Michael obudził mnie delikatnymi pocałunkami w ramię.
- Dzień dobry - posłał mi ten swój powalający uśmiech, gdy otworzyłam oczy.
- Dobry dzięki tobie - uśmiechnęłam się do niego promiennie.
Pocałował mnie.
- Musisz mnie puścić na chwilę.
- Muszę? - chyba nie podobała mu się ta perspektywa.
- Aha - pokiwałam głową. Niechętnie uwolnił mnie z uścisku.
Wzięłam szlafrok z poręczy łóżka, którym się okryłam, orza ubrania; czarną bokserkę i krótkie jeansowe szorty.
- Mogę iść z tobą? - usłyszałam za sobą, gdy otwierałam drzwi do łazienki.
Odwróciłam się w jego stronę i wystawiłam mu język.
Wygodnie leżący na moim łóżku wziął w ręce poduszkę spod głowy i wycelował prosto we mnie. Szybko schowałam się za drzwiami łazinki.
- Pudło! - krzyknęłam zza zamkniętych drzwi, gdy usłyszałam jak poduszka z cichym tąpnięciem uderza o podłogę.
- Poczekaj aż stamtąd wyjdziesz! Pożałujesz!
- W to nie wątpię - zaśmiałam się.
Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, wysuszyłam włosy, ubrałam się i już gotowa, ale wciąż z uciążliwymi myślami zabrałam się do robienia makijażu.
Nie powiem, miło było mieć dla kogo się stroić, więc odstawiłam się na bóstwo, robiąc makijaż z ciemnymi kreskami, mocno wytuszowanymi rzęsami i błyszczykiem.
- Tak jak powinno być, nie za mocno, niezbyt prowokująco.
Wyszłam z łazienki i od razu skierowałam się do głównej części domu, kiedy zobaczyłam, że w sypialni Michael'a nie ma.
Na lodówce czekała na mnie karteczka napisana jakże niezgrabnym pismem, ale co do autora upewnił mnie podpis na dole.
" Prawdopodobmie tego nie przeczytasz, bo będę już w domu, ale jeśli mnie nie ma, to pojechałem do domu doprowadzić się do porządku i przebrać. Czekaj na mnie i nigdzie nie idź! Zaraz będę!
PS.
xoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxoxox
Twój ukochany, najpiękniejszy,
najlepszy, najprzystojniejszy, najmądrzejszy
(a przynajmniej taką mam nadzieję) Michael."
Zaśmiałam się cicho i odwróciłam, wpadając prosto w czyjeś ramiona. Chwyciłam nóż z blatu i przystawiłam do gardła...
Michael'owi?!
- Łał, a jednak nie taki kochany - mruknął pod nosem.
Szybko odstawiłam nóż i zabrałam się za krzyczenie na Mike'a.- Nienormalny jesteś?! Ja zawału dostanę przez ciebie! Zawsze wpadam prosto na ciebie! I jak ty chodzisz?!
- Ja przepraszam, ale przecież napisałem, że zaraz wracam... Zaraz, co? Przecież ja tu stałem, a nie w ciebie wszedłem...
- Ale jakoś tak cicho chodzisz! Dlaczego cię nie słyszałam? - domagałam się wyjaśnień.
- Bo zajęłaś się kółeczkami i krzyżykami - zaśmiał się.
- Wiesz, bardziej wolałabym przytulanie i całusy... - już zapomniałam, jaka przed chwilą byłam na niego zła...
Cholernik jeden!
- Nic straconego, możemy to nadrobić...
Odsunęłam go od siebie.
- Najpierw zajmijmy się śniadaniem - zaproponowałam.
- Co? Nie, dziś nic nie będziesz robić! Siadaj!
Zaczęłam protestować.
Mike + gotowanie = katastrofa!
- Ale ty nie umiesz gotować...
- Za to w zakupach jestem najlepszy. Croissant'y z najlepszej piekarni w mieście!
