wtorek, 9 lipca 2013

Kino, imprezka i takie tam...

W kinie było świetnie! Wtulona w Michael'a oglądałam jakiś kiczowaty horror, pełen krwi, latających części ciała i jakiś głupich seryjnych morderców, którzy cieli ofiary na kawałeczki. Idiotyzm.
Ale najważniejsze, że byłam tam razem z moim NARZECZONYM.
Cholera.
Narzeczony.
Ok, nie stresujemy się.
Pani Lawrence. Alex Lawrence. Alexandra Lawrence. Narzeczona Michael'a Lawrence'a. Żona Michael'a Lawrence'a. Alexandra Lawrence.
Żeby się odstresować spojrzałam na ekran kinowy, gdzie właśnie facet odrąbywał głowę swojej nowej ofierze.
Parsknęłam śmiechem, na co Mike popatrzał na mnie zdziwiony, jak zresztą wszyscy siedzący obok.
- No co? - zapytałam.- To jest śmieszne. Widać, że to sztuczne, bo krew pryska nie pod tym kątem i jest jej o wiele za dużo.
- Wiem - przytaknął. - Ale podoba mi się, jak ona odpada. I się toczy - zaśmiał się.
- Wariaci! -usłyszałam głos za sobą.
Jeszcze bardziej zaczęliśmy się śmiać.
Oglądałam już film w milczeniu, ale pod koniec, gdy zagrała niespokojna muzyczka i zza drzwi wyskoczył tamten sam facet z siekierą, Michael, usiłując mnie przestraszyć, ryknął mi:
- Buuu! -prosto do ucha.
Ludzie znowu popatrzeli na nas jak na wariatów.
- Przepraszam, mój chłopak zapomniał wziąć dzisiaj tabletek, to dlatego... - wyjaśniłam im.
- Narzeczony - poprawił mnie z uśmiechem.
- Nie ciekawi was film, to dajcie oglądać innym!
- Spoko, spoko.

- Jesteś pewna, że musimy jechać na tą imprezę? - zapytał Michael po wyjściu z kina.
Byliśmy już przy jego aucie na prawie opustoszałym parkingu.
- Tak, bo inaczej Natasha nie da nam spokoju.
- Chrzanić ją - mruknął i mnie pocałował.
- Nie chcesz jechać na imprezę? Masz może inne plany? - wydyszałam.
Zsunął usta na moją szyję.
- Owszem.
Cholera. Potrafił być przekonujący, nawet bardzo przekonujący.
- Michael - powiedziałam stanowczo.- Obiecałam jej.
- Chrzanić ją - westchnął ciężko. Po chwili jednak oderwał się ode mnie. - Wsiadaj. Jedziemy na imprezę.

Uściskałam Owena, Natashę i Seana.
- Ślicznie wyglądasz - pochwalił Sean.
- Dzięki.
- Ale tak nie pojedziemy- pokręciła głową Nat. - Mam dla ciebie ciuchy. Idziemy.
Pociągnęła mnie za rękę i po chwili wylądowałyśmy w jej wielkiej garderobie. Zaraz wyciągnęła jakiś czarny skrawek materiału z szafy i podała mi go. Odruchowo złapałam to w ręce.
- Co to jest? - apytałam.
- Sukienka, nie gadaj, tylko ubieraj.
Rozprostowałam sukienkę. Jakby było co ubierać.
- Mam nadzieję, że się rozciągnie - mruknęłam.
Spojrzała na mnie z politowaniem, a ja zabrałam się za ubieranie. Kiedy skończyłam, podeszłam do wielkiego lustra zajmującego pół ściany. Aż sapnęłam.
- Co to ma być?!
Sukienka była krwistoczerwona, krótka do połowy ud i z wąskim, głębokim dekoltem.
- Skąd to wzięłaś?
Parsknęła i zakładała właśnie bransoletki pasujące do kreacji podobnej do mojej, tyle że czarnej.
- Nie znałam cię od tej strony - przyznałam.
- No tak, bo ja mam siedzieć z głową przed ekranem komputera? Nie, moja kochana, imprezy to też coś fajnego - uśmiechnęła się do mnie . - A teraz załóż jeszcze to... - wyciągnęła w moim kierunku czerwone, cienkie bransoletki. - Cholera, co to jest?
Wpatrywała się właśnie w pierścionek.
- To... No... Uhm... Nic! - schowałam rękę za siebie.
- Zabiję gada! Co on ci zrobił? Serio, Michael? Jeden facet na całe życie? Wiesz, w co ty się pakujesz?
- Hej! - krzyknęłam oburzona, gotowa bronić Mike'a. - To nie jest facet na całe życie. To facet mojego życia.
- Biedaczko, masz omamy? - podeszła i położyła rękę na moim czole, sprawdzając temperaturę.
Parsknęłam śmiechem. Była po prostu zabawna.
- Tobie też Owen skradł serce. "Się wie!" - zaczęłam naśladować chłopaka.
- Chodźmy już - szybko zmieniła temat.
- Nie wyjdę w tym - pokręciłam przecząco głową.
- To cię wyciągnę.
- Próbuj.
Spróbowała.
Wyciągnęła mnie na chama z garderoby na korytarz, gdzie czekali chłopcy.
- Michael, co to ma znaczyć? Co ona ma na palcu? - zapytała Mike'a.
- Czyli już wiesz? - nie wydawał się skrępowany. - Oświadczyłem się Alexandrze. Przyjęła oświadczyny - oznajmił z uśmiechem chłopakom.
Owen popatrzał na niego zdumiony, Sean pokręcił głową.
- Michael! To nie miało być tak! Miałeś czekać do środy, kurier miał przynieść te róże, a ty... - zaczął Sean.
- Sory stary, dzięki za pomoc w przygotowaniach, ale już po sprawie. Nie mogłem dalej zwlekać - zaśmiał się.
- Sean, o wszystkim wiedziałeś?! - jęknęłam, w tym samym momencie z Natashą..
- A jak myślisz, kto pomagał w wyborze pierścionka? - puścił do mnie oko. - A przy okazji, ładnie wyglądasz. Ale dlaczego ubrałaś się w połowę sukienki?
- O nie! Natasha nie wie o oświadczynach, krytykuje się to, jak Natasha wystylizowała Alex... - narzekała Natasha w drodze do samochodu.
- Nie przejmuj się, i tak cię kochamy - zaśmiał się Owen, a małej momentalnie poprawił się humor.
No, może na tej imprezie nie było wcale tak źle? No fakt, wieczór w ramionach Mike'a w żadnym wypadku nie mógł być zły.
Sean i Owen nalegali, byśmy z Michael'em wypili chociaż po drinku, ale oboje odmawialiśmy.
- Musimy jakoś dojechać do domu - usprawiedliwił się Mike.
- To jak ty nie chcesz, to chociaż Michael niech się z nami napije! Ty bądź kierowcą - podsunął Owen.
Michael dla spokoju wypił z nimi jednego drinka, na toast "Narzeczonych!".
- Co robicie jutro po południu? - zapytał Owen.
- Przeprowadzkę. A co? - odpowiedział Mike.
- Przeprowadzkę? Nie no. Przeprowadzka Mike'a, oświadczyny... Jesteś w ciąży! - wskazała na mnie palcem.
Zakrztusiłam się wodą, którą właśnie piłam.
- Co?! Nie, nie, nie!!!
Wszyscy spoglądali na mnie dziwnie. Natasha odetchnęła z ulgą.
- To dobrze.
- Co to w ogóle za pomysł?!
- Głupi. A macie czas wieczorem? - wypytywał nadal Owen.
- Sory stary, ale chyba nie. A co?
- Zastanawiałem się nad podwójną randką. No wiesz, ty z Alex, ja z Nat - wyjaśnił. - Ale w takim razie pójdziemy sami.
Teraz to Natasha się zakrztusiła, też wodą, bo ona też była dziś kierowcą.
- Co?
- No wiesz, randka. Przyjadę o ciebie o 7? - zapytał.
- Ja... Ehm... Jasne.
Zaśmiałam się.
W towarzystwie przyjaciół czas mijał szybko, ale marzyłam o zostaniu sam na sam z Michael'em.

- Wreszcie sami - zaśmiał się Mike.
Właśnie dojechaliśmy pod mój dom, po drodze wstąpiliśmy do Mike'a po jego najpotrzebniejsze rzeczy.
- Właśnie - zaśmiałam się i go pocałowałam.
- To co chciałabyś zjeść na kolację? - zapytał mnie po wejściu do domu.
- Postawmy sprawę jasno: boję się twojego gotowania, więc w kuchni rządzę ja.
Uniósł do góry ręce w geście poddania.
Po kolacji i rozpakowaniu jego rzeczy  wzięłam się za zmywanie naczyń, a Michael zniknął w łazience.
Tak bardzo się cieszyłam. Z Mike'iem przy boku mogłam się rozluźnić, przestać się martwić, a nawet spokojnie myśleć o przyszłości. I do tego ta wzmianka Natashy o ciąży... Wcześniej nie wiedziałam, że tego chcę. Ale teraz oczami wyobraźni widziałam obraz siebie, Michaela i małego zawiniątka w jego ramionach, tak podobnego do mnie i do niego...
Przez myśl przeszło mi "Może kiedyś...".
Tak się rozmarzyłam, że przestałam zmywać i tępo wpatrywałam się w leżące w zlewie talerze.
- Daj, dokończę - usłyszałam głos Mike'a.
Z mokrymi włosami i owinięty w ręcznik przejął ode mnie gąbkę do naczyń.
- To ja lecę pod prysznic i się przebrać.
- Podoba mi się ta sukienka - powiedział. - Ale nie podoba mi się, jak na ciebie patrzą inni mężczyźni. Na przykład tam, w dyskotece. Chyba jestem zazdrosny - wyznał.
- Nie potrzebnie, dobrze o tym wiesz - dałam mu buziaka i ruszyłam w kierunku łazienki.
Zmyłam makijaż, wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w cienką bawełnianą koszulę nocną. Lekko wilgotne włosy zaplotłam w warkocza i wyszłam z łazienki wpadając prosto na Michaela.
- Cholera! - zaśmiałam się. - Znowu na ciebie wpadam?
- Czekałem tu. Jak się miewa przyszła pani Lawrence?
- Musimy o tym powiedzieć Evelyn i Susan i Johnatan'owi.
- Może jak się jutro szybciej wyrobimy z przeprowadzką to podzielimy się z nimi radosną nowiną? - cały promieniał.
- Nawet nie wiesz, jak cię kocham.
- Wiem.

Witam! Od razu informuję o dwóch nowościach, których mogliście nie zauważyć. Obie wiążą się z Nicole. A mianowicie: zmieniłam jej wygląd na bardziej odpowiedni, jak stwierdziłam. No i dodałam zakładkę "Zapowiedzi części II", przeczytajcie, a was oświeci. Dzisiejszy rozdział wydaje mi się dłuuuugi. Co wam się najbardziej podobało?
O, zapomniałabym: Oficjalnie witam DUŚKĘ , która jako czytelniczka ujawniła się komentarzami, za co bardzo dziękuję ;*
No i jeszcze jedna sprawa. Dzisiaj, po miesiącu niepewności, wreszcie ustaliłam, jakie będzie zakończenie pierwszej części bloga. Całkowity zwrot o 360 stopni ;D
Ale dowiecie się więcej w swoim czasie.
Pa, Miśki ;***

poniedziałek, 8 lipca 2013

Tak czy nie?

- Coś się stało - to było raczej stwierdzenie, niż pytanie.
- Nie - zaśmiał się.- Wszystko dobrze. Po prostu... To, co powiem, jest dla mnie bardzo ważne. I nie wiem, jak zacząć, co powiedzieć...
- Wszystko. Po prostu powiedz - byłam coraz bardziej zirytowana.
Westchnął głęboko i spojrzał mi w oczy.
- Nie jestem w tym za dobry - wyznał.
No dobra, teraz już wcale nic nie wiedziałam.
- W mówieniu o uczuciach - uściślił.
O cholera. Nie, to nie może być to. Niemożliwe.
- Odkąd cię poznałem nauczyłem się tak wiele o życiu i miłości. I wiem, że nie będzie łatwo. Wiem, że będą trudne chwile, wiem, że będziemy się kłócić, nie zgadzać, mieć siebie dosyć. Może kiedyś będziesz chciała ode mnie odejść, może mnie znienawidzisz. Może będziesz uważała mnie za największy błąd swojego życia. Ale to ja popełnię największy błąd, jeśli cię nie poproszę o rękę - wstrzymałam oddech. - Zawsze będziesz zajmowała szczególne miejsce w moim sercu, w moim życiu.
To, co powiedział... Było niesamowite. Nie było tam żadnych fałszywych przysiąg, po prostu szczere wyznanie...
Pociągnął mnie za rękę, tak, że stanęłam tuż przed nim, a sam uklęknął przede mną.
- Alexandro... Wyjdziesz za mnie?
Wyciągnął z kieszeni czerwone małe pudełeczko i otworzył je przede mną:
A ja zaniemówiłam. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, zakryłam usta dłonią.
- Zrozumiem, jeśli to dla ciebie za szybko. Zrozumiem, jeśli odmówisz. Po prostu musiałem zapytać. Ja...
- Zamknij się już! - uklęknęłam obok niego i pocałowałam go. - Dobrze wiesz, że cię kocham, że zrobiłabym dla ciebie wszystko. Moja odpowiedź brzmi: tak!
Podniósł mnie z ziemi, wziął w ramiona i pocałował namiętnie.
Mogliśmy tak stać, zapomniałam  niemal o wszystkim. O imprezie Natashy, o dręczącym mnie wcześniej niepokoju z powodu dziwnego zachowania Mike'a, o tym, że jesteśmy na poboczu ruchliwej drogi...
- Uch, te dzieciaki! - usłyszałam zrzędliwy głos starszej pani idącej chodnikiem. - Wszędzie tylko się obściskują i nie wiadomo co jeszcze! Za moich czasów...
Odsunęłam się od Michael'a i parsknęłam śmiechem.
- Chodźmy stąd. Na drugą część mojego planu...
- Co ty wykombinowałeś? - zapytałam.
- Kino, horror i wielkie pudło popcorn'u. A jak się będziesz bała, to możesz się do mnie trochę poprzytulać - mrugnął do mnie z łobuzerskim uśmiechem.

Aśka, skąd wiedziałaś? ;D Jesteś jasnowidzem, czy tak łatwo mnie przejrzeć? ;P

piątek, 5 lipca 2013

Musimy pogadać

Wspaniale było budzić się ze świadomością, że obok leży ukochana osoba.
Michael obudził mnie delikatnymi pocałunkami w ramię.
- Dzień dobry - posłał mi ten swój powalający uśmiech, gdy otworzyłam oczy.
- Dobry dzięki tobie - uśmiechnęłam się do niego promiennie.
Pocałował mnie.
- Musisz mnie puścić na chwilę.
- Muszę? - chyba nie podobała mu się ta perspektywa.
- Aha - pokiwałam głową. Niechętnie uwolnił mnie z uścisku.
Wzięłam szlafrok z poręczy łóżka, którym się okryłam, orza ubrania; czarną bokserkę i krótkie jeansowe szorty.
- Mogę iść z tobą? - usłyszałam za sobą, gdy otwierałam drzwi do łazienki.
Odwróciłam się w jego stronę i wystawiłam mu język.
Wygodnie leżący na moim łóżku wziął w ręce poduszkę spod głowy i wycelował prosto we mnie. Szybko schowałam się za drzwiami łazinki.
- Pudło! - krzyknęłam zza zamkniętych drzwi, gdy usłyszałam jak poduszka z cichym tąpnięciem uderza o podłogę.
- Poczekaj aż stamtąd wyjdziesz! Pożałujesz!
- W to nie wątpię - zaśmiałam się.
Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, wysuszyłam włosy, ubrałam się i już gotowa, ale wciąż z uciążliwymi myślami zabrałam się do robienia makijażu.
Nie powiem, miło było mieć dla kogo się stroić, więc odstawiłam się na bóstwo, robiąc makijaż z ciemnymi kreskami, mocno wytuszowanymi rzęsami i błyszczykiem.
- Tak jak powinno być, nie za mocno, niezbyt prowokująco.
Wyszłam z łazienki i od razu skierowałam się do głównej części domu, kiedy zobaczyłam, że w sypialni Michael'a nie ma.
Na lodówce czekała na mnie karteczka napisana jakże niezgrabnym pismem, ale co do autora upewnił mnie podpis na dole.

" Prawdopodobmie tego nie przeczytasz, bo będę już w domu, ale jeśli mnie nie ma, to pojechałem do domu doprowadzić się do porządku i przebrać. Czekaj na mnie i nigdzie nie idź! Zaraz będę!
PS.
xoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxox
Twój ukochany, najpiękniejszy,
najlepszy, najprzystojniejszy, najmądrzejszy
(a przynajmniej taką mam nadzieję) Michael."

