sobota, 15 czerwca 2013

Zjadliwe czy niezjadliwe? Oto jest pytanie

Właśnie szykowałam śniadanie.
Mimo, że wszyscy spali to już zabierałam się za robienie jedzenia dla naszej licznej gromadki.
Natasha albo śpi, albo ma kaca i nie może się podnieść z łóżka, Michael nad ranem przeniósł się z dywanu na kanapę, a Victoria też pewnie jeszcze śpi. Co do Nicole, to wątpię by prędko wstałą, bo prawie do rana gadałyśmy "o wszystkim i o niczym".
Kroiłam pomidory, gdy do kuchni weszła nasza skacowana Nat.
- Jeśli mam się tak czuć, to od dziś nie piję - poskarżyła się i usiadła przy stole.
- Jasne, jasne. Bujać to my, ale nie nas - zaśmiałam się. - Jak się czujesz?
- Połamana, jakby po mnie tramwaj przejechał... - marudziła.
Zaśmiałam się.
- Chodź tu i kroj warzywa, a ja zrobię ci coś, co ci pomoże - widząc, że dalej siedzi, dodałąm: - Na kaca najlepsza jest praca!
- Albo przyjaciółka, która da ci spokojnie umierać z przepicia - burknęła.
- Szkoda, że takiej nie mamy - wzruszyłam ramionami.
Natasha zabrała się za warzywa, a ja chwyciłam zapalniczkę leżącą na szafce i zaczęłam rozgrzewać nóż nad płomieniem. Gdy metal zrobił się czerwony, zanużyłam go w szklance wody.
- Masz - podałam Natashy. - Cholernie nie dobre, ale pomaga.
- Wiesz z doświadczenia? - odgryzła się.
- Na pewno mam mocniejszą głowę niż ty. I nie robię takich głupot. Michael ma przez ciebie skręconą kostkę, zepchnęłaś go ze schodków.
Milczała. Ale chyba lepiej, jeśli dowie się wszystkiego najpierw ode mnie, niż z nagrania Mike'a?
- I dowiedziałam się ciekawej rzeczy o Owenie - kontynuowałam.
Natasha zakrztusiła się wodą, którą piła.
- Nie wiedziałam, że nasza niezależna księżniczka znalazła swojego księcia - uśmiechnęłam się łobuzersko.
Natasha złapała nóż do warzyw i natychmiast do mnie podeszła.
- Jak to komuś powiesz... Zabiję - zastanowiła się chwilę. - Albo nie, znasz powód, dla którego nie miałabym cię zabić teraz?
- Jakoś nic nie przychodzi mi do głowy... - zaśmiałam się.
- Ja znam - powiedział Michael, wchodząc do kuchni i patrząc na nas.
Ja, z uniesionymi rękami i szerokim uśmiechem na twarzy i Nat z nożem w ręku. Ale nawet chyba to nie mogło go już zaskoczyć.
- Jeśli nie odłożysz tego noża, to sam cię obezwładnie - powiedział sennie i ziewnął. - A zaraz po tem rozpowszechnię nagranie z tobą w roli głównej - złapał za szklankę z wodą, któr zrobiłam Natashy, napił się i zakrztusił. - Co to za gówno?
Parsknęłam śmiechem.
- Jakie nagranie? - zapytała wściekła.
- Jak gadałaś nam coś o Owenie. Że jest przystojnyyyyyyy - powiedział Mike, naśladując głos Natashy i w podobny sposób jak ona wczoraj przeciągając litery.
- Niech cię szlak trafi! - wydarła się.
- Często to słyszę - zaśmiał się Michael. - A ty gdzie? - zapytał, gdy Natasha wyszła z kuchni.
- Szukać tej cholernej kamery! - odkrzyknęła.
- Ale  wczoraj miałaś ciekawsze zajęcia! - krzyknęłam. - Na przykład idź walczyć z Voldemort'em, albo wyjaśniać pojęcie braterstwa  "nędznym sukom"! - miałam kontynuować przemowę, ale parsknęłam śmiechem.
Mój ukochany mi zawtórował.
- Znienawidzi nas - szepnął, przytulając mnie.
- Foch forever? To nie w jej stylu. Ale nie zdziwiłabym się, gdyby wpadła tu z pistoletem maszynowym w ramach zemsty.
- A ty dlaczego już na nogach? - zapytał.
- Bo, mój kochany, jest już po 12,a ja wybieram si ę na zakupy z Susan i naszą małą emancypantką. Wybór sukni ślubnych.
- Jest jeszcze czas - stwierdził.
- No właśnie nie ma. Są tylko dwa tygodnie - tłumaczyłam.
No, ale czego mogłam się spodziewać? Był facetem - miał czas na wszystko, tylko nigdy z niczym nie mógł zdążyć na czas.
- Jestem umówiona z Susan na 13 - powiedziałam, nerwowo spoglądając na zegarek.
- Więc co tu jeszcze robisz? - zdziwił się.
- No... Śniadanie, nie? Albo raczej obiad.
- Ja się tym zajmę - zapewnił.
- Umiesz? Umiesz gotować? - zapytałam z niedowierzaniem.
Oczywiście, że nie! Nawet jedzenie na kolację zamówił w restauracji.
- Moje gotowanie: zjadliwe, czy niezjadliwe? Oto jest pytanie - zaśmiał się. - Jakoś sam się żywię.
- Tylko pytanie, czy dziewczyny wytrzymają na wodzie i sucharach? - parsknęłam.
- Trochę więcej szacunku! Ugotuję takie spaghetti, że palce lizać! - obiecał.
Uniosłam pytaj ąco brew do góry.
- Ewentualnie zamówimy pizzę - zaśmiał się i pocałował mnie w czoło. - Leć już.
Nadal stałam w miejscu.
- Obiecujesz, że  jak wrócę, to wszyscy będą żywi, najedzeni, zdrowi i dom będzie nienaruszony w tym samym miejscu?
- Za kogo ty mnie masz? - zapytał i sięgnął po moje kluczyki z szafki. Podał mi je. - Obiecuję.
Dobra, teraz mogę jechać. Wyszłam z kuchni i poszłam po Natashę. Potrzebowała jeszcze kilku minut by się zebrać, więc zeszłam do Michaela.
- Wiesz, słodko wyglądasz ze spinkami we włosach, ale to trochę obciach - podeszłam do niego i zaczęłam wyjmować mu spinki z włosów.
- Oj, Victoria była świetną księżniczką, ale ja nie umiałem zagrać należycie roli Babajagi, więc ja byłemm klientką - powiedział z naciskiem na ostatnie słowo i parsknąl śmiechem - a ona fryzjerką.
- Mała ma talent - na dół zeszła Nat.
- Do czesania? - zapytał Mike.
- Do trzymania facetów pod butem. Ma to po Alex.
- Coś sługerujesz? - Michael udawał obrażonego.
- Tylko to, że Alex trzyma cię pod pantoflem.
- Wcale nie! -  oburzyliśmy się oboje.
- Jak tam chcecie - wzruszyła ramionami. Rzuciła Michael'owi kamerę, którą miała w rękach. - I po twoim durnym filmiku. Chodź, Alex - złapała mnie za rękę i pociągnęła do samochodu.
- Skąd pewność, że nie mam kopii? - zawołał za nami Michael z tarasu.

1 komentarz:

  1. hehe jaki słodki poranek ;)
    ty chyba kogoś wynajmujesz do pisania tych rozdziałów ^^
    gdzie rozlew krwi i dzień pełen akcji ??
    czekam na nextcika ; D

    OdpowiedzUsuń