Pierwszy dzień w pracy u Michael'a. Nie mogę się doczekać.
Ale zdaje się, że mam specjalne względy u szefa, bo przyjechał po mnie pod dom.
- A co to ma być? - zapytałam. - Nie powinieneś być w biurze?
- Nie jestem tak dokładny jak Johnatan, ani tak zapracowany, ani tak wymagający, ale po uszy zakochany - ściągnął ciemne okulary. - Wskakuj.
Posłusznie weszłam do auta. Mike przywitał mnie gorącym pocałunkiem.
Zaśmiałam się cicho, gdy zauważyłam nasz ubiór. Oboje na czarno, z okularami przeciwsłonecznymi...
Dojechaliśmy wreszcie pod biuro. Michael jak zwykle chciał odstawić szopkę z otwieranem mi drzwi, ale mu nie pozwoliłam i szybko wysiadłam sama.
Chciał mnie traktować jak księżniczkę, co mnie denerwowało. Byłam żołnierzem. Zabijaką. Niebezpieczną pindą.
Ruszyliśmy w stronę biura ramię w ramię, tak samo ubrani, pasujący do siebie idealnie.
- Cześć, Alex! Mike! - usłyszałam głos za nami.
Obróciliśmy się i zobaczyłam Nicole. Ale nie była sama, była z Nathan'em. Uściskałam dziewczynę i przywitałam się zwykłym "Cześć" z chłopakiem.
- Co tu robicie? Odwiedzacie nas wreszcie? - zagadnął Michael.
- Nie, byliśmy na zakupach - odpowiedziała Nicole.
- Tak rano? - byłam strasznie dociekliwa.
- Evelyn mnie wysłała po kilka rzeczy - wzruszyła ramionami. - A wy do pracy?
- Tak, właśnie przyjechaliśmy...
Nie słuchałam już dalej ich rozmowy. Zobaczyłam, że Nathan obejmuje Nikki w talii. Bardzo nisko. Za bardzo.
- Alex? - zapytał Mike. Widocznie nie odpowiedziałam na jakieś z zadanych mi pytań.
- Nathan, widzę, że masz bardzo lepkie łapki - powiedziałam, starając się zachować spokój.
Instynkt starszej siostry, którą zostałam dla Nicole mi się włączył.
- Ja tylko... - zaczął i zabrał rękę.
Michael parsknął śmiechem, wiedząc, do czego piję.
- Odpuść mu - poradził. - Nie bądź taka ostra.
- Taa, nasza Alex jest bardzo ostra. Za bardzo - mruknęła Nicole.
- Szczególnie, kiedy ma broń. Ja tam muszę zawsze uważać - straszył Mike.
- Ona ma broń?! Kto jej dał broń?! - wydarł się Nathan, cofając.
Zdziwiłam się. No cóż, w końcu chciałam powiedzieć tylko, żeby nie pozwalał sobie z takim obmacywaniem Nicole, a nie wystraszyś go na śmierć. Chociaż, nie lubię go. Mógłby uciec gdzieś daleko.
- Dobra, siostrzyczko, nic tu po nas - pożegnałą się z nami. - Pa!
Czy była zła? Chyba nie. Ale rozbawiona, zdezorientowana i wytrącona z równowagi i owszem.
- Nie ma co, facet cię nie nawidzi - zaśmiał się Michael.
- Nie moja wina, że to zawsze ja gram złego policjanta.
- Taki twój urok. I za to cię kocham.
Ale coś mnie męczyło.
- Naprawdę się mnie boisz? No wiesz, powiedziałeś Nathan'owi, że musisz przy mnie uważać.
- Nie, nie boję się. Ale pilnować się muszę. Co się stało, gdy cię pierwsy raz pocałowałem?
- Dostałeś lewym sierpowym prosto w szczękę - zaśmiałam się na tamto wspomnienie.
- A gdy dbałem o twoje zdrowie i kazałem Natashy dać ci sok zamiast kawy?
- Chciałam ci go wylać na głowę. Ale wyszło tak, że to ja miałam go na sobie, więc o się nie liczy.
- Ale bez "idioty", "debila" i kilku innych się nie obeszło - zaśmiał się. - A jak uratowałem cię przed psycholem na ulicy, w dzień przed twoim dołączeniem do nas?
Wtedy go nienawidziłam. Teraz go kocham. I to jeszcze jak...
- Obiecuję, już będę grzeczna - przyrzekłam i weszlićmy do biura.
niebezpieczna pinda
OdpowiedzUsuńhaha
lecę czytać kolejny rozdział :*