Zaśmiałam się cicho i odwróciłam, wpadając prosto w czyjeś ramiona. Chwyciłam nóż z blatu i przystawiłam do gardła...
Michael'owi?!
- Łał, a jednak nie taki kochany - mruknął pod nosem.
Szybko odstawiłam nóż i zabrałam się za krzyczenie na Mike'a.
- Nienormalny jesteś?! Ja zawału dostanę przez ciebie! Zawsze wpadam prosto na ciebie! I jak ty chodzisz?!
- Ja przepraszam, ale przecież napisałem, że zaraz wracam... Zaraz, co? Przecież ja tu stałem, a nie w ciebie wszedłem...
- Ale jakoś tak cicho chodzisz! Dlaczego cię nie słyszałam? - domagałam się wyjaśnień.
- Bo zajęłaś się kółeczkami i krzyżykami - zaśmiał się.
- Wiesz, bardziej wolałabym przytulanie i całusy... - już zapomniałam, jaka przed chwilą byłam na niego zła...
Cholernik jeden!
- Nic straconego, możemy to nadrobić...
Odsunęłam go od siebie.
- Najpierw zajmijmy się śniadaniem - zaproponowałam.
- Co? Nie, dziś nic nie będziesz robić! Siadaj!
Zaczęłam protestować.
Mike + gotowanie = katastrofa!
- Ale ty nie umiesz gotować...
- Za to w zakupach jestem najlepszy. Croissant'y z najlepszej piekarni w mieście!
- Jak przeżyłeś do tej pory? Na samych croissant'ach? - zadałam męczące mnie od dawna pytanie.
Usiadłam na krześle przy stole, a Michael obok mnie, przysuwając w moją stronę talerz z rogalikami. Wzięłam jednego.
- Susan nie pozwalała mi umrzeć z głodu. Ale są też budki z fast-food'em - zamiał się.
- No nie, tak to ty się nie będziesz stołował, mój drogi. Zamieszkaj u mnie - wypaliłam, nie wiedząc sama co mówię, ale byłam  jak najbardziej pewna, że tego chcę. - Dom jest duży, głupio się tu czuję sama.
Na prawdę, dom był bardzo duży, z ogródkiem i nawet maleńkim basenem za domem. Był prezentem od Livy i Damon'a na 18-ste urodziny, i pretekstem, by pozby ć się mnie z domu. I mi, i mojej cioci-macosze było to na rękę.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Mam zostawić swoje mieszkanie, wprowadzić się do ciebie i widywać cię ciągle, w pracy, po pracy, zasypiać obok ciebie...?
- Tak. Straszna perspektywa, co? Szczególnie po wybryku z nożem - stwierdziłam gorzko, na pewno się nie zgodzi.
Zachowywał się tak, jakby nie słyszał niczego co przed chwilą powiedziałam.
- Brzmi świetnie, kiedy zaczynamy przeprowadzkę?
- Tak po prostu? - teraz to ja się zdziwiłam.
- Tak po prosu - przytaknął.
- Kocham cię.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu.
- Zjadłaś już?
- Tak - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To szybko leć się ubierać. Poczekam.
- Myślałam, że mamy zaplanowany dzień... - zaczęłam. - Dziś Natasha zabiera nas na imprezę i uczy nas, jak się zabawić... - zaśmiałam się, przyjaciółka zawsze miała oryginalne (co oznacza głupie i zabawne) pomysły.
- Mamy plany na wieczór, ale nie na teraz.
- A powiesz mi, gdzie się wybieramy?
Z Michael'em nigdy nic nie wiadomo, a nie wiedziałam, w co się ubrać.
- Sam nie wiem.
- Nie wiesz gdzie jedziemy, czy nie wiesz, czy mi powiesz?
Zbył mnie machnięciem ręki.
Obstawiałam jakieś cudowne miejsce.
Szybko przebrałam się w sukienkę:
i ruszyłam do wyjścia razem z Michael'em.
Wsiadłam szybko do auta, ale nic się nie odzywałam, czując wiszącą w powietrzu nerwową atmosferę. Po kilku próbach jej rozładowania dałam sobie spokój.
- Nie wiem.
- Co? - oświadczenie Mike'a wybudziło mnie z przemyśleń.
- Nie wiem, gdzie jedziemy, więc tu chyba wysiadamy.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Wysiadamy? Coś nie tak z autem? - wysiadłam i obeszłam je naokoło.
- Wszystko w porządku. Chodź tu - posadził mnie na masce.
Był coraz bardziej zdenerwowany, stremowany.
- Michael, o co chodzi? - zapytałam, zaniepokojona, że coś się stało.
On jednak był jakiś dziwny, gdyby coś się stało, od razu by mi powiedział, prawda?
- Musimy pogadać.

Taki tajemniczy koniec, żebyście mieli o czym myśleć przez weekend ;p
Ja też myślę, jak to wszystko sklecić w całość, i chyba mam pomysł, dzięki mojemu ukochanemu filmowi, który mnie zainspirował <3
Miłego weekendu ;* Do poniedziałku... jeśli nie wcześniej ;D

