poniedziałek, 1 lipca 2013

Strzelisz tak, aby zabić?

Pierwszy dzień - nic.
Drugi dzień - nic.
Trzeci dzień - mam nadzieję, że coś się wydarzy. Cholernie chcę pomóc temu facetowi, ale jeśli tak dalej pójdzie, najlepszą pomocą dla niego będzie psychoterapeuta.
Uparcie zaglądałam w mały monitorek, na którym ukazywał się obraz z kamer. Nic. Zero. Null.
- Zaraz zasnę - pożaliłam się Michaelowi, który przyjechał jako wsparcie dla mnie i  Owena, który powinien zaraz przyjść.
- Wiesz, możemy mieć coś ciekawszego do roboty... - szepnął.
Zaśmiałam się.
- Idź lepiej po kawę. Weź też dla Owena.
Jak dobrze, że za rogiem była kawiarnia... Dobrze i niedobrze za razem. Bo dziś wypiłam już cztery "małe czarne".
- Wedle życzenia - i zniknął za rogiem.
Gdy zostałam sama, bez chłopaków, jeszcze bardziej chciało mi się spać.
Ale nagle... Zobaczyłam na ekranie ruch w pomieszczeniu. Jakaś zakapturzona istota chodziła po domu...
Rozjerzałąm się na wszystkie strony. Michael pewnie nadal był w kawiarni, muszę iść sama...
Za drugim rogiem był dom Jesse'ego. Ruszyłam biegiem w tamtą stronę, wyciągając przy okazji broń. Po kilku metrach byłam już na miejscu, ale nie udało mi się wejść do środka. Drzwi były pozamykane, więc wybiłam jedną z szyb i przez nią weszłam.
Już w następnym pomieszczeniu czekała na mnie niespodzianka.
- Nawet nie wiesz, jak mam na imię! - usłyszałam głos kobiety.
- Proszę, spokojnie... - szeptał gorączkowo Jesse do dziewczyny, która teraz zrzuciła kaptur.
Ile mogła mieć lat? 16? 17? A stała z pistoletem przystawionym do głowy Jesse'emu.
- Eva! - krzyknęła dziewczyna, płacząc. - Powiedz mi, co czujesz, gdy masz zginąć z rąk córki?
Córki?
- Proszę cię, błagam...
- Tak, jak błagała matka?! Jak ona cierpiała, jak mi zmarnowałeś życie?!
Palec na spuście pistoletu drżał coraz bardziej. Musiałam coś zrobić. Wystawiłam przed siebie broń i weszłam do pomieszczenia. Do salonu.
- Odłóż broń! - krzyknęłam.
Spojrzałą na mnie z niedowierzaniem po czy odwróciła się w stronę Jesse'ego.
- Masz kolejnych ochroniarzy? - wysyczała.
Do pomieszczenia wbiegli Michael i Owen, zasłamiając mnie.
- Puść go! Odłuż broń, bo strzelę! - krzyknął Michael.
- Nie, to ja strzelę! Zabiję go nie pozwolę wam mnie powstrzymać...
- Jezu, dziewczyno, z tego co wiem to byłaś tu już tysiąc razy robiąc temu facetowi o babskim imieniu swoje małe psikusiki. Jeśli chodziłoby o kradzież, już dawno mogłabyś to zrobić, nie musisz go zabijać - stwierdził Owen.
- Zgwałcił moją matkę, która kilka miesięcy po porodzie popełniła samobójstwo! Zniszczył mi życie...- krzyczała przez łzy.
Stanęłam między chłopakami. Ona chciała się zemśćić, za matkę, za zniszczone dzieciństwo bez rodziców...
Doskonale wiedziałąm, co to znaczy.
- Nie  musisz tego robić, to się nie musi tak skończyć. Eva, posłuchaj mnie!
- Muszę... Pociągnąć za spust.
I nagle coś sobie uświadomiłam. Ona nigdy nie zabiiła nikogo. To niemożliwe. Jak teraz mogła zrobić coś takiego?
Podeszłam bliżej niej.
- Nie podchodź! Strzelę! - przekierowała pistolet z Jesse'ego na mnie.
- Alex! - Michael złapał mnie za rękę.
Wyrwałam ją z jego uścisku.
- Strzelisz, tak? Tak, żeby zabić?
Pokiwałą wolno głową.
