Cały dzień siedziałam z domu.
Ze świadomością przeszłości czułam się okropnie.
Sonya nalegała na spotkanie, ale nie chciałam wyjść z domu, wymyśliłam jakąś głupią chorobę. O swojej nowej wiedzy nie powiedziałam nikomu, nawet przyjaciółce. Czy byłam tchórzem? Może tylko staram się sama uporać z sytuacją? W każdym razie, nie chciałam nikogo widzieć .
Rano zadzwonił telefon. Dziś wprowadzamy nasz plan w życie.
Odpychając od siebie wydarzenia poprzedniego dnia i natrętne myśli, pojechałam do biura.
Sonya dziwnie mi się przypatrywała. Postanowiłam o wszystkim jej opowiedzieć.
Podczas gdy czekaliśmy na sygnał dojechania na miejsce z Johnatanem, relacjonowałam cicho Natashy wydarzenia wczorajszego dnia.
- To nie dotyczy ciebie - powiedziała mi.
Nie chciałam nic mówić. Pokręciłam tylko głową, mając nadzieję, że dziewczynie to wystarczy. Chyba zrozumiała. Czułam, ze stajemy się przyjaciółkami.
- Michael, już na miejscu? - zapytała Natasha, zwracając się do wielkiego monitora.
- Tak, Susan idzie do nich. Tak jak w planie, chce działkę. Zobaczymy co dalej - zakomunikował Mike.
Zdawał relację co chwilę, wszystko było jak trzeba. Gdy bus ruszył, Michael pojechał za nim, razem z Lukiem.
- Susan, jak tam? - zapytała Natasha.
- Dobrze mi idzie. Jadę z nimi, powiedzieli, że muszę zarobić na działkę.
A więc kamuflaż naprawdę działa? Susan była przebrana za narkomankę. To zawsze takich ludzi uprowadzali - uzależnionych, zrobiących wszystko dla narkotyków.
A później sprzedawali. Teraz miał nadejść ich koniec.
- Zostaw, co robisz?! - słychać było w szamotaninie krzyk Susan.
- Susan, co się... - zaczęłam szybko mówić.
- Ciii! - nakazała mi Natasha. - Porywają ją, zgodnie z planem.
Później nie słyszałyśmy już nic. Zaczęłam się martwić. Michael mówił, że wszystko jest z planem - auto jedzie dalej.
ale się porobiło ;)
OdpowiedzUsuńTo dopiero początek ;p Jak ja już chciałabym pisać te najlepsze momenty!
OdpowiedzUsuń