powiecie na dodatkowy rozdział w sobotę. Byle do piątku... ;*
byle do piątku, dokładnie
OdpowiedzUsuńdodawaj rozdział w sobotę ;)
jest tekst o bluzeczce jest gites :D
lubię tę "pindę jedną" i Adama :)
cały komisariat ^^
czyli do jutrzejszego next'a mam nadzieję :P