niedziela, 23 czerwca 2013

Przynajmniej jest ciekawie

W kilka dni po ślubie Johna i Sus mieliśmy ostatnie wolne od pracy dni. Jak zwykle, spędzałam je z Michael'em.
- Co ty tam tak szukasz?
Szturchnęłam go, siadając na kanapie obok. Ciągle stukał w swój tablet, czytając coś zawzięcie.
- Halo, ziemia do Mike'a!
Westchnął.
- Szukam jakiegoś filmu z repertuaru naszego kina - odparł.
- Idziesz do kina?
- No, eee, oboje idziemy, nie? - był zdziwiony. - Druga randka... - zaczął tłumaczyć.
- Co? Ze mną? - teraz to ja się zdziwiłam.
- Wiesz, na randki chodzi się z partnerką... Nie pamiętasz?
Miałam pamiętać to, że trzeba mieć partnera, czy że idziemy na randkę?
- Nic mi nie mówiłeś - powiedziałam.
- Jak to nic? - spojrzał na mnie błagalnie. - Nie powiesz mi chyba, że cię nie zaprosiłem?
- Raczej bym pamiętała - parsknęłam.
Komizm sytuacji mnie przerastał. Albo urwałam się z choinki, ale on mi nic nie mówił.
- To pójdziesz? - zapytał z nadzieją.
- A jakie filmy tam masz? - zajrzałam mu przez ramię.
- No cóż, myślałem o jakiejś komiedii romantycznej...
- Naprawdę chcesz oglądać coś takiego? - zdziwiłam się.
- Nie, ale to ty masz się dobrze bawić -  wskazał mi jakiś film. - Co o tym myślisz?
Ale ja już zauważyłam, że w ofercie kina jest "Szybcy i wściekli 6".
- Idziemy na to - zażądziłam.-
Naprawdę chcesz oglądać coś takiego? - teraz to on  zadał to pytanie.
- Szybkość, upór, emocje, samochody... A do tego Vin Diesel, Dwayne Johnson, Paul Walker... Ja. To. Kocham.

- Ja też mogę być jak Vin Diesel - przekonywał mnie Mike, kiedy weszliśmy do kina. - Mam wszystko co trzeba. Chyba. W każdym razie, mam broń.
Dotknął wypukłości pod bluzką.
I nagle pistolet wypadł na ziemię, ktoś krzyknął, a na nas rzuciło się kilku ochroniarzy.
Próbowałam się szarpać, co tylko przysporzyło mi bólu.
- Zachować spokój! - krzyknął do mnie jeden z ochroniarzy. - Odpowiecie przed policją za posiadanie broni w miejscu publicznym.
Gdy zakuli nas w kajdanki i wezwali policję, nikt nie słuchał naszych wyjaśnień, że jesteśmy prywatnymi detektywami i mamy pozwolenie na broń.
- A niech cię, Michael - mruknęłam do mojego towarzysza, gdy przyszedł czas na przesłuchanie nas na komisariacie przez policjantkę i jej towarzysza.
- Po co wam była broń? - zapytałą kobieta. - Napad na kino? Oryginalny pomysł.
- Na nic nie chcieliśmy napaść! Jesteśmy detektywami do diabła, nieraz usiłowano nas zabić. Noszenie broni to dla nas codzienność! - Michael tracił nerwy.
- Gdzie licencja, odznaka, dokumenty...? - dopytywał się facet.
- Zapomniałem...
- Masz broń, a nie masz dokumentów?
- Zapomniałem, do cholery!
- Michael, ja powinnam mieć... W tylnej kieszeni spodni - powiedziałam do policjantów.
Sama bym wyciągnęła je i im pokazała, ale miałam zakute ręce. Mężczyzna ruszył w moją stronę.
- Łapy przy sobie gnoju! - warknął na niego Mike. - Nie będziesz jej obmacywał!
- Michael... - zaczęłam.
- Ja to zrobię - powiedziała kobieta.
Wyciągnęła dokumenty i zaczęła je przeglądać. Pieniądze, prawo jazdy... Nie miałam licencji detektywa przy sobie. Nie miałam nawet dowodu.
- Nic. Zostaniecie tu na dłużej - zapowiedziała.
Facet złapał za ramiona Michael'a, kobieta mnie i zaczęli prowadzić nas do celi. Może to głupie, bo w końcu musieli dać nam spokój i uznać naszą wersję, ale byłam zdenerwowana i zdeterminowana.
W połowie drogi zaparłam się i udało mi się wyrwać kobiecie.
- Stój, bo będzie tylko gorzej...
Ale ja nie zamierzałąm uciekać.
- Słuchaj no, pindo jedna. Ja nie jestem żadną morderczynią ani oszustką. Mówimy prawdę, więc daj nam spokój. Pod tymi farbowanymi włoskami kryją się jeszcze chociaż resztki mózgu? - zapytałam ironicznie.
Oberwałam za to w twarz.
Michael natychmiast przywalił "z główki" policjantowi i podbiegł do mnie.
- W porządku? - zapytał.
- Tak - uspokoiłam go. - Ale z nimi chyba gorzej.
Skinęłam głową w stronę  policjantów. Właśnie podnosili się z ziemi, a zza rogu, słysząc szamotaninę, wyszło jeszcze dwóch.
Od razu pożałowaliśmy swojego buntu.
- Łamiesz mi rękę, skur... - wydarłam się, gdy mnie obezwładniali.
Od Michael'a też słychać było "piękne słówka".
A później wylądowaliśmy za kratkami. W małym pomieszczeniu z jednym łóżkiem, krzesłem z trzema nogami, umywalką i kolejnym krzesłem. A przynajmniej wmawiałam sobie, że to krzesło.
- I jak tam? - zapytałam Mike'a.
- Idealna druga randka - prychnął. - Wszystko przeze mnie. Przepraszam.
- Nie jest tak źle. Przynajmniej jesteśmy w jednej celi - próbowałam szukać pozytywów. - I jest ciekawie.
Prychnął. Zaczął się wydzierać:
- Dobra, cioty, mam już dosyć. Znam swoje prawa i przewinienia, napaść na funkcjonariuszy, zniesławienie, stawianie oporu... Ale do cholery, jestem tu bezpodstawnie i...
Do krat podszedł facet, z którym podczas prowadzenia do celi szarpał się Michael.
- Och, hej. Nos dalej boli? - zapytał Mike. Facet zgromił go wzrokiem. - Słuchaj, sory za tamto, ale to pomyłka, możesz...
- Zamknij się! - wydarł się facet. - Macie prawo do telefonu i adwokata. Do kogo dzwonimy?

1 komentarz:

  1. "Przynajmniej jest ciekawie" i to bardzo ciekawie :)
    tylko dlaczego musiałam tak długo czekać na ten jakże wspaniały i mega ciekawy rozdział ??
    ja się pytam :D
    idealna druga randka xD ale sama bym takiej nie chciała
    bójka policjantów z detektywami i słowa Alex do tej "pindy jednej" - turlałam się po podłodze xD
    to do jutra :)

    OdpowiedzUsuń