- Jestem! - usłyszałyśmy po jakimś czasie głos Susan.
- Tak się martwiłam! Wszystko w porządku?
- Tak, tylko trochę mnie poobijali. I zabrali nóż - pożaliła się.
- Myślałam, że go nie znajdą! Ale... - zaczęłam, ciągle myśląc o tym, jak bezbronna jest i w jakim miejscu.
- Poradzę sobie. Tylko strasznie tu ciemno - pożaliła się. - Trzymają mnie na tyłach auta samą.
- Mamy wszystko pod kontrolą; chłopaki jadą za tobą, a Johnatan...
- Tak, wiem, jest w pobliżu, ty masz lokalizację... - zaczęła, znając tą wersję z planu. Stresowała się najmniej z nas wszystkich. Za to Johnatan wychodził z siebie, jednak uznał, że ona najlepiej sobie poradzi.- Ciii... Idą tu.
W słuchawce słychać było kroki i otwieranie drzwi. Też szamotaninę.
Nagle Susan zaczęła krzyczeć.
- Ktoś dał im o nas znać. Dwa cele, jeden inny ma na imię Oliver, jest z tatuażem w kształcie czaszki... - krzyczała, dopóki nie było słychać głuchego tąpnięcia.
Później sygnał z słuchawki Susan został przerwany.
- Cholera, co oni jej zrobili... - szeptała gorączkowo Natasha.
- Nie wiem. Michael, porwali Susan - powiedziałam do jednego z dwóch mikrofonów. Nadajnik Susan miał już nie odpowiadać na wezwania. - Mają ją. Nie pozwólcie im odjechać... Jadę do was.
- Susan... Co? Właśnie odjechali... Zostań tam, gdzie jesteś - powiedział poważnym tonem.
- Alex, dałam znać Johnatanowi. Czeka na ciebie, mówi, że wsparcie się przyda.
- Świetnie - ruszyłam do wyjścia.
- Weź - krzyknęła, rzucając mi małą słuchaweczkę.
o jacie robi się ciekawie ;)
OdpowiedzUsuń