sobota, 13 lipca 2013

Wiem

- Jezu, było fantastycznie! - Nat nie mogła przestać mi opowiadać o swojej wczorajszej randce z Owenem. - On i ja jesteśmy sobie przeznaczeni! Owen jest taki uroczy i w ogóle...
- No, fajnie.
Taaa, bardzo fajnie. Może i jest ciekawie, jak się słucha tego opisu pierwszy raz, a nie setny.
Bo wczoraj o 12 w nocy zadzwoniła do mnie i mi to opowiadała.
- I wiesz co było dalej.... No nie mogę...
- Tak, wiem, pocałował cię i powiedział "Słodkich snów, mała", a ty poszłaś do domu - położyłam się na biurku i zakryłam uszy rękami.
- Tak, pocałował mnie! Czy to nie wspaniałe?
- Wspaniałe jak cholera - mruknęłam.
- Ale ty mnie nie słuchasz!
Wzruszyłam ramionami. Boże, zaraz chyba zwariuję. Spojrzałam na Owena, który siedział po drugiej stronie gabinetu. Pewnie w coś gra.
Ze swojego gabinetu wyszedł Mike z Sean'em.
- Tak jak wam wiadomo, mamy za zadanie schwytać Casimir'a Whelan'a. Facet jest odpowiedzialny za włamania do sieci CIA i handel bronią oraz narkotykami, oskarżony o zabójstwo podczas porachunków mafii, więc my musimy go zwinąć. On niczego nie podejrzewa i w nocy wybiera się na imprezkę, którą organizują jego kumple. Wpływowi i niebezpieczni, jak on. Bardzo trudno dowiedzieć się, gdzie jest, ale właśnie dostałem cynk, więc musimy tej akcji nie spieprzyć.
Ponoć gdy mnie jeszcze nie było w biurze, jedną akcję z Casimire'm spieprzyli.
- Potrzebujemy kogoś, kto zajmie się nim w środku, ale mamy tylko jedno zaproszenie.
- Ja mogę! - powiedziałam.
Skopać tyłek zwyrodnialcowi? Jasne!
Michael popatrzał na mnie i zmarszczył czoło.
- Musimy pamiętać, że mimo kamer monitoringu, do których podłączy się Nat, może to być niebezpieczne. Ja nie mogę pójść, bo mnie już zna - skrzywił się Mike. - Będę na zewnątrz przecznicę dalej z resztą, a jedna osoba wchodzi, dosypuje mu środku usypiającego do drinka i wywabia z klubu...
- Ja mogę to zrobić - powiedziałam.
Zgromił mnie wzrokiem.
- I chyba wszyscy zgodzicie się, że powinien pójść Sean - dokończył wreszcie.
Poczułam, jak robię się coraz bardziej czerwona ze złości. Wściekła podeszłam do Michael'a i zapytałam przez zęby:
- Możemy porozmawiać?
- Za chwilę.
Nie wytrzymałam. Nic z tego nie rozumiałam. Nie chciał dopuścić mnie do akcji! Chociaż ja sama się zgłaszałam.
- Michael, co ty odstawiasz?! Jaki Sean? Dlaczego on?
- Bo ja nie mogę pójść - wydawał się tym faktem rozzłoszczony. - Nat zajmie się monitoringiem, Owen przyda mi się na zewnątrz razem z tobą... Sean wywabi go ledwie przytomnego z klubu, już to omówiliśmy, prawda Sean? Znasz plan?
- Nie rozumiem cię - przerwałam jego rozmowę z Sean'em. - Potrzebujesz obstawy klubu na zewnątrz i kogoś, komu facet zaufa w środku. Komu prędzej zaufa, mi czy jemu?
- Faktycznie, Alex ma rację - przyznali Sean z Owenem.
- Cicho! Omawialiśmy to, działamy z planem.
Zaśmiałam się.
- Michael, ten plan jest badziewny! Do dupy! - byłam coraz bardziej rozzłoszczona. - Dobrze wiesz, że jeśli ja wejdę, będzie mniej podejrzliwy, niż jeśli zobaczy obcego osiłka! Nie rozumiem cię, myślałam, że dbasz o dobro misji...
- Ale bardziej dbam o twoje dobro! - wydarł się.- On jest niebezpieczny. Jeśli coś pójdzie nie tak...  Sean jest szkolony przez CIA do takich misji, da radę...
- A uważasz, że ja nie dam?! - to, co powiedział, było ciosem poniżej pasa.
- Kłótnia dorosłych - prychnął Owen.
Zignorowaliśmy go oboje.
- Nie chcę ryzykować, że się nie powiedzie, że coś ci się stanie... - mówił łagodnie.
- Nie chcesz, aby coś się stało?! Więc zmniejsz ryzyko! Weź mnie do tej misji!
- Nie - powiedział stanowczo.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze.
- Kocham cię, ale nie będę cię słuchać! Za wszelką cenę chcesz mnie chronić, ale nie patrzysz, jak ja się z tym czuję. Uważasz, że nie dam rady z tym zadaniem, choć robiłam, wszyscy robiliśmy, już nie takie rzeczy. Odpuść, Michael.
Spojrzałam na niego zimno, ale jego spojrzenie złagodniało. Była w nim troska i... Błaganie.
Ale ja nie zrezygnuję, to dobra decyzja. Najlepsza.
- Świetnie - jego głos, jak i wzrok na powrót stały się lodowate. - Natasha; monitoring i pluskwy. Sean, Owen i ja; obstawa klubu. Alexandra wchodzi do środka. Dzięki wszystkim, możecie już iść. Nat, zostaniesz i przygotujesz sprzęt w busie?
- Jasne.
- W takim razie, to wszystko.
Ruszył w stronę swojego biura.
Cholera.
- Michael! - zawołałam  i poszłam za nim.
Wpadłam do jego biura kilka sekund po nim. Okrążył biurko i usiadł na krześle.
- Michael, ja...
- Przepraszam - schował twarz w dłoniach. - Masz rację, nie chcę cię dopuścić do akcji. Martwię się.
- Wiem.
- Tam może być niebezpiecznie. Whelan i jego kumple, mafia...
- Wiem.
- Będziesz tam sama, nie będziemy mieli nikogo innego w środku.
- Wiem.
- Jeśli coś pójdzie nie tak, będziesz musiała sama coś wymyślić i improwizować, by doprowadzić misję do końca. I dopilnować, by nic ci się nie stało.
- Wiem.
Poderwał się gwałtownie z krzesła.
- Do cholery, nie wiesz! Zawsze byłaś z kimś, nie sama. Nie byłaś w takiej sytuacji!
- Byliśmy w gorszej sytuacji, w starej fabryce, gdzie trzymali Evelyn, gdy je porwano...
- Ale wtedy zawsze byłem obok. I zawsze mogłem cię chronić!
Cholera. Więc o to chodzi. Zawsze ją chronił.
Przed prawdą o Oliverze. Przed Luke'iem w fabryce. Przed kulą podczas porwania, gdy to niemal nie umarł, zasłaniając ją własnym ciałem... Nawet w pierwszy dzień ich znajomości, gdy uratował ja przed facetem z nożem, tam, na uliczce.
Teraz zrozumiałam, dlaczego zawsze był przy mnie. Od zawsze mnie kochał. Odkąd mnie tylko poznał.
Jak mogłam go nie posłuchać, skoro chce dla mnie jak najlepiej? Troszczy się o mnie. Martwi się.
- Michael, nie musisz zawsze być przy mnie, tuż obok - powiedziałam, a on się skrzywił. - Potrafię o siebie zadbać.
- Jesteś odpowiedzialna za misję - podszedł do mnie i złapał mnie za ręce. - Jesteś odpowiedzialna za to, by nic ci się nie stało. Rozumiesz?
- Tak.
Naparł swoimi ustami na moje usta i pocałował, powoli, z uczuciem.
- Wierzę ci. Kocham cię.
- Ja też cię kocham.
- Jedźmy już.

