wtorek, 16 kwietnia 2013

Michael

Siedziałam piekielnie obrażona w samochodzie czekając na Michaela.
Tak miał na imię mężczyzna, który mnie uratował, a którego miałam ochotę z całego serca zabić. Nie dość, że nie pozwolił mi samej jechać do domu i powiedział, że mnie odwiezie, to na dodatek powiedział wszystko Sonyi.
Bo gdy moja przyjaciółka zadzwoniła, pozwolił sobie odebrać mój telefon i wszystko jej powiedzieć! Teraz czeka u mnie w domu. Po prostu pięknie!
- Musisz stawić się tu za dwa dni. Jak samopoczucie? - zapytał wesoło, wyjeżdżając ze szpitalnego parkingu.
- Nie mam do domu daleko. Mogę sama pójść - wycedziłam, bardziej zła za jego gadatliwość niż za nadopiekuńczość.
- Jesteś skazana na mnie. Dostałaś pracę w biurze mojego ojca. Jutro pierwszy dzień, nie zapomnij! - zaśmiał się jeszcze głośniej.
- Skąd...? - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Alexandra Black? Studentka, która dostała staż w biurze detektywistycznym Lawrence'a? Trenujesz boks w piątki, środy  i soboty, mieszkasz na końcu miasta, jedynaczka, adoptowana... - wyliczał. Gdy zobaczył moją zdziwioną minę, dodał: - Sprawdziłem twoje dokumenty, gdy byłaś w gabinecie. Ładne zdjęcie w dowodzie.
- Zabije cię - ostrzegłam.
Przez resztę drogi jechaliśmy w milczeniu. To znaczy ja, bo Michael gadał jak nakręcony. Nawet go nie słuchałam. Gdy dojechał pod dom, nie miałam zamiaru wysiąść z samochodu. Miałam plan.
- Wysiadasz, czy nie? - zapytał, otwierając drzwi od mojej strony.
Nie wiem czego się spodziewał, ale raczej nie tego. Szybkim ruchem próbowałam go uderzyć. Złapał mnie za rękę.
- Nie złość się. Ja tylko szukałem informacji o tobie.
- Jakim prawem przeszukałeś moją torebkę... - zaczęłam.
- Takim, że uratowałem cię przed psycholem. Nie ma za co. A tak wogóle, w co ty się wpakowałaś?
- Ja?! Myślisz, że wyszłam na ulicę, żeby jakiś palant dźgnął mnie nożem? Masz mnie za stukniętą?
- Nieważne - westchnął. - Ja już chyba pojadę.
Wysiadłam. Nagle z domu wybiegła Sonya.
- Alex, co to było? Tak się przestraszyłam, jak usłyszałam... - przerwała, patrząc na Michaela.
- Witaj Sonya - uśmiechnął się szeroko.
- Michael? Co ty tutaj robisz? - zapytała zdziwiona.
- Znacie się? - spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Tak, kumpluje się z jej bratem - wskazał na Sonyę. - To ja już pojadę.
Gdy wsiadł do auta, opuścił szybę.
- Alexandro, zadzwonię. Nie złość się, ale twój numer też sobie wziąłem.
Zacisnęłam dłonie w pięści, gdy odjeżdżał z uśmiechem. Boże, dlaczego akurat on? I jeszcze mam z nim pracować?
- Ale ja ci zazdroszczę! On jest taki przystojny! Jak w bajce; piękny książe wybawia cię z opresji...
- Sonya, to jest i d i o t a, nie książę - zaśmiałam się.
- Ale się jeszcze spotkacie?
- Niestety. Wiesz, że dostałam się na staż. Okazuje się że... - i zaczęłam jej wszystko wyjaśniać.

2 komentarze:

  1. bosko piszesz, też bym tak chciała ; P
    fajnie się zaczęło ; D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy tak bosko, bo brakuje mi weny :-))
    Ale dziękuję, dziękuję ;*

    OdpowiedzUsuń