wtorek, 30 kwietnia 2013

Pomogę ci

Nagle usłyszałam głos Natashy;
- Świetny popis i tak dalej, ale weźcie się do pracy - mruknęła.
- Nat, nie psuj chwili - skarcił ją Michael, który jednak nie miał zbyt dobrego humoru.
Zaczerwieniłam się i odsunęłam od Luka.
- Już wracam do pracy...- wyjąkałam i zasiadłam za biurkiem.
Jeju, co jeszcze się stanie? Cały świat stawał na głowie.
Luke, nieśmiały Luke... Co on powiedział?
Jeszcze bardziej zaczerwieniłam się uświadamiając sobie, że bardziej od słów, zwracałam uwagę na jego gesty. I to przy Natashy i Michaelu, który nie wydawał się ucieszony tą sceną.
Co się ze mną dzieje?  Zamiast myśleć o rodzicach, śledztwie... Myślę o tym, co się przed chwilą zdarzyło.
- Długo tam stałaś?  zapytałam cicho przyjaciółki.
- Dość, żeby usłyszeć, że nie za dobrze pilnuję swoich rzeczy. I nie musisz liczyć tylko na siebie i Luka. Ja też ci pomogę - wydawała się oburzona.
- Wiem, już mi pomogłaś - posłałam jej pełen wdzięczności uśmiech.
- Ale nie spodziewałam się tego po Luku - dodał głośno, o wiele za głośno, słowa kierowała do niego. - Co mam zrobić, ogrodzić biurko?
- Niezły pomysł - odparł chłopak, puszczając do mnie oko.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
Ale wiem jedno; nie chciałam, żeby się dowiedział. Po co mieszać kogoś w moje sprawy?
A może Luke miał rację? Może najważniejsze, czego potrzebowałam, to wsparcie i pomoc?
- Tak! Znowu! Facet, masz zły dzień!
- Co się stało?  zapytałam razem z Lukiem, ja zdziwiona, on zamyślony.
- Znalazłam wynajmowany przez niego magazyn jako skład! W środku lasu?! Co tam trzyma?! Zgadnij! - spojrzał na mnie wyczekująco.
Wiedziałam.
- Ludzi - wyszeptałam.
- Właśnie! Tylko ja mogłam coś takiego zauważyć! A dlaczego?! Bo rządzę!!!
Wpatrywałam się w nią oszołomiona.
- Zawsze się przechwala - mruknął wyjaśniająco Luke.
Wyszedł, wyciągając telefon. Zastanawiałam się, do kogo dzwonił.
- Idę powiedzieć Johnatanowi - powiedziała Natasha i wyszła po raz drugi tego dnia kierując się do gabinetu szefa.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Wsparcie

- Coś mam! - przerwała ciszę Natasha. - Płacił kartą, frajer! Chyba nie wie, na co mnie stać! Kamery potwierdzają, że to on! Alex, to ta głupia morda, prawda? - spojrzała na mnie.
- Tak - odpowiedziałam niechętnie.
- Idę do Johnatana. Szukajcie dalej!
I już zniknęła za drzwiami.
- Co myślisz o tej całej akcji? - zapytał niespodziewanie Luke.
- Że zrobię wszystko, aby dorwać tego gada i że gdybym podczas strzelaniny była na twoim miejscu to wpakowałabym mu kulkę w łeb bez wachania! - niemal wykrzyczałąm.
- Pistolet się zaciął - mruknął.
- Przepraszam, wiem, że się starałeś. Po prostu jestem zdenerwowana.
Nie powinnam tak na niego naskakiwać. Nie powinnam się denerwować. Powinnam koncentrować się na śledztwie i "nie robić nic głupiego".
Ale miałam już dość tego, co powinnam.
- Co się stało?
- To mój problem. Daj sobie spokój.
Super, znowu się na nim wyżywam. Co w nim takiego jest?
Spojrzałam na niego. Przecież nie miał na czole napisane " Proszę,  jestem kozłem ofiarnym! Masz zły dzień? Nawrzeszcz na mnie! Do bicia też się nadaję!"
- Zabawne, że ludzie zawsze  gdy najbardziej potrzebują wsparcia, chcą radzić sobie sami - zaśmiał się.
Dobra, sam się prosi.
- Masz jeszcze jakieś cenne uwagi? Jesteś filozofem, czy będziesz mnie gnębił aż szlak mnie trafi?
- Mam jedną radę. Zemsta na Oliverze ci nie pomoże.
Czyta w myślach, czy jest jasnowidzem?
Przecież nie może chodzić o to.
- Myślę,że Susan sama mu podziękuję.
- Mówię o czymś innym. O twojej rodzinie. Raczej martwi mu nie podziękują? - zapytał.
Zerwałam się z miejsca.
- Co ty wiesz?!
- To, co wyczytałem z akt pozostawionych przez Natashę na biurku. Zły ruch, trzeba było ich nie zostawiać. To, co usłyszałem z waszej rozmowy, nie jestem głuchy.
- Jak śmiesz?! Szpiegowałeś nas?! Myśli...
Podszedł do mnie.
- Ale nigdy, przenigdy nie szpiegowałem. Myślałem, że coś  zatajacie. Mamy w agencji kreta, wiesz o tym. Ktoś dał cynk bandzie Olivera.
Zalała mnie fala gorąca.
- Podejrzewałeś mnie - stwierdziłam cicho.
- Wiem, że to nie ty. Na pewno, nie po tym wszystkim. Natasha ma trop. Jeśli śledztwo go nie obejmuje, jeśli szukamy porwanych ludzi, obiecuję, że nie będziesz sama ze swoją zemstą. Pomogę ci.
Nie wiedziałam, czy wie na co się pisze. Po co to powiedział? Nie potrzebuję pocieszenia.
- Dlaczego? - zapytałam dumnie.
Nie odpowiedział.
Pocałował mnie.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Nic głupiego

Wpatrywałam się w dziewczynę. Chyba miała rację. Jaki byłby inny powód darowania mi życia, jeśli nie szantarz, dzięki któremu Damon zagwarantował mi życie?
- Muszę wiedzieć.
- Alex, nie rób nic głupiego - ostrzegła Natasha.
- Głupiego?! Ja chcę tylko prawdy, zemsty...
- Zadzwonię do Michaela. Nigdzie nie wychodź - mówiła, widząc, że zbieram się do wyjścia.
- Natasha, dziękuję za pomoc, bo gdyby nie ty, niczego bym nie wiedziała. Ale to jest moje życie i ja dokonuję wyborów.
- Szalonych wyborów? Zabiją cię! - krzyknęła. - I tak musimy ich znaleźć, Michael też bierze udział w misji. Porozmawiaj z nim! Nie musisz radzić sobie sama!
- Jadę do domu - rzuciłam, wychodząc.

Wsiadłam do auta i postanowiłam wcześniej pojechać do biura; dowiedzieć się co z Susan i uspokoić Natashę.
Po moim wczorajszym wybuchu byłam pewna, że myśli, iż pojechałam wymierzać sprawiedliwość na własną rękę.
Przyznaję - byłam wściekła, nieobliczalna i tak dalej, ale nie jestem głupia. Zdaję sobie sprawę, że nawet gdyby, podkreślam - GDYBY, udało mi się go znaleźć nie wróciłabym żywa z tego wypadu.
Wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę budynku. Kiedy weszłam, od razu dosięgnęło mnie badawcze i pełne troski i oraz niepewności spojrzenie Natashy.
- Jeszcze żyję - rzuciłam oschle. - Nic głupiego.
- Alex...
Pokręciłam głową.
- Damy radę ich znaleźć?
- Michael i Johnatan razem z Susan namierzają jej  nadajnik, który podłożyła w ciężarówce. Ale chyba zmienili auto, bo sygnał cały czas wskazuje miejsce strzelaniny.
- A ty, co robisz? - zapytałam.
- Razem z Lukiem szukam miejsc, w krórych Oliver mógłby się znaleźć. Ma podwójną tożsamość; Samuel Gold. Wyszukuję wszelkich rezerwacji, własnych posesji. Wszystkiego, co pomoże nam go znaleźć! - była zdeterminowana akcją i pomocą mi.
Martwiła się, że lada moment mogę ruszyć na missję samobójczą.
- Pomogę wam.

