Właśnie szykowałam śniadanie.
Mimo, że wszyscy spali to już zabierałam się za robienie jedzenia dla naszej licznej gromadki.
Natasha albo śpi, albo ma kaca i nie może się podnieść z łóżka, Michael nad ranem przeniósł się z dywanu na kanapę, a Victoria też pewnie jeszcze śpi. Co do Nicole, to wątpię by prędko wstałą, bo prawie do rana gadałyśmy "o wszystkim i o niczym".
Kroiłam pomidory, gdy do kuchni weszła nasza skacowana Nat.
- Jeśli mam się tak czuć, to od dziś nie piję - poskarżyła się i usiadła przy stole.
- Jasne, jasne. Bujać to my, ale nie nas - zaśmiałam się. - Jak się czujesz?
- Połamana, jakby po mnie tramwaj przejechał... - marudziła.
Zaśmiałam się.
- Chodź tu i kroj warzywa, a ja zrobię ci coś, co ci pomoże - widząc, że dalej siedzi, dodałąm: - Na kaca najlepsza jest praca!
- Albo przyjaciółka, która da ci spokojnie umierać z przepicia - burknęła.
- Szkoda, że takiej nie mamy - wzruszyłam ramionami.
Natasha zabrała się za warzywa, a ja chwyciłam zapalniczkę leżącą na szafce i zaczęłam rozgrzewać nóż nad płomieniem. Gdy metal zrobił się czerwony, zanużyłam go w szklance wody.
- Masz - podałam Natashy. - Cholernie nie dobre, ale pomaga.
- Wiesz z doświadczenia? - odgryzła się.
- Na pewno mam mocniejszą głowę niż ty. I nie robię takich głupot. Michael ma przez ciebie skręconą kostkę, zepchnęłaś go ze schodków.
Milczała. Ale chyba lepiej, jeśli dowie się wszystkiego najpierw ode mnie, niż z nagrania Mike'a?
- I dowiedziałam się ciekawej rzeczy o Owenie - kontynuowałam.
Natasha zakrztusiła się wodą, którą piła.
- Nie wiedziałam, że nasza niezależna księżniczka znalazła swojego księcia - uśmiechnęłam się łobuzersko.
Natasha złapała nóż do warzyw i natychmiast do mnie podeszła.
- Jak to komuś powiesz... Zabiję - zastanowiła się chwilę. - Albo nie, znasz powód, dla którego nie miałabym cię zabić teraz?
- Jakoś nic nie przychodzi mi do głowy... - zaśmiałam się.
- Ja znam - powiedział Michael, wchodząc do kuchni i patrząc na nas.
Ja, z uniesionymi rękami i szerokim uśmiechem na twarzy i Nat z nożem w ręku. Ale nawet chyba to nie mogło go już zaskoczyć.
- Jeśli nie odłożysz tego noża, to sam cię obezwładnie - powiedział sennie i ziewnął. - A zaraz po tem rozpowszechnię nagranie z tobą w roli głównej - złapał za szklankę z wodą, któr zrobiłam Natashy, napił się i zakrztusił. - Co to za gówno?
Parsknęłam śmiechem.
- Jakie nagranie? - zapytała wściekła.
- Jak gadałaś nam coś o Owenie. Że jest przystojnyyyyyyy - powiedział Mike, naśladując głos Natashy i w podobny sposób jak ona wczoraj przeciągając litery.
- Niech cię szlak trafi! - wydarła się.
- Często to słyszę - zaśmiał się Michael. - A ty gdzie? - zapytał, gdy Natasha wyszła z kuchni.
- Szukać tej cholernej kamery! - odkrzyknęła.
- Ale wczoraj miałaś ciekawsze zajęcia! - krzyknęłam. - Na przykład idź walczyć z Voldemort'em, albo wyjaśniać pojęcie braterstwa "nędznym sukom"! - miałam kontynuować przemowę, ale parsknęłam śmiechem.
Mój ukochany mi zawtórował.
- Znienawidzi nas - szepnął, przytulając mnie.
- Foch forever? To nie w jej stylu. Ale nie zdziwiłabym się, gdyby wpadła tu z pistoletem maszynowym w ramach zemsty.
- A ty dlaczego już na nogach? - zapytał.
- Bo, mój kochany, jest już po 12,a ja wybieram si ę na zakupy z Susan i naszą małą emancypantką. Wybór sukni ślubnych.
- Jest jeszcze czas - stwierdził.
- No właśnie nie ma. Są tylko dwa tygodnie - tłumaczyłam.
No, ale czego mogłam się spodziewać? Był facetem - miał czas na wszystko, tylko nigdy z niczym nie mógł zdążyć na czas.
- Jestem umówiona z Susan na 13 - powiedziałam, nerwowo spoglądając na zegarek.
- Więc co tu jeszcze robisz? - zdziwił się.
- No... Śniadanie, nie? Albo raczej obiad.
- Ja się tym zajmę - zapewnił.
- Umiesz? Umiesz gotować? - zapytałam z niedowierzaniem.
Oczywiście, że nie! Nawet jedzenie na kolację zamówił w restauracji.
- Moje gotowanie: zjadliwe, czy niezjadliwe? Oto jest pytanie - zaśmiał się. - Jakoś sam się żywię.
- Tylko pytanie, czy dziewczyny wytrzymają na wodzie i sucharach? - parsknęłam.
- Trochę więcej szacunku! Ugotuję takie spaghetti, że palce lizać! - obiecał.
Uniosłam pytaj ąco brew do góry.
- Ewentualnie zamówimy pizzę - zaśmiał się i pocałował mnie w czoło. - Leć już.
Nadal stałam w miejscu.
- Obiecujesz, że jak wrócę, to wszyscy będą żywi, najedzeni, zdrowi i dom będzie nienaruszony w tym samym miejscu?
- Za kogo ty mnie masz? - zapytał i sięgnął po moje kluczyki z szafki. Podał mi je. - Obiecuję.
Dobra, teraz mogę jechać. Wyszłam z kuchni i poszłam po Natashę. Potrzebowała jeszcze kilku minut by się zebrać, więc zeszłam do Michaela.
- Wiesz, słodko wyglądasz ze spinkami we włosach, ale to trochę obciach - podeszłam do niego i zaczęłam wyjmować mu spinki z włosów.
- Oj, Victoria była świetną księżniczką, ale ja nie umiałem zagrać należycie roli Babajagi, więc ja byłemm klientką - powiedział z naciskiem na ostatnie słowo i parsknąl śmiechem - a ona fryzjerką.
- Mała ma talent - na dół zeszła Nat.
- Do czesania? - zapytał Mike.
- Do trzymania facetów pod butem. Ma to po Alex.
- Coś sługerujesz? - Michael udawał obrażonego.
- Tylko to, że Alex trzyma cię pod pantoflem.
- Wcale nie! - oburzyliśmy się oboje.
- Jak tam chcecie - wzruszyła ramionami. Rzuciła Michael'owi kamerę, którą miała w rękach. - I po twoim durnym filmiku. Chodź, Alex - złapała mnie za rękę i pociągnęła do samochodu.
- Skąd pewność, że nie mam kopii? - zawołał za nami Michael z tarasu.
hehe jaki słodki poranek ;)
OdpowiedzUsuńty chyba kogoś wynajmujesz do pisania tych rozdziałów ^^
gdzie rozlew krwi i dzień pełen akcji ??
czekam na nextcika ; D