- Nigdy nikogo nie zabiłaś, prawda? Nie wiesz, jak to jest, gdy ty pociągniesz za spust, a ktoś przez to umrze. Nie zdajesz sobie sprawy, że w nerwach odbierasz mu coś najcenniejszego, na zawsze. Gdy pociągniesz teraz za spust, kula wyleci i uderzy w jego głowę. Przejdzie przez skórę, wszystkie warstwy ochronne i zrobi tyle zniszczeń w organiźmie, że on zacznie umierać - opisywałam cicho. - Jego serce zacznie bić wolniej, momentalnie. Poleci pełno krwi, właśnie na ciebie - usłyszałam jęk Jesse'ego, gdy słuchał opisu swojej śmierci. - I wreszcie umrze. U ciebie na rękach. Chcesz mieć jego  krew na rękach? A później zaczniesz żałoować i postrzegać siebie jako morderczynię, nie ważne, jaki miałaś powód działań. Zaczniesz zastanawiać się nad pojęciem 'śmierci' i tego, że ty to zrobiłaś. Zabiłaś go. Dasz radę to zrobić?
Nie odpowiedziała.
- Zemsta nie jest tego warta. Ona nie jest nic warta, uświadamiasz to sobie po pociągnięciu za spust. Po zobaczeniu śmierci osoby, której odebrałaś życie. Bo śmierć to najgorsza kara.
Spojrzała na mnie swoimi wielkimi, zaczerwienionymi oczami.
- A co będzie ze  mną? Oddasz mnie policji, zabijesz mnie?
- Może tak... a mo że nie - odpowiedziałam.
- Muszę to zrobić - wyszeptała.
- Więc ja też strzelę. A ja nie pudłuję. Najpierw cię zranię. Później, może ja też wymierzę sama sprawiedliwość. A może nic ci nie zrobię. Może pomogę. Nie widzisz tego? My chcemy ci tylko pomóc!
Puściła Jesse'ego i rzuciła pistolet na podłogę.
Michael  i Owen od razu rzucili się na nią i zakuli w kajdanki.
Jesse podszedł do mnie.
- Dziękuję... - złapał mnie za rękę.
Odtrąciłam ją.
- Dlaczego?
- Uratowaliście mnie - pokręciłam głową. Nie o to mi chodziło. - Byłem młody, głupi i... Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego ją zgwałciłem. Ale się zmieniłem. Każdy może się zmienić.
- Nie zmieniłeś się. Jesteś zwykłym tchórzem - i wyszłam z domu.
Przyjechałą policja i zabrali Evę.
Michael podbiegł do mnie.
- Dlaczego nie poczekałaś?! Nie zawołaąłś.. Tak się martwiłem, że przyjdziemy i okarze się, że i tobie coś się stało...
- Nie miałam czasu czekać, obiecałam coś ... Teraz wiem, że nie było warto - stwierdziłam zimno.
Michael objął mnie.
- To co powiedziałaś... Naprawdę uważasz, że  zemsta jest niewarta? Czy tylko kłamałaś?
- Skłamałam dziś tylko jednym zdaniem. Że śmierć to najgorsza kara. Tu chodzi o życie ze świadomością swoich czynów i tego, że ktoś przez nie cierpi.
Naprawdę tak uważałam. Wtedy, gdy cały cyrk z Oliverem, Madeline i zemstą się skończył. Właśnie to uświadomił mi Oliver. Najgorszą karą jest patrzenie, jak ktoś przez nasze wybory cierpi. Ktoś bliski. Ale czy Jesse tak to uważa? Czy on uważa Evę za córkę?

Ten rozdział najbardziej mi  się podoba. Nie wiem dlaczego, może przez opis zemsty? Może przez to, że pomimo nienawiści Alexandry do Olivera, jednak posłuchała go i uwierzyła mu w jedną rzecz? Może przez to, że ofiara okazała się sprawcą zamieszania?
Nie.
Taka sentymentalna to ja nie jestem ;p
Lubię go dlatego, że tak fajnie opisywałam śmierć ^) Jestem z siebie dumna. I czuję się jak morderca-psychopata, ale jest fajnie =)

1 komentarz:

  1. po przeczytaniu rozdziału i twojego wpisu pod nim nie wiem co spodobało mi się bardziej :)
    i rozdział, w którym powrócił temat kryminalny i akcja oraz wpis pod nim były mega
    czyli widzimy się w magiczną środę ??
    coś mi się wydaję, że się naczytamy tego, dzień pełen wrażeń
    trzymaj się i wspaniałych wakacji, których nadal nie czuję, ale jest fajnie :)
    do środy :***

    OdpowiedzUsuń