sobota, 27 kwietnia 2013

Kolejne kroki

Pojechałyśmy do domu Natashy.
Stwierdziła, że tak będzie najlepiej, bo ma wiele sprzętu. I, choć znałam jej zamiłowania, zostałam zaskoczona. Normalne mieszkanie, ale jeden z pokojów został przerobiony na pracownię informatyczną.
Niejedno biuro mogłoby się czymś takim szczycić. Komputery, laptopy... Części urządzeń nie znałam nawet nazw.
Natasha szybko znalazła jego akta.
- Mam połączenie na jakiejś starej, zapomnianej linii, z naszym biurem. Wszystkie informacje, które znajdę, ściągnę, pożyczę... Zostają przesłane tutaj - wytłumaczyła. - On... Naprawdę, miałaś rację. Współudziałowiec firmy twoich rodziców... To na pewno on?
Domyśliłam się, że chodzi w tym pytaniu o to, czy to na pewno on mnie zaatakował.
- Wydaje mi się, że tak.
- Tyle, że nie ma jak udowodnić mu jego działań z handlarzami... To on został negocjatorem sprzedaży firmy.  Wcześniej pożyczał jej pieniądze... - po tym zdaniu przestałam słuchać dziewczyny.
Pożyczał pieniądze... Damon mówił, że ci, którzy pożyczali pieniądze...  Upozorowali wypadek. Zrobili zamach, bo długi nie zostały zwrócone...
- Alex? Słuchasz mnie?!
- Wiesz gdzie on mieszka? Potrzebuję adresu! Albo cudu... Nie ważne!
- O czym ty mówisz? - zaskoczyłam ją.
Zawahałam się. Nie wiedziałam, czy mogę jej wszystko powiedzieć.  W końcu mi pomogła, ale... Nie powinnam jej okłamać.
- Alex, działamy razem. O co chodzi?
Opowiedziałam jej o wizycie u Damona. Chłodnego brata mojego ojca, który z niewiadomych powodów mnie adoptował i utrzymywał przez wiele lat przeszłość w sekrecie.
- Ale dlaczego cię zaatakował? Ten pierwszy raz?
-  Kiedy podjeliście decyzję o sprawie? O śledztwie związanym z nim i jego przekrętami?
- Dwa dni przed twoim przyjęciem... Dopracowywaliśmy plan... - odpowiedziała po chwili. - Myślsz, że to przez to?
- Mogłam się dowiedzieć. I zemścić - stwierdziłam. - Jeśli nie w takim miejscu i przy okazji misji przeciwko nim, to czy ogóle znałabym prawdę o sobie?
- A po co im na karku biuro detektywistyczne, wiedzące o handlu żywym towarem. Znasz jeszcze tajemnicę o rodzicach...
- Damon kazał mi nie zdradzać niczego nikomu. Ale... - przełknęłam ślinę. - Tylko on mógł powiedzieć prawdę o mojej rodzinie... A mnie nie zabili pod jego opieką, dopóki nie wiedziałam nic o sobie. Mieliby szansę; cały czas wiedzieli gdzie jestem.
Zapadła cisza.
- Sprzedana firma, tylko on znał prawdę... Twoje życie, za jego milczenie - klasnęła w dłonie Natasha.

piątek, 26 kwietnia 2013

Deja vu

Znów siedziałam w tym samym szpitalu, podczas gdy ta sama lekarka opatrywała mi rękę.
Nie miałam innych obrażeń dzięki kamizelce.
- Już skończyłam - uprzedziła mnie. - Dziewczyno, w co ty się wpakowałaś?
- Słucham? - zapytałam, zdezorientowana jej pytaniem.
- Nie każdy trafia do mnie dwa razy w ciągu tygodnia i jest ranny - skwitowała kwaśno.
Wzruszyłam ramionami. Nic mnie nie obchodziło jej głupie gadanie. Miałam ważniejsze sprawy na głowie.
Bo gdy zobaczyłam twarz jednego z porywaczy... Olivera, o którym mówiła Susan... Wiedziałam, że to on mnie zaatakował. Znałam tę twarz. A w głowie zaczęła formować się układanka... Musiałam mieś tylko jeden brakujący element, by upewnić się, czy moje rozumowanie ma rację...
Gdy mogłam już wyjść z gabinetu, zauważyłam czekających na mnie Luka i Natashę.
- Zwariowałaś? Co ty odstawiasz? - krzyknęla na mnie od razu Natasha.
Cieszyłam się, że na korytarzu nie czekała na mnie Sonya - tylko by się przestraszyła. Po ostatnim razie, twierdziła, że to przez pracę zostałam zaatakowana... Gdyby tylko znała moją teorię; ale jeszcze tylu rzeczy moja przyjaciółka nie wie...
- Mi też miło cię widzieć - uśmiechnęłam się.
Natasha chyba chciała mnie przytulić, ale patrząc na moją zawieszoną na huście rękę powstrzymała się. Zdecydowała się tylko na poklepanie po plecach.
- Wszystko dobrze? - zapytał Luke.
- Tak, dzięki. Czuję się, jak gdybym miała deja vu. Co z Susan? I innymi?- szybko zreflektowałam się, że pewnie nie tylko ja zostałam ranna.
- Jest poobijana i została odurzona różnymi środkami. Ma złamaną nogę - skrzywiła się lekko Natasha. - Ale już odzyskuje świadomość. Innym nic nie jest.
Rozmawialiśmy jeszcze w drodze do mojego domu (odwozili mnie) o Susan. Gdy po drodze Natasha wysadziła przy biurze Luka, zapytałam nieśmiało, czy mogłaby znaleźć mi informacje o Oliverze.
- Po co? - zapytała zdziwiona.
- Wydaje mi się, że on... Że to on zaatakował mnie przed pierwszym dniem pracy. I myślę, że to nazwisko widziałam w aktach firmy... Rodziców - wykrztusiłam wreszcie.

