Nagle usłyszałam głos Natashy;
- Świetny popis i tak dalej, ale weźcie się do pracy - mruknęła.
- Nat, nie psuj chwili - skarcił ją Michael, który jednak nie miał zbyt dobrego humoru.
Zaczerwieniłam się i odsunęłam od Luka.
- Już wracam do pracy...- wyjąkałam i zasiadłam za biurkiem.
Jeju, co jeszcze się stanie? Cały świat stawał na głowie.
Luke, nieśmiały Luke... Co on powiedział?
Jeszcze bardziej zaczerwieniłam się uświadamiając sobie, że bardziej od słów, zwracałam uwagę na jego gesty. I to przy Natashy i Michaelu, który nie wydawał się ucieszony tą sceną.
Co się ze mną dzieje? Zamiast myśleć o rodzicach, śledztwie... Myślę o tym, co się przed chwilą zdarzyło.
- Długo tam stałaś? zapytałam cicho przyjaciółki.
- Dość, żeby usłyszeć, że nie za dobrze pilnuję swoich rzeczy. I nie musisz liczyć tylko na siebie i Luka. Ja też ci pomogę - wydawała się oburzona.
- Wiem, już mi pomogłaś - posłałam jej pełen wdzięczności uśmiech.
- Ale nie spodziewałam się tego po Luku - dodał głośno, o wiele za głośno, słowa kierowała do niego. - Co mam zrobić, ogrodzić biurko?
- Niezły pomysł - odparł chłopak, puszczając do mnie oko.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
Ale wiem jedno; nie chciałam, żeby się dowiedział. Po co mieszać kogoś w moje sprawy?
A może Luke miał rację? Może najważniejsze, czego potrzebowałam, to wsparcie i pomoc?
- Tak! Znowu! Facet, masz zły dzień!
- Co się stało? zapytałam razem z Lukiem, ja zdziwiona, on zamyślony.
- Znalazłam wynajmowany przez niego magazyn jako skład! W środku lasu?! Co tam trzyma?! Zgadnij! - spojrzał na mnie wyczekująco.
Wiedziałam.
- Ludzi - wyszeptałam.
- Właśnie! Tylko ja mogłam coś takiego zauważyć! A dlaczego?! Bo rządzę!!!
Wpatrywałam się w nią oszołomiona.
- Zawsze się przechwala - mruknął wyjaśniająco Luke.
Wyszedł, wyciągając telefon. Zastanawiałam się, do kogo dzwonił.
- Idę powiedzieć Johnatanowi - powiedziała Natasha i wyszła po raz drugi tego dnia kierując się do gabinetu szefa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz