Wpatrywałam się w dziewczynę. Chyba miała rację. Jaki byłby inny powód darowania mi życia, jeśli nie szantarz, dzięki któremu Damon zagwarantował mi życie?
- Muszę wiedzieć.
- Alex, nie rób nic głupiego - ostrzegła Natasha.
- Głupiego?! Ja chcę tylko prawdy, zemsty...
- Zadzwonię do Michaela. Nigdzie nie wychodź - mówiła, widząc, że zbieram się do wyjścia.
- Natasha, dziękuję za pomoc, bo gdyby nie ty, niczego bym nie wiedziała. Ale to jest moje życie i ja dokonuję wyborów.
- Szalonych wyborów? Zabiją cię! - krzyknęła. - I tak musimy ich znaleźć, Michael też bierze udział w misji. Porozmawiaj z nim! Nie musisz radzić sobie sama!
- Jadę do domu - rzuciłam, wychodząc.
Wsiadłam do auta i postanowiłam wcześniej pojechać do biura; dowiedzieć się co z Susan i uspokoić Natashę.
Po moim wczorajszym wybuchu byłam pewna, że myśli, iż pojechałam wymierzać sprawiedliwość na własną rękę.
Przyznaję - byłam wściekła, nieobliczalna i tak dalej, ale nie jestem głupia. Zdaję sobie sprawę, że nawet gdyby, podkreślam - GDYBY, udało mi się go znaleźć nie wróciłabym żywa z tego wypadu.
Wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę budynku. Kiedy weszłam, od razu dosięgnęło mnie badawcze i pełne troski i oraz niepewności spojrzenie Natashy.
- Jeszcze żyję - rzuciłam oschle. - Nic głupiego.
- Alex...
Pokręciłam głową.
- Damy radę ich znaleźć?
- Michael i Johnatan razem z Susan namierzają jej nadajnik, który podłożyła w ciężarówce. Ale chyba zmienili auto, bo sygnał cały czas wskazuje miejsce strzelaniny.
- A ty, co robisz? - zapytałam.
- Razem z Lukiem szukam miejsc, w krórych Oliver mógłby się znaleźć. Ma podwójną tożsamość; Samuel Gold. Wyszukuję wszelkich rezerwacji, własnych posesji. Wszystkiego, co pomoże nam go znaleźć! - była zdeterminowana akcją i pomocą mi.
Martwiła się, że lada moment mogę ruszyć na missję samobójczą.
- Pomogę wam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz