czwartek, 18 kwietnia 2013

Pierwszy dzień

Wstałam rano i szybko naszykowałam się do wyjścia. Cały czas myślałam tylko o tym, jak ważny to dzień i że muszę w pełni się wykazać. Dać z siebie wszystko. Miałam nadzieję na jakieś śledztwo, ale niestety - znając moje szczęście dostanę papierkową robotę i umrę z nudów.
O ile mój wybawca-prześladowca nie zamęczy mnie na śmierć.
Usłyszałam dzwonek telefonu. Szybko odebrałam, kierowana przeczuciem że to Sonya. Nie mogłam się bardziej pomylić.
- Co tam? Jeśli chodzi ci znowu o ten wyjazd, wiesz, że nie mogę. Ale może za to skoczymy dzisiaj na kawę? Po pracy, przyjadę do ciebie... - zamilkłam, zdziwiona że przyjaciółka do tej pory mi nie przerwała. - Sonya, jesteś tam?
- Oh, na kawę chętnie z tobą pójdę, ale całkowicie nie wiem o jaki wyjazd ci chodzi - oznajmił poważnie Michael.
Chyba zapadnę się pod ziemię.
- Przepraszam... Myślałam, że to Sonya... - zaczęłam się tłumaczyć do słuchawki.
- Dobrze o tym wiem, ale zawsze warto mieć nadzieję - usłyszałam śmiech. - Dobra, mniejsza z tym. Mogłabyś przyjechać wcześniej? Mamy w biurze sprawę do załatwienia. Wykaż się - i nie czekając na odpowiedź rozłączył się.
Trudno, podniosę rzuconą mi rękawicę.  Mam szansę się wykazać. Szybko znalazłam kluczyki od samochodu, wzięłam kurtkę i ruszyłam do wyjścia.

W wielkim budynku należącym do biura śledczego Lawrence'a znajdowało się wiele biur i pokoi. Próbowałam zbytnio nie ekscytować się myślą, że jedno z biurek w gabinecie (najmniejszym, ale zawsze) należy do mnie.
- Od naszych pracowników wymagamy zaangażowania w pracę, jednak nie oczekujemy nadludzkiego wysiłku. Musicie natomiast być odpowiedzialni i sumienni. Nietoleruje niesubordynacji - ciągnął właściciel biura, Johnatan Lawrence, mój pracodawca i ojciec Michaela.
Można było dopatrzeć się w nich podobieństwa - podłużna tważ, ciemne włosy, dobrze zbudowana sylwetka i przystojna twarz. Michael był młodszą wersją ojca.
- Widziałem twoje dokumenty... - zaczął  Johnatan. Kazał mi mówić do siebie po imieniu.
- Ja też - parsknął śmiechem Michael. Oboje go zignorowaliśmy.
- ... I masz naprawdę niezłe referencje. Studia zdane z jednym z najleprzych wynikiem, wyróżnienie na pierwszym roku. Do tego jeszcze treningi. Dobrze trafiłaś, tym bardziej, że możesz się wykazać, na co cię stać. Prowadzimy śledztwo i chciałbym, abyś przyglądał się całemu jego przebiegowi.
Super, więc jednak nie czeka mnie nuda za biurkiem. Ale tylko się przyglądać? Cóż, na początek dobre i to.
- Michael i Luke oprowadzą cię po biurze - kontynuował Johnatan. - Ja wracam do pracy.
I odszedł zostawiając mnie razem z Michaelem i szczupłym, wysokim, jasnowłosym chłopakiem, którym był Luke.
- Dalej mamy  archiwum z dokumentacją spraw, gabinety, pracownie informatyczną tutaj... - gdy szliśmy, Michael cały czas wskazywał odpowiednie drzwi. Gdy doszliśmy do pracowni informatycznej, wpuścił mnie do środka, po czym chłopcy weszli za mną.
- To jest Natasha, najwybitniejsza informatyczka i haker na całym świecie - przedstawił mi niską, chudziutką dziewczynę o ciemnoczekoladowych włosach, stukającą w klawiaturę stojącą na wielkim biurku zastawionym sprzętem elektrycznym.
Wyglądała dokładnie jak moje przeciwieństwo - ja miałam jasną cerę, długie blond włosy i byłam od niej o kilka centymetrów wyższa.
- Nie przesadzajcie chłopaki - uśmiechnęla się do mnie. - Miło cię poznać. Nawet nie wiesz, jak trudno pracować z samymi facetami. I Susan - powiedziała, ściskając mnie na powitanie.
- Susan nie jest taka zła. Tylko ciebie nie lubi - wypomniał jej Luke.
- W końcu zajęłam jej miejsce - parsknęla dziewczyna. - Ale ma przecież swoje obowiązki. Prawa ręka szefa - szepnęła, teatralnym gestem zakrywając usta. Wyglądało to tak, jakby zdradzał mi największą tajemnicę biura. - Michael! NIE DOTYKAJ TEGO!
Michael właśnie miał w ręce tablet, który wcześniej leżał na biurku Natashy.
- Oj, daj spokój. Nie popsuję.
- Tak, laptopa też miałeś nie popsuć - wypomniała mu.
- To przez te głupie zabezpieczenia. Siedem haseł? To lekkie przegięcie.
- A po co ci on? To prywatne. A jak będziesz grzeczny, to sama zdęjmę ten podsłuch z twojej komórki.
Luke przerwał tą sprzeczkę:
- Dobra, ludzie, przyszliśmy tu, żeby zapoznać się ze sprawą! Natasha, dawaj dokumenty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz