wtorek, 9 lipca 2013

Kino, imprezka i takie tam...

W kinie było świetnie! Wtulona w Michael'a oglądałam jakiś kiczowaty horror, pełen krwi, latających części ciała i jakiś głupich seryjnych morderców, którzy cieli ofiary na kawałeczki. Idiotyzm.
Ale najważniejsze, że byłam tam razem z moim NARZECZONYM.
Cholera.
Narzeczony.
Ok, nie stresujemy się.
Pani Lawrence. Alex Lawrence. Alexandra Lawrence. Narzeczona Michael'a Lawrence'a. Żona Michael'a Lawrence'a. Alexandra Lawrence.
Żeby się odstresować spojrzałam na ekran kinowy, gdzie właśnie facet odrąbywał głowę swojej nowej ofierze.
Parsknęłam śmiechem, na co Mike popatrzał na mnie zdziwiony, jak zresztą wszyscy siedzący obok.
- No co? - zapytałam.- To jest śmieszne. Widać, że to sztuczne, bo krew pryska nie pod tym kątem i jest jej o wiele za dużo.
- Wiem - przytaknął. - Ale podoba mi się, jak ona odpada. I się toczy - zaśmiał się.
- Wariaci! -usłyszałam głos za sobą.
Jeszcze bardziej zaczęliśmy się śmiać.
Oglądałam już film w milczeniu, ale pod koniec, gdy zagrała niespokojna muzyczka i zza drzwi wyskoczył tamten sam facet z siekierą, Michael, usiłując mnie przestraszyć, ryknął mi:
- Buuu! -prosto do ucha.
Ludzie znowu popatrzeli na nas jak na wariatów.
- Przepraszam, mój chłopak zapomniał wziąć dzisiaj tabletek, to dlatego... - wyjaśniłam im.
- Narzeczony - poprawił mnie z uśmiechem.
- Nie ciekawi was film, to dajcie oglądać innym!
- Spoko, spoko.

- Jesteś pewna, że musimy jechać na tą imprezę? - zapytał Michael po wyjściu z kina.
Byliśmy już przy jego aucie na prawie opustoszałym parkingu.
- Tak, bo inaczej Natasha nie da nam spokoju.
- Chrzanić ją - mruknął i mnie pocałował.
- Nie chcesz jechać na imprezę? Masz może inne plany? - wydyszałam.
Zsunął usta na moją szyję.
- Owszem.
Cholera. Potrafił być przekonujący, nawet bardzo przekonujący.
- Michael - powiedziałam stanowczo.- Obiecałam jej.
- Chrzanić ją - westchnął ciężko. Po chwili jednak oderwał się ode mnie. - Wsiadaj. Jedziemy na imprezę.

Uściskałam Owena, Natashę i Seana.
- Ślicznie wyglądasz - pochwalił Sean.
- Dzięki.
- Ale tak nie pojedziemy- pokręciła głową Nat. - Mam dla ciebie ciuchy. Idziemy.
Pociągnęła mnie za rękę i po chwili wylądowałyśmy w jej wielkiej garderobie. Zaraz wyciągnęła jakiś czarny skrawek materiału z szafy i podała mi go. Odruchowo złapałam to w ręce.
- Co to jest? - apytałam.
- Sukienka, nie gadaj, tylko ubieraj.
Rozprostowałam sukienkę. Jakby było co ubierać.
- Mam nadzieję, że się rozciągnie - mruknęłam.
Spojrzała na mnie z politowaniem, a ja zabrałam się za ubieranie. Kiedy skończyłam, podeszłam do wielkiego lustra zajmującego pół ściany. Aż sapnęłam.
- Co to ma być?!
Sukienka była krwistoczerwona, krótka do połowy ud i z wąskim, głębokim dekoltem.
- Skąd to wzięłaś?
Parsknęła i zakładała właśnie bransoletki pasujące do kreacji podobnej do mojej, tyle że czarnej.
- Nie znałam cię od tej strony - przyznałam.
- No tak, bo ja mam siedzieć z głową przed ekranem komputera? Nie, moja kochana, imprezy to też coś fajnego - uśmiechnęła się do mnie . - A teraz załóż jeszcze to... - wyciągnęła w moim kierunku czerwone, cienkie bransoletki. - Cholera, co to jest?
Wpatrywała się właśnie w pierścionek.
- To... No... Uhm... Nic! - schowałam rękę za siebie.
- Zabiję gada! Co on ci zrobił? Serio, Michael? Jeden facet na całe życie? Wiesz, w co ty się pakujesz?
- Hej! - krzyknęłam oburzona, gotowa bronić Mike'a. - To nie jest facet na całe życie. To facet mojego życia.
- Biedaczko, masz omamy? - podeszła i położyła rękę na moim czole, sprawdzając temperaturę.
Parsknęłam śmiechem. Była po prostu zabawna.
- Tobie też Owen skradł serce. "Się wie!" - zaczęłam naśladować chłopaka.
- Chodźmy już - szybko zmieniła temat.
- Nie wyjdę w tym - pokręciłam przecząco głową.
- To cię wyciągnę.
- Próbuj.
Spróbowała.
Wyciągnęła mnie na chama z garderoby na korytarz, gdzie czekali chłopcy.
- Michael, co to ma znaczyć? Co ona ma na palcu? - zapytała Mike'a.
- Czyli już wiesz? - nie wydawał się skrępowany. - Oświadczyłem się Alexandrze. Przyjęła oświadczyny - oznajmił z uśmiechem chłopakom.
Owen popatrzał na niego zdumiony, Sean pokręcił głową.
- Michael! To nie miało być tak! Miałeś czekać do środy, kurier miał przynieść te róże, a ty... - zaczął Sean.
- Sory stary, dzięki za pomoc w przygotowaniach, ale już po sprawie. Nie mogłem dalej zwlekać - zaśmiał się.
- Sean, o wszystkim wiedziałeś?! - jęknęłam, w tym samym momencie z Natashą..
- A jak myślisz, kto pomagał w wyborze pierścionka? - puścił do mnie oko. - A przy okazji, ładnie wyglądasz. Ale dlaczego ubrałaś się w połowę sukienki?
- O nie! Natasha nie wie o oświadczynach, krytykuje się to, jak Natasha wystylizowała Alex... - narzekała Natasha w drodze do samochodu.
- Nie przejmuj się, i tak cię kochamy - zaśmiał się Owen, a małej momentalnie poprawił się humor.
No, może na tej imprezie nie było wcale tak źle? No fakt, wieczór w ramionach Mike'a w żadnym wypadku nie mógł być zły.
Sean i Owen nalegali, byśmy z Michael'em wypili chociaż po drinku, ale oboje odmawialiśmy.
- Musimy jakoś dojechać do domu - usprawiedliwił się Mike.
- To jak ty nie chcesz, to chociaż Michael niech się z nami napije! Ty bądź kierowcą - podsunął Owen.
Michael dla spokoju wypił z nimi jednego drinka, na toast "Narzeczonych!".
- Co robicie jutro po południu? - zapytał Owen.
- Przeprowadzkę. A co? - odpowiedział Mike.
- Przeprowadzkę? Nie no. Przeprowadzka Mike'a, oświadczyny... Jesteś w ciąży! - wskazała na mnie palcem.
Zakrztusiłam się wodą, którą właśnie piłam.
- Co?! Nie, nie, nie!!!
Wszyscy spoglądali na mnie dziwnie. Natasha odetchnęła z ulgą.
- To dobrze.
- Co to w ogóle za pomysł?!
- Głupi. A macie czas wieczorem? - wypytywał nadal Owen.
- Sory stary, ale chyba nie. A co?
- Zastanawiałem się nad podwójną randką. No wiesz, ty z Alex, ja z Nat - wyjaśnił. - Ale w takim razie pójdziemy sami.
Teraz to Natasha się zakrztusiła, też wodą, bo ona też była dziś kierowcą.
- Co?
- No wiesz, randka. Przyjadę o ciebie o 7? - zapytał.
- Ja... Ehm... Jasne.
Zaśmiałam się.
W towarzystwie przyjaciół czas mijał szybko, ale marzyłam o zostaniu sam na sam z Michael'em.

- Wreszcie sami - zaśmiał się Mike.
Właśnie dojechaliśmy pod mój dom, po drodze wstąpiliśmy do Mike'a po jego najpotrzebniejsze rzeczy.
- Właśnie - zaśmiałam się i go pocałowałam.
- To co chciałabyś zjeść na kolację? - zapytał mnie po wejściu do domu.
- Postawmy sprawę jasno: boję się twojego gotowania, więc w kuchni rządzę ja.
Uniósł do góry ręce w geście poddania.
Po kolacji i rozpakowaniu jego rzeczy  wzięłam się za zmywanie naczyń, a Michael zniknął w łazience.
Tak bardzo się cieszyłam. Z Mike'iem przy boku mogłam się rozluźnić, przestać się martwić, a nawet spokojnie myśleć o przyszłości. I do tego ta wzmianka Natashy o ciąży... Wcześniej nie wiedziałam, że tego chcę. Ale teraz oczami wyobraźni widziałam obraz siebie, Michaela i małego zawiniątka w jego ramionach, tak podobnego do mnie i do niego...
Przez myśl przeszło mi "Może kiedyś...".
Tak się rozmarzyłam, że przestałam zmywać i tępo wpatrywałam się w leżące w zlewie talerze.
- Daj, dokończę - usłyszałam głos Mike'a.
Z mokrymi włosami i owinięty w ręcznik przejął ode mnie gąbkę do naczyń.
- To ja lecę pod prysznic i się przebrać.
- Podoba mi się ta sukienka - powiedział. - Ale nie podoba mi się, jak na ciebie patrzą inni mężczyźni. Na przykład tam, w dyskotece. Chyba jestem zazdrosny - wyznał.
- Nie potrzebnie, dobrze o tym wiesz - dałam mu buziaka i ruszyłam w kierunku łazienki.
Zmyłam makijaż, wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w cienką bawełnianą koszulę nocną. Lekko wilgotne włosy zaplotłam w warkocza i wyszłam z łazienki wpadając prosto na Michaela.
- Cholera! - zaśmiałam się. - Znowu na ciebie wpadam?
- Czekałem tu. Jak się miewa przyszła pani Lawrence?
- Musimy o tym powiedzieć Evelyn i Susan i Johnatan'owi.
- Może jak się jutro szybciej wyrobimy z przeprowadzką to podzielimy się z nimi radosną nowiną? - cały promieniał.
- Nawet nie wiesz, jak cię kocham.
- Wiem.

Witam! Od razu informuję o dwóch nowościach, których mogliście nie zauważyć. Obie wiążą się z Nicole. A mianowicie: zmieniłam jej wygląd na bardziej odpowiedni, jak stwierdziłam. No i dodałam zakładkę "Zapowiedzi części II", przeczytajcie, a was oświeci. Dzisiejszy rozdział wydaje mi się dłuuuugi. Co wam się najbardziej podobało?
O, zapomniałabym: Oficjalnie witam DUŚKĘ , która jako czytelniczka ujawniła się komentarzami, za co bardzo dziękuję ;*
No i jeszcze jedna sprawa. Dzisiaj, po miesiącu niepewności, wreszcie ustaliłam, jakie będzie zakończenie pierwszej części bloga. Całkowity zwrot o 360 stopni ;D
Ale dowiecie się więcej w swoim czasie.
Pa, Miśki ;***

2 komentarze:

  1. już na wstępie dostałaś plusa za tytuł posta :)
    bardzo mi się podoba
    rozdział faktycznie dłuuugi i z deczka nie jestem przyzwyczajona do takich, ale mi się podobał
    tak jak każdy rozdział twojego opowiadania :D
    czyli do napisania w piątek :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje za przywitanie nie trzeba było. Właściwie to niedawno zaczęłam czytać i dopiero co nadrobiłam. :D

    OdpowiedzUsuń