- Jak przeżyłeś do tej pory? Na samych croissant'ach? - zadałam męczące mnie od dawna pytanie.
Usiadłam na krześle przy stole, a Michael obok mnie, przysuwając w moją stronę talerz z rogalikami. Wzięłam jednego.
- Susan nie pozwalała mi umrzeć z głodu. Ale są też budki z fast-food'em - zamiał się.
- No nie, tak to ty się nie będziesz stołował, mój drogi. Zamieszkaj u mnie - wypaliłam, nie wiedząc sama co mówię, ale byłam jak najbardziej pewna, że tego chcę. - Dom jest duży, głupio się tu czuję sama.
Na prawdę, dom był bardzo duży, z ogródkiem i nawet maleńkim basenem za domem. Był prezentem od Livy i Damon'a na 18-ste urodziny, i pretekstem, by pozby ć się mnie z domu. I mi, i mojej cioci-macosze było to na rękę.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Mam zostawić swoje mieszkanie, wprowadzić się do ciebie i widywać cię ciągle, w pracy, po pracy, zasypiać obok ciebie...?
- Tak. Straszna perspektywa, co? Szczególnie po wybryku z nożem - stwierdziłam gorzko, na pewno się nie zgodzi.
Zachowywał się tak, jakby nie słyszał niczego co przed chwilą powiedziałam.
- Brzmi świetnie, kiedy zaczynamy przeprowadzkę?
- Tak po prostu? - teraz to ja się zdziwiłam.
- Tak po prosu - przytaknął.
- Kocham cię.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu.
- Zjadłaś już?
- Tak - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To szybko leć się ubierać. Poczekam.
- Myślałam, że mamy zaplanowany dzień... - zaczęłam. - Dziś Natasha zabiera nas na imprezę i uczy nas, jak się zabawić... - zaśmiałam się, przyjaciółka zawsze miała oryginalne (co oznacza głupie i zabawne) pomysły.
- Mamy plany na wieczór, ale nie na teraz.
- A powiesz mi, gdzie się wybieramy?
Z Michael'em nigdy nic nie wiadomo, a nie wiedziałam, w co się ubrać.
- Sam nie wiem.
- Nie wiesz gdzie jedziemy, czy nie wiesz, czy mi powiesz?
Zbył mnie machnięciem ręki.
Obstawiałam jakieś cudowne miejsce.
Szybko przebrałam się w sukienkę:
i ruszyłam do wyjścia razem z Michael'em.
Wsiadłam szybko do auta, ale nic się nie odzywałam, czując wiszącą w powietrzu nerwową atmosferę. Po kilku próbach jej rozładowania dałam sobie spokój.
- Nie wiem.
- Co? - oświadczenie Mike'a wybudziło mnie z przemyśleń.
- Nie wiem, gdzie jedziemy, więc tu chyba wysiadamy.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Wysiadamy? Coś nie tak z autem? - wysiadłam i obeszłam je naokoło.
- Wszystko w porządku. Chodź tu - posadził mnie na masce.
Był coraz bardziej zdenerwowany, stremowany.
- Michael, o co chodzi? - zapytałam, zaniepokojona, że coś się stało.
On jednak był jakiś dziwny, gdyby coś się stało, od razu by mi powiedział, prawda?
- Musimy pogadać.
Taki tajemniczy koniec, żebyście mieli o czym myśleć przez weekend ;p
Ja też myślę, jak to wszystko sklecić w całość, i chyba mam pomysł, dzięki mojemu ukochanemu filmowi, który mnie zainspirował <3
Miłego weekendu ;* Do poniedziałku... jeśli nie wcześniej ;D

oświadczy się !
OdpowiedzUsuńprzynajmniej tak mi się wydawało do momentu "- Musimy pogadać.", a po nim to już ogłupiałam ;P
ale obstawiam, że się jej oświadczy :PPP
ale mnie korci, żeby się dowiedzieć :D
trzymaj się i udanych wakacji :D