Otworzyłąm oczy i sięgnęłam po ten głupi telefon. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zamiast odebrać nie rzucić nim o ścianę, bo kto tak wcześnie dzwoni do ludzi. Ale na zegarku była już 10,2! Muszę się szybko zbierać, bo o 4 przyjeżdża Nicole z Victorią, bo z powodu ujawnienia prawdziwej tożsamości Evelyn pojawiło się wiele pytań (a to wszystko działo się gdy siedziałam przy Michaelu, w szpitalu) i teraz matka razem z Blackami wyjeżdża... Gdzieś tam.
Tymczasem telefon nadal dzwonił. Odebrałam.
- Słucham? - burknęłam zaspana.
- Mogłąbyś przyjechać? Jest coś, co chciałabym... - zaczęła bez przywitania Susan.
- Tak, dobrze spałam, dziękuję za troskę! I nie, nie martw się, że obudziłaś mnie kolejną sprawą, chociaż na razie miał być urlop!
- Przepraszam! - zaczęła się tłumaczyć. - Nie chodzi o sprawę. Bo mamy ten urlop. Po prostu to jest taka inna sprawa... Przyjedziesz?
Byłam całkiem zdenerwowana jej gadaniem od rzeczy. Nie ma sprawy, ale jest "taka inna sprawa"? I gdzie ja mam jechać?
- Susan, ja nie wiem, czy to dlatego, że przed chwilą wstałam i mój mózg nie pracuje jeszcze na pełnych obrotach, ale nie rozumiem o co ci chodzi - stwierdziłam. - Możesz jeszcze raz, ale teraz daj mi szansę na zrozumienie?
- Przyjedź! Jaśniej się nie da!
- Ale gdzie?! Biuro? Czy może podasz adres? - coraz bardziej się irytowałam.
Moja zwykła wyrozumiałość i cierpliwość znikła razem ze snem.
- Do mnie, do domu.
I się rozłączyła. No nie mogę! Jeśli nie wykończą cię kulką to psychicznie! Do kogo mam złożyć skargę? Chyba nawet prezydent nic nie poradzi. Halo, jestem detektywem, nie medium! Nie widzę przysłości i nie czytam w myślach!
Wzięłam prysznic i zebrałam się najszybciej jak mogłam, bo skoro nasza zawsze opanowana Sus zaczyna gadać od rzeczy, co dzieje się z resztą? Oni też tam będą?
Wsiadłąm w samochód i już po chwili wysiadłam przed wielkim domem należącym do Susan. Gdy weszłam na posesję, od razu przy mnie zajwił się wielki ciemny pies.
No świetnie. Mam stać w miejscu, czy się ruszyć? Ten pies warczy i pokazuje zęby! Nie trzebabyło wchodzić na podwórko!
- Susan?! - zawołałam niepewnie.
Po chwili zobaczyłam Owena wychodzącego zza domu.
- Kora! - zawołał na psa.
Ten natychmiast dał mi spokój.
- Co to za cyrk? - zapytałam chłopaka.
- Ty myślisz, że ja wiem. Budzą porządnych ludzi po południu z rana i każą przyjeżdżać. Nawet ich tu nie ma, powinni zaraz być.
Zaprowadził mnie na tyły domu, do ogrodu, gdzie już siedział zaspany Michael i jak zwykle tryskająca energią Natasha.
Michael pocałował mnie na przywitanie, a Mała od razu mnie uściskała.
- Jak ja cię dawno nie widziałam! - stwierdziła.
- No tak, kilka dni - zaśmiałam się. - Dużo tych kaw wypiłaś? Cz tego energo-świństwa?
- Ważne, że daje kopa.
Pokręciłam głową. Usiedliśmy na jednej z ławek i rozmawialiśmy. O kompletnych głupotach.
- Natasha, o co chodzi z tymi superbohaterami? - zapytał nagle Mike.
Parsknęłam śmiechem, zawtórował mi też Owen i Nat.
- Co? W głowie ci się poprzewracało?! - zapytała ze śmiechem.
Zrobił dziwną minę.
- Alex? Myślałam, że nasze oceny filmowych postaci zostają tylko między nami? - zwróciła si ę do mnie z udawaną złością.
- Michaela zastanawia fakt, dlaczego toleruję tylko Spiderman'a - i parsknęłyśmy śmiechem, mimo irytacji chłopaków.
- Bo... Superman to... Ciota, a Batman to pedał - udało się wydusić Natashy, w przerwach między napadami śmiechu.
- Masz zły wpływ na moją Alex - powiedział Michael, przysuwając mnie bardziej do siebie.
- Dobrze, że nie wiesz, co jest nie tak z Hulk'iem - parsknęła.
Owen pokręcił głową.
- Hulk rozwali was wszystkich - zapowiedział, udaj ąc swego bohatera.
- Nawet Spiedrman'a? - zapytałam, wstając.
Już po misji, pomyślałam. I miałam zmierzyć się z Owenem.
-Rozwalę cię jedną ręką - powtórzył swoje słowa sprzed kilku tygodni.
- Nie, nie, nie. To ty będziesz potrzebował jakiejkolwiek szansy.
Skoczyłam na niego. Oczywiście, to była tylko zabawa, więc nie uderzałąm mocno. Skoncentrowałam się tylko na przewróceniu Owena.
- Tak jest! - krzyknął Michael, gdy Owen upadł na ziemię. - Moja dziewczynka!
I przyszedł mnie uściskać. Ale ja miałam inne plany. Przewróciłam też jego.
Nagle poczułam jak coś ścina mnie z nóg. Upadłąm obok chłopaków i zobaczyłam Natashę nad nami.
- Złóżcie pokłon Spiderman'owi w wersji kobiecej! - darła się.
I w sekundę ucichła, gdy spojrzała na stojące przy wejściu do ogrodu dwie postacie patrzące na nas z niedowierzaniem.
- Wstawajcie, szybko! - syknęla do nas. - Poprzewracali się - wyjaśnoła z niewinną minką Johnatanowi i Susan, którzy z uniesionymi brwiami patrzyli na nas.
Ociężale poszłam w ślady Michaela Owena i podniosłam się.
- Co od nas chcieliście? - zapytał Mike.
Popatrzeli po sobie niepewnie.
- Zaręczyliśmy się - wydukał w końcu Johnatan.
- Ślub za dwa tygodnie - skakała ze szczęścia Susan.
- TO WSPANIALE!
I jak się podoba? ;D Ja płakałam ze śmiechu, gdy to pisałam. A dziś jeszcze jeden, mój karny. Johnatan i Susan <3
LOL czy twoje opowiadanie zbliża się do końca czy zmieniłaś branże i zaczęłaś pisać romansidła ; D ??
OdpowiedzUsuńwagarowiczka ; D
ja jutro nie idę do szkoły ; P