Rano ubrana w szarą, workowatą bluzę i czarne rurki, w czerwonych trampkach dzielnie ruszyłam przez podjazd przed moim domem. Wszędzie ciemne chmury i ciągły deszcz. Świetnie się zapowiada.
Z ulgą zasiadłam za kierownicą mojego autka i ruszyłam do biura.
Po prostu piękny dzień! Stu kilometrowe korki, deszcz, durni ludzie włażący pod koła i jakiś idiota na przeciwległym pasie, który robił mi durne miny przez szybę.
Świat schodzi na psy.
Wreszcie udało mi się dotrzeć do mojego celu, wielkiego budynku na obrzeżach miasta. Wysiadłam z samochodu i biegiem ruszyłam do wejścia do "biura Lawrence'a".
- Iiiii........ Tak! Tak! Giń, nędzna kreaturo! - krzyczała Natasha.
Nasza morderczyni siedziała przy wielkim ekranie i właśnie uśmiercała jakąś postać w grze.
- Niech cię! Zabiłaś mnie już ósmy raz! Oszukujesz... O, cześć Alex! - z uśmiechem machnął mi ręką Owen.
- Hej Alex-terminatorze! - Natasha.
- Siema, mała - przywiatła się Sean.
Sean?
- Co ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona.
- A, jakoś leci. Mi też miło cię widzieć - odpowiedział nie na temat.
Machnęłam ręką.
- Jasna, jasne. CIA znowu ma nam zawracać dupę i przysłali ciebie?
- Mam czuć się urażony aluzją, że zawracam dupę, czy że jestem chłopcem na posyłki dla CIA? - udawał oburzonego. - Już tam nie pracuję.
- Co? Dostałeś awans. Dlaczego odeszłeś?
- Mieli ciulową kawę i brzydkie recepcjonistki? - zaśmiał się.
No to się chyba nie dogadamy.
- Nie, tak na poważnie to są tam same buraki. Ja tam ich nie lubię.
- Buraków, czy CIA? - zastanowił się Owen na głos.
Pokręciłam głową. Czasami mam wrażenie, że jesteśmy grupą najmądrzejszych detektywów pod słońcem. A później spotykamy się wszyscy razem i mi przechodzi.
- A gdzie reszta? - zapyatałam.
- Susan i John naradzają się w swoim gabinecie, a Mike'a jeszcze nie ...
- Już jest - mój grecki bóg zjawił się natychmiast. - Co tam? - uściskał Natashę a z facetami przywitał się podaniem ręki. Podszedł do mnie i mnie pocałował.
- Rany, facet, pojawiasz się na dzwięk swojego imienia? - zachwycił się Owen.
- Cicho! - zbeształa go Nat. - Nie psuj chwili.
Śmiejąc się, cofnęłam od Michaela.
- Jasne, stary. A w butach mam sprężyny i noszę plecak odrzutowy. Bez kitu, jestem Inspektor Gadżet - parsknął Mike.
- Sie wie, stary.
Stary. Stary. Stary. Nigdy nie zrozumiem mężczyzn. Ja i Nat to "Młode", a każdy z nich to "Stary"? I jeszcze to "Bez kitu?"*
- To co tu robisz, Sean? - zapytał Mike.
- Nam też nie chciał powiedzieć - poskarżyła się Natasha.
- Sicho siedź i patrz tam w ekran, bo cię Owen wykończy - poradził Sean, zmieniając temat.
- W snach!
- A co to, tabu? - zdziwiłam się.
- Johnatan i Susan wam wyjaśnią - wywinął się od odpowiedzi.
- CIA chce coś od nas? - dopytywał się Michael.
- Na litość boską, nie! Nie pracuję już tam!
- Dlaczego?
- Bo Sean nie lubi buraków. No wiesz, takich warzyw. Coś jak duże rzodkiewki... - zaczął tłumaczyć Owen, wspomagając się gestami.
- Wiem, co to są buraki - warknął Mike.
Owena i Natashę zajęła gra, a Sean odmawiał uparcie odpowiadania na nasze pytania. Wreszcie z gabinetu wyszli Susan i Johnatan.
- Co on tu robi?
