sobota, 20 kwietnia 2013

Dziedziczka

- Moi rodzice byli właścicielami jakiejś wielkiej firmy? - zapytałam oszołomiona.
- Tak, na pewno. To są rządowe akta - stwierdziła fachowo Natasha.
- A co oni mieli wspólnego z rządem?! - wybuchnęłam.
Spojrzał na mnie dziwnie.
- To tak jakby pralnia pieniędzy - wyznał, niepewna mojej reakcji.
- Jak to możliwe? - nie mogłam w to uwierzyć.
Moje wyobrażenie rodziców jako idealnych, kochających ludzi okazało się jednak kruche, w każdej chwili gotowe rozpaść się w proch.
- Firma zajmowała się przetargami, grali na giełdzie... Po śmierci twoich rodziców Blackowie sprzedali ją . Od razu, bez czekania na odpowiedniego klienta, jak gdyby wszystko związane ze sprzedażą było już ustalone.
- Dlaczego nic mi nie powiedzieli? Jak mogli to ukrywać?! Do cholery, powinnam o tym dowiedzieć się od Livy albo Damona, a nie ze zhakowanych akt rządowych! - wybuchnęłam, dając upust całej frustracji i zamętowi, jaki miałam w głowie.
- Może nie chcieli cię denerwować? Skoro teraz tak reagujesz, jak mogłabyś to przyjąć jako dziecko? - zasługerowała delikatnie.
- To nie to samo.
- Jest coś jeszcze... - dodała po chwili, czytając dalej. - " Alexandra, córka wyżej wymienionego małżeństwa, przedstawicieli; właścicieli firmy jest jedyną żyjącą spadkobierczynią". Twoi przybrani rodzice próbowali zrzec się firmy, ale decyzja należy do ciebie.
- Nie, dobrze zrobili choć w jednej sprawie. Nie chcę żadnych udziałów - niemalże krzyknęłam.
Zaczęłam zbierać się do wyjścia. Miałam do odbycia na pewno niezbyt miłą rozmowę z Damona. Jako brat mojego ojca wiedział wszystko. Pewnie brał w tym wszystkim udział.
- Gdzie idziesz?
- Do Damona. Wytłumaczy mi kilka kwestii. Nie będzie dłużej kłamstw.

Szybkim krokiem weszłam do wnętrza idealnego domu. Idealnego pod względem wystroju, atmosfera panująca we wnętrzu była przytłaczająca.
Zapracowani właściciele, których nigdy nie było w domu. Chłodni i wyniośli.
Pełno ochroniarzy i służby.
Na każdym kroku powracające wspomnienia.
Szłam jednak dalej, aż wreszcie stanęłam przed drzwiami gabinetu ojczyma. Nie zastanawiając się długo, otworzyłam drzwi i weszłam do środka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz