wtorek, 16 lipca 2013

Zniszczona sukienka

- Jeśli coś pójdzie nie tak, po prostu się wycofaj. Coś z ochroniażami, z środkiem nasennym, z Casimirem, obojętnie z czym... Po prostu zakończ akcję i wyjdź - tłumaczył po raz setny Michael, gdy siedzieliśmy wszyscy razem w busie przecznicę dalej od nocnego klubu.
- Nic się nie martw, Mikey, zero paniki - uspokajała go Natasha. - Zobaczymy to co ona, dzięki soczewkom - zaśmiała się.
Miała naprawdę świetny pomysł  z tymi soczewkami. I z całym tym sprzętem, który zajmował busa.
- Powinnam już iść - spojrzałam na zegarek.
- Zaczekaj! - krzyknął Mike. - Jeszcze coś!
- Tak? - zapytałam zirytowana.
Nastawiłam się na coś w stylu : "Ale uważaj!", "Zabiję cię, jęśli ci się coś stanie!" lub "Na twoją odpowiedzialność!", ponieważ słuchałam tego przez cały dzień, dlatego zaskoczyło mnie, gdy powiedział:
- Pięknie wyglądasz.
- Następnym razem ciebie na misję wyślemy w kiecce i 20 centymetrowych szpilkach - odgryzłam się.
- Wiesz, na tobie to mi się podoba, ale na mnie... - zaśmiał się.
Widziałam, że próbował żartować, ale się martwił. Cieszył się jedynie, że będzie widział każdy mój ruch i wszystko słyszał.
Wyszłam z busa i przeszłam tą przecznicę do klubu.
Na moim ramieniu spokojnie kołysała się torebka z gazem łzawiącym w buteleczce perfum, ładunek do rozwalania zamków w szmince, mały pistolet w kosmetyczce, którego kule rozpuszczały się we krwi powodując niemiłosierny ból i wreszcie środek usypiający w kapsułce na ból głowy. Wszystko genialnej produkcji Natashy.
Przeszukana przez ochroniarza w wejściu od razu zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, tak, jak kazała Natasha.
- Widzisz go? - szepnęłam.
- Koło baru. Czarna koszula, spodnie, skóra, ciemne okulary. Po bokach dwóch ochroniaży i panienka w czerwonym.
- Przyjęłam. Idę tam.
Ruszyłam w stronę baru. Po drodze przyglądałam się mojemu celowi, mógł być w wieku Johnatan'a. A dziewczyna obok niego? Na pewno nie miała nawet 20. Boże, następna chętna za działkę?
Pospiesznie odgoniłam od siebie tę myśl i zmusiłam się do uśmiechu, gdy siadałam za barem. Casimir przyglądał mi się podejrzliwie.
Obdarzyłam go uśmiechem najładniejszym na jaki potrafiłam się zdobyć, mimo, że w głębi serca chciałabym go po prostu zabić.
Odesłał swoją dziewczynę i jednego z ochroniarzy i podszedł do mnie.
- Sama w takim miejscu? Tu może być... groźnie? - zagadnął.
- Chyba się nie boję. Do tchórzliwych nie należę. Ty jesteś...? - zapytałam.
- Casimir. To moja buda. Tak jak wszystkie laski w środku - mrugnął do mnie.
Zrobiło mi się niedobrze, jednak zmusiłam się do utrzymania uśmiechu.
- I właśnie do tych lasek jest ci on potrzebny? Do pomocy? - wskazałam na ochroniarza za nim.
- Alex, wiem, że to wstrętny typ, ale nie denerwuj go! Niech coś zamówi - podpowiadała Nat.
- Wyszczekana. Lubię takie - zaśmiał się i położył mi dłoń na ręce. Szybko ją zabrałam.
- Co jest tu specjalnością? - zapytałam barmana.
- Och, Jack Daniel's jest tu najlepszy - posspieszył z odpowiedzią Casimir. - Chyba że nie chodziło ci o alkohol? - znowu do mnie mrugnął.
Ten skurwysyn się do mnie przystawia? Wolne żarty. Już wyobrażam sobie minę Mike'a.
- Jak najbardziej o alkohol - w alkoholu szybciej działa środek usypiający, pomyślałam.
Parsknął śmiechem.
- Dwa razy Jack Daniel's - zamówił.