środa, 3 lipca 2013

I po akcji

Po powrocie do biura Natasha jak zwykle rozładowała atmosferę.
- Co wy macie takie smutne miny? Ludzie, ja nie będę na to patrzeć. Sobota wieczór, spotykamy się u mnie i idziemy do jakiegoś klubu, co wy na to? Namówimy jeszcze Sean'a.
- Czyli mam rozumieć, że stroje wieczorowe obowiązkowe? - zapytał Owen.
- Jasne, ale ty możesz przyjść nawet bez stroju. Dla mnie bomba - parsknęła.
Co ona gada? Myślałam, że nie przyzna się do tego, że Owen jej się podoba. A jednak! To ci cholera..
Wszyscy patrzeliśmy na nią zdziwieni jej wypowiedzią.
- Hej, zgredy, na żartach się nie znacie? Macie z tym problem? - zapytała zirytowana.
- Z poczuciem humoru, czy z chodzeniem nago? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Wystawiła mi język.
- Sztywniaki - mruknęła pod nosem.
Michael chciał coś powiedzieć, ale pokręciłam głową. Objął mnie w pasie i rzucił klucze od biura Owenowi.
- Nara, stary. My spadamy, zamkniesz biuro?
- Się wie - odpowiedział.
- I jeszcze coś. Uważaj na Nat, bo ja nie wiem, co jej chodzi po głowie - ostrzegłam niewinnie.
Posłał mi rozbawione spojrzenie.
- To przez moje nowe perfumy - mrugnął do mnie.
Pomachałam Owen'owi i Natashy i wyszłam z biura razem z Michael'em.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego ty mnie wozisz do pracy?
Od kilku dni Mike przyjeżdżał pod mój dom i odwoził mnie do pracy. Nie powiem, to było miłe.
- Bo wsiadasz - zaśmiał się.
Podczas jazdy niewiele się odzywałam. Zastanawiałam się nad naszą dzisiejszą akcją. Ta dziewczyna, Eva, tak bardzo przypominała mi, jak bardzo pragnęłam się zemścić na zabójcach moich rodziców, przypominała mi moją wytrwałość, niemal obsesję...
- Jak myślisz, co z nią zrobią? - zapytałam wreszcie Mike'a.
- Co? - wyrwałam go z zamyślenia.
- Z Evą. Co z nią będzie. I z naszym klientem?
Zastanowił się chwilę.
- Eva nie jest pełnoletnia i w końcu nie zrobiła klientowi krzywdy, więc pewnie czeka ją dom poprawczy. A co do Jesse'ego, to sprawa pewnie uległa przedawnieniu... Nic mu nie zrobią.
Ok, to było nie fair. Ale takie jest życie.
- Nie przejmuj się tym - powiedział Michael.
Dobra, sprawa zakończona, koniec wszystkich trosk z nią związaną. Ale tego zawsze chciałam uniknąć. Stawania po stronie tego złego.Zawsze zastanawiałam się, jak to jest, gdy musisz wstawić się za tym złym i ukarać ofiarę; teraz wiedziałam. Ale chyba uratowałam też, tak jakby, Evę. Kto wie, jaki los czekałby ją po zabójstwie Jesse'ego?
- Bardziej martwi mnie pomysł Natashy - zmieniłam temat.
- Ten z imprezą, czy ten z nagim Owenem?
- Jeśli spojrzeć na to z tej strony, to oba tak samo - zaśmiałam się cicho.
Dojechaliśmy pod mój dom.
- Może wejdziesz na chwilę? - zapytałam, trzymając rękę na klamce drzwiczek samochodowych.
- Jest już późno, ale z chęcią - oboje wysiedliśmy i poszliśmy w stronę domu.
Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i od razu w korytarzu rzuciłam na ziemię torebkę i kurtkę, choć obok sał wieszak i skierowałam się do kuchni.
- Chcesz coś do picia? - zapytałam Michael'a.
- Nie, dziękuję.
- Mam pyszną kawę mrożoną... - przekonywałam.
- Kawę o tej porze? Chcesz, żebym nie zasnął?
Wzruszyłam ramionami i sama sobie zrobiłam. Podeszłam z kubkiem i usiadłam obok Michael'a przy stole.
- Wiesz, nastarszyłaś mnie dzisiaj - powiedział z wyrzutem.
- Taka moja natura - zaśmiałam się.
Przysunęłam się do Mike'a i pocałowałam go lekko, ale on nie chciał dać się udobruchać tak łatwo. Przeciągnął mnie z krzesła na swoje kolana i namiętnie pocałował, wplatając palce w moje włosy. Oddałam pocałunek z równą pasją.
Z minuty na minutę nasze pocałunki stawały się coraz bardziej gorące, jakby nasze usta nie mogły bez nich przeżyć.
- Powinienem już iść... - zaczął niepewnie Michael.
Wiedział, do czego to wszystko zmierza i nie wiedział, czy byłam gotowa.
- Zostań - poprosiłam i wznowiłam pocałunek.

Tej nocy zasypiałam w ramionach Michael'a.

Hej!!! Pierwszy dzień prawdziwych wakacji! Ale są plusy i minusy - np. późne dodanie rozdziału. Przepraszam! Mam nadzieję,że treść dzisiejszego posta wynagrodziła czekanie ;*

poniedziałek, 1 lipca 2013

Strzelisz tak, aby zabić?

Pierwszy dzień - nic.
Drugi dzień - nic.
Trzeci dzień - mam nadzieję, że coś się wydarzy. Cholernie chcę pomóc temu facetowi, ale jeśli tak dalej pójdzie, najlepszą pomocą dla niego będzie psychoterapeuta.
Uparcie zaglądałam w mały monitorek, na którym ukazywał się obraz z kamer. Nic. Zero. Null.
- Zaraz zasnę - pożaliłam się Michaelowi, który przyjechał jako wsparcie dla mnie i  Owena, który powinien zaraz przyjść.
- Wiesz, możemy mieć coś ciekawszego do roboty... - szepnął.
Zaśmiałam się.
- Idź lepiej po kawę. Weź też dla Owena.
Jak dobrze, że za rogiem była kawiarnia... Dobrze i niedobrze za razem. Bo dziś wypiłam już cztery "małe czarne".
- Wedle życzenia - i zniknął za rogiem.
Gdy zostałam sama, bez chłopaków, jeszcze bardziej chciało mi się spać.
Ale nagle... Zobaczyłam na ekranie ruch w pomieszczeniu. Jakaś zakapturzona istota chodziła po domu...
Rozjerzałąm się na wszystkie strony. Michael pewnie nadal był w kawiarni, muszę iść sama...
Za drugim rogiem był dom Jesse'ego. Ruszyłam biegiem w tamtą stronę, wyciągając przy okazji broń. Po kilku metrach byłam już na miejscu, ale nie udało mi się wejść do środka. Drzwi były pozamykane, więc wybiłam jedną z szyb i przez nią weszłam.
Już w następnym pomieszczeniu czekała na mnie niespodzianka.
- Nawet nie wiesz, jak mam na imię! - usłyszałam głos kobiety.
- Proszę, spokojnie... - szeptał gorączkowo Jesse do dziewczyny, która teraz zrzuciła kaptur.
Ile mogła mieć lat? 16? 17? A stała z pistoletem przystawionym do głowy Jesse'emu.
- Eva! - krzyknęła dziewczyna, płacząc. - Powiedz mi, co czujesz, gdy masz zginąć z rąk córki?
Córki?
- Proszę cię, błagam...
- Tak, jak błagała matka?! Jak ona cierpiała, jak mi zmarnowałeś życie?!
Palec na spuście pistoletu drżał coraz bardziej. Musiałam coś zrobić. Wystawiłam przed siebie broń i weszłam do pomieszczenia. Do salonu.
- Odłóż broń! - krzyknęłam.
Spojrzałą na mnie z niedowierzaniem po czy odwróciła się w stronę Jesse'ego.
- Masz kolejnych ochroniarzy? - wysyczała.
Do pomieszczenia wbiegli Michael i Owen, zasłamiając mnie.
- Puść go! Odłuż broń, bo strzelę! - krzyknął Michael.
- Nie, to ja strzelę! Zabiję go nie pozwolę wam mnie powstrzymać...
- Jezu, dziewczyno, z tego co wiem to byłaś tu już tysiąc razy robiąc temu facetowi o babskim imieniu swoje małe psikusiki. Jeśli chodziłoby o kradzież, już dawno mogłabyś to zrobić, nie musisz go zabijać - stwierdził Owen.
- Zgwałcił moją matkę, która kilka miesięcy po porodzie popełniła samobójstwo! Zniszczył mi życie...- krzyczała przez łzy.
Stanęłam między chłopakami. Ona chciała się zemśćić, za matkę, za zniszczone dzieciństwo bez rodziców...
Doskonale wiedziałąm, co to znaczy.
- Nie  musisz tego robić, to się nie musi tak skończyć. Eva, posłuchaj mnie!
- Muszę... Pociągnąć za spust.
I nagle coś sobie uświadomiłam. Ona nigdy nie zabiiła nikogo. To niemożliwe. Jak teraz mogła zrobić coś takiego?
Podeszłam bliżej niej.
- Nie podchodź! Strzelę! - przekierowała pistolet z Jesse'ego na mnie.
- Alex! - Michael złapał mnie za rękę.
Wyrwałam ją z jego uścisku.
- Strzelisz, tak? Tak, żeby zabić?
Pokiwałą wolno głową.
- Nigdy nikogo nie zabiłaś, prawda? Nie wiesz, jak to jest, gdy ty pociągniesz za spust, a ktoś przez to umrze. Nie zdajesz sobie sprawy, że w nerwach odbierasz mu coś najcenniejszego, na zawsze. Gdy pociągniesz teraz za spust, kula wyleci i uderzy w jego głowę. Przejdzie przez skórę, wszystkie warstwy ochronne i zrobi tyle zniszczeń w organiźmie, że on zacznie umierać - opisywałam cicho. - Jego serce zacznie bić wolniej, momentalnie. Poleci pełno krwi, właśnie na ciebie - usłyszałam jęk Jesse'ego, gdy słuchał opisu swojej śmierci. - I wreszcie umrze. U ciebie na rękach. Chcesz mieć jego  krew na rękach? A później zaczniesz żałoować i postrzegać siebie jako morderczynię, nie ważne, jaki miałaś powód działań. Zaczniesz zastanawiać się nad pojęciem 'śmierci' i tego, że ty to zrobiłaś. Zabiłaś go. Dasz radę to zrobić?
Nie odpowiedziała.
- Zemsta nie jest tego warta. Ona nie jest nic warta, uświadamiasz to sobie po pociągnięciu za spust. Po zobaczeniu śmierci osoby, której odebrałaś życie. Bo śmierć to najgorsza kara.
Spojrzała na mnie swoimi wielkimi, zaczerwienionymi oczami.
- A co będzie ze  mną? Oddasz mnie policji, zabijesz mnie?
- Może tak... a mo że nie - odpowiedziałam.
- Muszę to zrobić - wyszeptała.
- Więc ja też strzelę. A ja nie pudłuję. Najpierw cię zranię. Później, może ja też wymierzę sama sprawiedliwość. A może nic ci nie zrobię. Może pomogę. Nie widzisz tego? My chcemy ci tylko pomóc!
Puściła Jesse'ego i rzuciła pistolet na podłogę.
Michael  i Owen od razu rzucili się na nią i zakuli w kajdanki.
Jesse podszedł do mnie.
- Dziękuję... - złapał mnie za rękę.
Odtrąciłam ją.
- Dlaczego?
- Uratowaliście mnie - pokręciłam głową. Nie o to mi chodziło. - Byłem młody, głupi i... Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego ją zgwałciłem. Ale się zmieniłem. Każdy może się zmienić.
- Nie zmieniłeś się. Jesteś zwykłym tchórzem - i wyszłam z domu.
Przyjechałą policja i zabrali Evę.
Michael podbiegł do mnie.
- Dlaczego nie poczekałaś?! Nie zawołaąłś.. Tak się martwiłem, że przyjdziemy i okarze się, że i tobie coś się stało...
- Nie miałam czasu czekać, obiecałam coś ... Teraz wiem, że nie było warto - stwierdziłam zimno.
Michael objął mnie.
- To co powiedziałaś... Naprawdę uważasz, że  zemsta jest niewarta? Czy tylko kłamałaś?
- Skłamałam dziś tylko jednym zdaniem. Że śmierć to najgorsza kara. Tu chodzi o życie ze świadomością swoich czynów i tego, że ktoś przez nie cierpi.
Naprawdę tak uważałam. Wtedy, gdy cały cyrk z Oliverem, Madeline i zemstą się skończył. Właśnie to uświadomił mi Oliver. Najgorszą karą jest patrzenie, jak ktoś przez nasze wybory cierpi. Ktoś bliski. Ale czy Jesse tak to uważa? Czy on uważa Evę za córkę?

Ten rozdział najbardziej mi  się podoba. Nie wiem dlaczego, może przez opis zemsty? Może przez to, że pomimo nienawiści Alexandry do Olivera, jednak posłuchała go i uwierzyła mu w jedną rzecz? Może przez to, że ofiara okazała się sprawcą zamieszania?
Nie.
Taka sentymentalna to ja nie jestem ;p
Lubię go dlatego, że tak fajnie opisywałam śmierć ^) Jestem z siebie dumna. I czuję się jak morderca-psychopata, ale jest fajnie =)

sobota, 29 czerwca 2013

Alarm

- Facet uważa, że ktoś go śledzi, ale chyba jest przewrażliwiony, bo zanim przyszedł do nas, zgłosił to policji, która nic nie zauważyła i innemu detektywowi, nic. Wszyscy twierdzą, że nikt za nim nie chodzi. I morał jest taki, że przez ostatnie dwa tygodnie facet miał ochroniaża. Jakieś propozycje, co z nim zrobić? - zapytał Sean, zastępca Michaela.
- Wysłać go do czubków? - zaproponowała Natasha.
- Założymy kamery w jego domu - zdecydował Michael.
- Nie zadowoli się tym, już mu to proponowałem - pokręcił głową Sean.
- Nie wiem w takim razie, co zrobić. Ja nie mogę ciągle za nim latać, dobrze wiesz. Muszę załatwić nową broń, rózne formalności... Łał, do bani być Johnem - stwierdził zaskoczony.
- Ja mogą zamontować kamery i łącza - zaczęła Natasha.
- Ja z Owenem pojadę z Natashą. Zostaniemy tam się rozejrzeć. Jeśli coś będzie nie tak, będziemy go pilnować.
- Sie wie - mruknął Owen.
Mike zastanowił się chwilę.
- W takim razie jedźcie. Natasha zna adres i ma na niego namiary. Sean, ty jedź ze mną. Poradzice sobie? - zapytał.
Rzuciłam mu spojrzenie typu: "Nie wiesz, na co mnie stać".
- Ale macie się pilnować. Bo jerzeli nikt go nie śledzi, on może być idiotą, skoro tak myśli.
- Jasne, szefunciu - rzucił Owen.
Naprawdę lubiłam tego chłopaka. Zawsze na luzie, uśmiechnięty i rzucający jakieś śmieszne odzywki.
- Widzisz, szefunciu? Wszystko już ustalone - zaśmiałam się i pocałowałam Michaela w policzek. - Miłej walki z biurokracją! - rzuciłam na odchodnym do chłopaków.

Nasz klien, Jesse Osment, mieszkał w pięknej willi z basenm, leżaczkami, szklaną ścianą, wychodzącą na ogród i takimi tam duperelami.
- On naprawdę ma na imię Jesse? - zapytał rozbawiony Owen. - Myślałem, że to żeńskie imię - zaśmiawał się do łez.
Nikt mu nie odpowiedział, tylko pod wodzą Natashy zaczęliśmy montować kamery. Jesse przyszedł i stanął obok nas, podczas gdy Nerd łaził po całym domu i zakładał kamery.
- Wy też mi nie uwierzycie,  tak? - zapytał.
- Nie, my...
- Wiem, że mi nie uwierzycie, macie mnie pewnie za idiotę. Ale gdy śpię, gdy wychodzę z domu, ciągle czuję na sobie czyjś wzrok. Tylko nikogo nie widzę. Nieraz gdy wracam do domu, zauważam, że nie wszystko jest tam, gdzie to zostawiłem. Podwinięta zasłona. Poprzestawiane w szafkach. Poprzekrzywiane wszystkie obrazy. Porozrzucana pościel w sypialni. Tak, abym ja to zauważył, a detektywi, policja... Żeby mi nie wierzyli.
Małe sygnały, z tego co zrozumiałam nic nie ginęło. Ktoś musiał byś w domu, wchodzić do niego.
Choć Owen wyglądał na rozbawionego i szeptał pod nosem coś jak "skleroza", "alzheimer", "kosmici", to ja coraz bardziej wierzyłam Jesse'mu.
- Ktoś ma klucze do domu? Dawałeś je komuś? - zapytałam.
- Nie, nikt ich nie ma. Tylko ja. Drzwi twż nie są nigdy wyważone...
Drzwi. Podbiegłam szybko do drzwi wejściowych. Oglądnełam dokładnie zamek. Wszystko było tak jak powinno, tylko przy brzegach metal był lekko porysowany. Nawet czubek klucza nie mógłby tak porysować zamka. To musiał być...
- Pokaż to - powiedział Owen.
Odsunęłam się i pozwoliłam zobaczyć mu zamek.
- Drut. To było otwierane drutem. Może pobierzemy odciski palców? - Owen już nie śmiał się głupio. Był równie poważny, jak my.
- To nic nie da. Policja  już to sprawdzała. Nic - machnął bezradnie rękami.
Mnie to nie zraziło. Natasha też skończyła już z kamerami. Owen zebrał odciski i pojechał z Natashą do biura, aby je zidentyfikować.
Michael byłby wściekły, gdyby wiedział, że zostałam sama. I ja, i Owen tak uważaliśmy, więc Owen ma wrócić jak najszybciej, po zawiezieniu odcisków.
Dobrze, że byliśmy na dwa samochody.
- Idę na kilka metrów od domu, ale jaśli coś, to wrócę. Będę wszystko widziała na kamerach w samochodzie i tablecie - chciałam już odejść.
- Zaczekaj - złąpał mnie za rękę. - Obiecujesz, że nic mi nie grozi?
Był tak przestraszony, przerażony...
- Obiecuję.

Przepraszam, że wczoraj nie dodałam, ale macie dzisiaj dwa. Trochę krótkie, ale z następnymi też nie wiem, jak to będzie, bo mam karę na czas nieokreślony i piszę "wykradaczem". Oby mi się udało w poniedziałek. I w środę... ;D

Uzbrojona

Pierwszy dzień w pracy u Michael'a. Nie mogę się doczekać.
Ale zdaje się, że mam specjalne względy u szefa, bo przyjechał po mnie pod dom.
- A co to ma być? - zapytałam. - Nie powinieneś być w biurze?
- Nie jestem tak dokładny jak Johnatan, ani tak zapracowany, ani tak wymagający, ale po uszy zakochany - ściągnął ciemne okulary. - Wskakuj.
Posłusznie weszłam do auta. Mike przywitał mnie gorącym pocałunkiem.
Zaśmiałam się cicho, gdy zauważyłam nasz ubiór. Oboje na czarno, z okularami przeciwsłonecznymi...
Dojechaliśmy wreszcie pod biuro. Michael jak zwykle chciał odstawić szopkę z otwieranem  mi drzwi, ale mu nie pozwoliłam i szybko wysiadłam sama.
Chciał mnie traktować jak księżniczkę, co mnie denerwowało. Byłam żołnierzem. Zabijaką. Niebezpieczną pindą.
Ruszyliśmy w stronę biura ramię w ramię, tak samo ubrani, pasujący do siebie idealnie.
- Cześć, Alex! Mike! - usłyszałam głos za nami.
Obróciliśmy się i zobaczyłam Nicole. Ale nie była sama, była z Nathan'em. Uściskałam dziewczynę i przywitałam się zwykłym "Cześć" z chłopakiem.
- Co tu robicie? Odwiedzacie nas wreszcie? - zagadnął Michael.
- Nie, byliśmy na zakupach - odpowiedziała Nicole.
- Tak rano? - byłam strasznie dociekliwa.
- Evelyn mnie wysłała po kilka rzeczy - wzruszyła ramionami. - A wy do pracy?
- Tak, właśnie przyjechaliśmy...
Nie słuchałam już dalej ich rozmowy. Zobaczyłam, że Nathan obejmuje Nikki w talii. Bardzo nisko. Za bardzo.
- Alex? - zapytał Mike. Widocznie nie odpowiedziałam na jakieś z zadanych mi pytań.
- Nathan, widzę, że masz bardzo lepkie łapki - powiedziałam, starając się zachować spokój.
Instynkt starszej siostry, którą zostałam dla Nicole mi się włączył.
- Ja tylko... - zaczął i zabrał rękę.
Michael parsknął śmiechem, wiedząc, do czego piję.
- Odpuść mu - poradził. - Nie bądź taka ostra.
- Taa, nasza Alex jest bardzo ostra. Za bardzo - mruknęła Nicole.
- Szczególnie, kiedy ma broń. Ja tam muszę zawsze uważać - straszył Mike.
- Ona ma broń?! Kto jej dał broń?! - wydarł się Nathan, cofając.
Zdziwiłam się. No cóż, w końcu chciałam powiedzieć tylko, żeby nie pozwalał sobie z takim obmacywaniem Nicole, a nie wystraszyś go na śmierć. Chociaż, nie lubię go. Mógłby uciec gdzieś daleko.
- Dobra, siostrzyczko, nic tu po nas - pożegnałą się z nami. - Pa!
Czy była zła? Chyba nie. Ale rozbawiona, zdezorientowana i wytrącona z równowagi i owszem.
- Nie ma co, facet cię nie nawidzi - zaśmiał się Michael.
- Nie moja wina, że to zawsze ja gram złego policjanta.
- Taki twój urok. I za to cię kocham.
Ale coś mnie męczyło.
- Naprawdę się mnie boisz? No wiesz, powiedziałeś Nathan'owi, że musisz przy mnie uważać.
- Nie, nie boję się. Ale pilnować się muszę. Co się stało, gdy cię pierwsy raz pocałowałem?
- Dostałeś lewym sierpowym prosto w szczękę - zaśmiałam się na tamto wspomnienie.
- A gdy dbałem o twoje zdrowie i kazałem Natashy dać ci sok zamiast kawy?
- Chciałam ci go wylać na głowę. Ale wyszło tak, że to ja miałam go na sobie, więc o się nie liczy.
- Ale bez "idioty", "debila" i kilku innych się nie obeszło - zaśmiał się. - A jak uratowałem cię przed psycholem na ulicy, w dzień przed twoim dołączeniem do nas?
Wtedy go nienawidziłam. Teraz go kocham. I to jeszcze jak...
- Obiecuję, już będę grzeczna - przyrzekłam i weszlićmy do biura.