I jak? Panie i panowie, udowadniam właśnie wszystkim, że nasza kochana parka nie jest idealna i nieraz potrafi sypnąć sobie po kilka ostrych słówek. Pierwsza kłótnia za nami ;D
Ale jeszcze nie ostatnia, wiele przed nami.
Miejmy nadzieję, że to tylko potęguje ich uczucia względem siebie. 
Ciekawi mnie, po czyjej stronie staniecie? Kto ma rację? Alex czy Mike?
PS.
Ja nadal dodaje w poniedzialki, srody i piatki. Po prostu w czwartek dodalam wieczorem, bo piatek mialam zajety. Ciesze sie, ze ktos zaglada tu nawet wtedy, gdy nic nie dodaje. A dzisaj taki bonus dla czytajacych.
(Przepraszam za polskie znaki, mam problemy z klawiatura)

2 komentarze:

  1. Jej, szykuje się kolejna akcja. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tam jestem w Alex Team !
    Alex rządzi :P
    musi wszystko pójść łatwo i sprawnie, ale nie obraziłabym się za jakieś drobne usterki i niedogodności, wtedy będzie znacznie ciekawej ;)
    ale doskonale wiem, że nas zaskoczysz
    czyli widzimy się w poniedziałek :***

    OdpowiedzUsuń