Od razu dostaliśmy drinki.
Pogrzebałam pod ladą baru w torebce i znalazłam małą kapsułkę.
Zadzwonił telefon Casimira.
- Pozwolisz, że odbiorę? - zapytał.
- Jasne.
Odebrał i odszedł kawałek, jego ochroniarz za nim.
- Ok, teraz! Owen zagada go na kilka chwil! - rozkazałą Natasha.
Szybko sprawdziłam, czy nikt nie patrzy i wrzuciłam kapsułkę do jego drinka.
Po chwili on i jego ochroniarz podeszli.
- Jakieś bachory robią sobie głupie żarty - prychnął, siadając.
Wziął w dłonie swojego drinka i już miał upić łyk, gdy nagle zapytał:
- A jak ty się nazywasz? Nie przedstawiłaś się jeszcze.
- Carla Joseph. Znajoma Ian'a Barymore'a.
Odstawił drinka.
- Co tam u niego? Słyszałem, że...
Nieporadny barman przewrócił jego drinka, który się wylał.
- Cholera, idioto! Wiesz, co zrobiłeś?! Ja pier...
- Hej, spokojnie - zaśmiał się Casimir. - Nic się nie stało.
- Alex? - zapytała Natasha. - To był jego drink, ten z środkiem usypiającym?
Spojrzałam na Casimira wycierającego mokrą plamę z koszuli.
- To... Nie. To był mój drink - skłamałam cicho.
Tej akcji nie pozwolę spieprzyć.
Casimir spojrzał na moją zatroskaną minę.
- Coś nie tak?
- Nie, po prostu... Duszno tu. Idziemy na zewnątrz? - wypaliłam.
- Jasne - wstał. - Robert, idziemy sami - powiedział do ochroniarza, który ruszył za nami. - Nie potrzebuję pomocy.
Odeszliśmy kawałek w kierunku tylnych drzwi.
- Alex, co ty wyprawiasz?! - usłyszałam głos Natashy.
- Nic - szepnęłam.
- Słucham? - zapytał Casimir, dziwnie mi się przyglądając.
- Nie, nic...
Popchnął mnie na ścianę i wyjął nadajnik zza ramiączka sukienki. Uderzyłam go w twarz.
- Suka! Skąd jesteś?! FBI? CIA?
- Z twoich koszmarów - uderzyłam go w brzuch i wypchnęłam za drzwi.
Złapałam nadajnik i przyłożyłam do ucha.
- Alex?! - usłyszałam Michael'a.
- Spokojnie, małe komplikacje...
- Alex, do cholery...
Dostałam prosto w twarz i poczułam, jak krew cieknie mi z nosa. I cios w plecy. W brzuch.
Jednak utrzymałam się na nogach po jeszcze kilku ciosach i wreszcie kopnęłam tego palanta.
Padł na ziemię i nie mógł się ruszyć. Zaraz, zaraz... Co Nat mówiła mi zanim tu przyjechaliśmy? Że mam paralizator w obcasach? Ale czad!
Złapałam nadajnik leżący niedaleko mnie.
- Podjedźcie przed tylne wejście klubu. Mam dla was prezent - szturchnęłąm nogą Casimira, który patrzał ma mnie z wściekłością.
Spojrzałąm na swoje odbicie w kałuży. Wyglądałam tragicznie. Całą twarz i sukienka we krwi...
- Sukinsynu, zniszczyłeś taką ładną sukienkę!

Przepraszam za brak rozdziału wczoraj, ale dziś odrabiam straty. Odłączyli nam internet na cały dzień, bo coś tam schrzanili przy łączach. W każdym razie Alex wyruszyła na tą swoją misję i nie obyło się bez komplikacji, jak przewidział nasz jasnowidz - kolorowa98 <3
Ale czy przewidzicie reakcję Michael'a na zachowanie ukochanej? :P
Do jutra ;***

2 komentarze:

  1. Musze przyznać, że było mniej ciekawe niż przypuszczałam. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. to było bardzo fajne i BARDZO ciekawe
    moje wyobrażenia przy tym to ziarnko piasku, świetna robota :P
    miło na zakończenie dnia po paru męczących dniach przeczytać sobie taki fajniuśny rozdzialik :D
    reakcja Mike ? no po tym to nie mam zielonego pojęcia, dumny, troskliwy, wkurzony ?
    zaskocz mnie i tym razem :**

    OdpowiedzUsuń