środa, 24 kwietnia 2013

Na pomoc

Jechałam z o wiele za dużą prędkością przez wąskie ulice miasta, modląc się w duchu, by nie natknąć się na policjantów.
Nie mogłam pozwolić sobie na zwłokę. Nie, kiedy handlarze ludźmi wiedzieli, że Susan jest wtyczką.
Miałam nadzieję, że zdążymy na czas. Jak mogłoby być inaczej?
Nagle usłyszałam głos w swojej słuchawce.
- Alex, jedź prosto na obrzeża miasta. W opuszczonej dzielnicy czeka Johnatan, chłopcy właśnie ich tam zaganiają.
Skręciłam w boczną uliczkę. Po kilku sekundach zauważyłam już samochód Johnatana.
- Wzięłaś broń? -zapytał.
Skinęłam głową i chciałam odpowiedzieć, ale zagłuszył mnie pisk opon hamującej ciężarówki a za nią auta Michaela.
Gdy jeden z mężczyzn wyszedł z ciężarówki w ostatniej chwili uchyliłam się przed strzałem. Schowałam się za autem Johnatana, co jego właściciel też zrobił. Luke i Michael kulili się właśnie za samochodem Mika, a porywacze za ciężarówką.
Trwała wymiana ognia, podczas gdy nie wiadomo było co z Susan.
Któryś z porywaczy upadł na ziemię, postrzelony przez Johnatana. Jeszcze dwaj...
- Osłaniaj mnie - szepnęłam do Johnatana.
- To zbyt niebezpieczne - ostrzegł, łapiąc mnie za rękę i trzymając w miejscu, abym nigdzie nie szła.
- Susan...
- Najpierw oni.
Cholernie się bałam, ale przed wyjściem założyłam też kamizelkę kuloodporną. Wiedziałam, że mimo niej, gdy zostanę postrzelona ból będzie ogromny, ale musiałam się na coś przydać.
Wychyliłam się zza samochodu nim Johnatan zdążył mnie powstrzymać i niemal natychmiast dwaj napastnicy skierowali ogień na mnie.
Dostałam w rękę i w miejsce nad sercem, ale w tym czasie chłopcy uporali się z nimi. A raczej Michael i Johnatan.
Pomimo, że Luke chował się najbliżej krańca auta, skąd bez problemu mógł strzelić, nie zrobił tego.
Ale nie miałam  siły się nad tym zastanawiać, ból nie pozwalał mi trzeźwo myśleć.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Niebezpieczeństwo

- Jestem! - usłyszałyśmy po jakimś czasie głos Susan.
- Tak się martwiłam! Wszystko w porządku?
- Tak, tylko trochę mnie poobijali. I zabrali nóż - pożaliła się.
- Myślałam, że go nie znajdą! Ale... - zaczęłam, ciągle myśląc o tym, jak bezbronna jest i w jakim miejscu.
- Poradzę sobie. Tylko strasznie tu ciemno - pożaliła się. - Trzymają mnie na tyłach auta samą.
- Mamy wszystko pod kontrolą; chłopaki jadą za tobą, a Johnatan...
- Tak, wiem, jest w pobliżu, ty masz lokalizację... - zaczęła, znając tą wersję z planu. Stresowała się najmniej z nas wszystkich. Za to Johnatan wychodził z siebie, jednak uznał, że ona najlepiej sobie poradzi.- Ciii... Idą tu.
W słuchawce słychać było kroki i otwieranie drzwi. Też szamotaninę.
Nagle Susan zaczęła krzyczeć.
- Ktoś dał im o nas znać. Dwa cele, jeden inny ma na imię Oliver, jest z tatuażem w kształcie czaszki... - krzyczała, dopóki nie było słychać głuchego tąpnięcia.
Później sygnał z słuchawki Susan został przerwany.
- Cholera, co oni jej zrobili... - szeptała gorączkowo Natasha.
- Nie wiem. Michael, porwali Susan - powiedziałam do jednego  z dwóch mikrofonów. Nadajnik Susan miał już nie odpowiadać na wezwania. - Mają ją. Nie pozwólcie im odjechać... Jadę do was.
- Susan... Co? Właśnie odjechali... Zostań tam, gdzie jesteś - powiedział poważnym tonem.
- Alex, dałam znać Johnatanowi. Czeka na ciebie, mówi, że wsparcie się przyda.
- Świetnie - ruszyłam do wyjścia.
- Weź - krzyknęła, rzucając mi małą słuchaweczkę.