- Co się dzieje?
- O co w tym wszystkim chodzi?
- Dlaczego ja nic nie wiem, co tu się dzieje?
Wszyscy momentalnie zaczęliśmy pytać dwojga naszych przełożonych.
- Cicho! - wydar ł się John. - Gorzej, niż w przedszkolu!
- Dajcie nam chwilę, to wam wszystko wyjaśnimy - cisza. - Ja i John pracujemy w tym biurze od dawna i od dawna zajmujemy się różnymi akcjami...
- Jeśli coś wam nie pasuje, mówcie wprost, a nie bujacie - zirytowałą się Natasha.
- Nie, nie! - zaprzeczył Johnatan. - Wszystko jest ok. Po prostu... Potrzebujemy z Susan teraz trochę spokoju i...
- Nie, nie, nie. Nie mówcie, że to to. Serio? Łał. Susan jest w ciąży - Owen i Mike wydawali się przerażeni.
- Nic z tych rzeczy! - zaprzeczyła szybko Sus. - Nie! Po prostu jako stare i nudne jak flaki z olejem zgredy, postanowiliśmy odejść z biura, przekazując je Michael'owi i zgrzybieć w małym, pięknym, spokojnym domku.
Wszyscy wytrzeszczyliśmy na nią oczy.
- Dość... Dobitnie powiedziane - odparła dyplomatycznie Natasha.
- Bo mi przerywacie! - wydarła się Susan. - Michael?
- To żart, tak? - zapytał zadziwiony Mike.
- Nie. Przecież dobrze wiesz, że nie mam poczucia humoru. Biuro. Jest. Twoje. Odchodzimy - Johnatan mówił powili i spokojnie.
- A co z agentami. Będzie nas mało... - zaczął nasz nowy szef..
- Właśnie dlatego jest tu Sean - mężczyzna pomachał nam. - Zastąpi wam nas. Biuro jest twoje, Mikey.
- Tak po prostu?
- Tak po prostu. Adios!
I wyszli, po wręczeniu Michaelowi dokumentów.
Sean i Natasha szybko gdzieś zniknęłi i wrócili z szampanem.
- Za nowego szefa! - krzyknęła Natasha i odkorkowała butelkę.
- Ja nie piję - ostrzegłam. - Prowadzę.
- Ja to samo - zastrzegł Michael.
- Ja też nie mogę. Jestem umówiony - teraz odmówił Sean.
- A niech was! - krzyknęła Natasha. - Owen, napijesz się?!
- Jasne, mała! Jeszcze pytasz!
Gdy wychodziliśmy z biura pijąca dwójka żegnała nas krzykami, śmiechem i głośnym śpiewem.
* "Bez kitu!" Teraz i ja zaczynam z tym tekstem! ;D
"Stu kilometrowe korki, deszcz, durni ludzie włażący pod koła i jakiś idiota na przeciwległym pasie, który robił mi durne miny przez szybę."
OdpowiedzUsuń"- Mieli ciulową kawę i brzydkie recepcjonistki? - zaśmiał się."
"- Jasne, stary. A w butach mam sprężyny i noszę plecak odrzutowy. Bez kitu, jestem Inspektor Gadżet - parsknął Mike.
- Sie wie, stary.
Stary. Stary. Stary. Nigdy nie zrozumiem mężczyzn. Ja i Nat to "Młode", a każdy z nich to "Stary"? I jeszcze to "Bez kitu?"*"
"- Co on tu robi?
- Co się dzieje?
- O co w tym wszystkim chodzi?
- Dlaczego ja nic nie wiem, co tu się dzieje?"
moje ulubione momenty i teksty w tym rozdziale, aż je sobie wyobraziłam xD
dobrze, że mnie nie widziałaś, bo pomyślałabyś, że ogłupiałam ( co jest bardzo możliwe ) śmiałam się w najlepsze ;D
Mike jest właścicielem biura i ten cały Sean, którego imię mi ciągle ucieka, dołączył do ekipy :)
Nat będzie pić :) hehee xD moja wyobraźnia chodzi na pełnych obrotach :)
ale się kurde rozpisałam
zmykam i do piątku :**