poniedziałek, 3 czerwca 2013

Nie, nie, nie...

- Sonya? - stanęłam zszokowana, ale nie opuszczałam broni.
Pokręciła głową ze smutnym uśmiechem.
- Sonya Ross nigdy nie istniała. Ale Lena... - przerwała na chwilę, by spojrzeć mi w oczy. - Lena Silver...
Silver. To o to tu chodziło.
- Córka Olivera Silver i Madeline Swan... - kontynuowała.
Cofnęłam się o krok i wpadłam na Seana.
- Nie, to niemożliwe, Sonya...
- A ten cały cyrk po to, by pilnować ciebie i Damona - pod uśmiechem ukrywała smutek. - Ale nie mogłam nic zrobić, kiedy już się dowiedziałaś. Zniknij, póki masz czas, rozumiesz?! - krzyknęła. - Najlepiej byłoby, gdybyś po prostu zniknęła!
Opuściła pistolet. Sean natychmiast podszedł jeszcze bliżej z pistoletem. Złapałm go za rękę.
- Sonya...
- Sonyi nie ma. Nigdy nie było.
- To właśnie Sonya stoi teraz przedemną. Nie jesteś taka jak oni...
- Nie wiesz, jaka jestem! Do cholery, nigdy nie potrafiłaś dostrzec tego, że nie jestem sobą! Nie znasz mnie!
Nie mogłam uwierzyć, w to, co mówi. Jak mogła mnie o to obwiniać?
- Mogłabym pomóc, gdybyć tylko powiedziała...
- Nie mogłam!
- Więc powiedz mi coś teraz. Musimy stąd wyjść, jak najszybciej. Gdzie Evelyn i Nicole?
Pokręciła głową.
- Nie ma czasu, uciekaj! - machnęła na mnie ręką.
- Gdzie? - nie dałam za wygraną.
- Na dole, jest takie pomieszczenie, ale...
Nagle do pomieszczenia weszła drobna, rudowłosa kobieta podobna do Sonyi.
- Lena! - krzyknęła i rzuciła się w stroną córki.
Sean natychmiast przeniósł pistolet w jej stronę, ja zrobiłam to samo. Madeline zamarła.
- Lena, zastrzel ich! - krzyknęła kobieta, widząc pistolet w rękach Sonyi.
Dziewczyna nie drgnęła.
- Sprowadź pomoc, zrób coś do cholery!
Sonya pokręciła głową.
- To chyba koniec. Gdzie kobiety, które porwałaś?! - krzyknął Sean.
Uśmiechnęła się i rzuciła na mnie. Sean złapał ją i przystawił jej lufę do głowy.
- Ani ruchu - ostrzegł.
W jej dłoni zaświeciło ostrze noża i Sean syknął, gdy go przecięła. Nogawka jego spodni zabarwiła się natychmiast na czerwono.
Wycelowałąm w nią, Sonya dalej siedziała nieruchomo pod ścianą.
- Zabiję cię! - krzyknęłam.
- Nie dam wam tej satysfakcji - mruknęła, wbijając sobie nóż w brzuch.
Sonya krzyknęła i rzuciła się w jej stronę.
- Sonya, musimy iść. Nie pomożesz jej - wzięłam ją pod rękę i szybko wyszłyśmy.

- Są w pomieszczeniu na dole, w piwnicy - przekazałam Michaelowi, który dołączył do Sus i Johnatana.
Razem z Seanem miałąm dołączyć do Natashy i Owena.
- Postrzelili Owena! - poinformowałą nas Nat. - Ale wyszkolonymi bandytami nazwać ich nie można. Rozłożyłam pięciu - zaśmiała się.
- Idziemy do was. Jest tam jeszcze ktoś?
- Pełno snajperów, chyba CIA. Połowa weszła do budynku, reszta została.
- CIA? - zdziwił się Sean. No tak, przecież to oni zdradzili.
- Tu trwa jakaś cholerna strzelanina, wszędzie śmigają kulki.

Wyszłam z budynku i obok głowy przeleciał mi nabój. Uniosłam ręcę do góry i ostrożne wyszłam. Sean zrobił to samo.
- Sean? - usłyszałam głos.
- Na dole są ludzie, musicie im pomóc.
- Sean, my... - zaczął tłumaczyć nieco podstarzały facet z CIA.
- Nie ojcze. Pomóż im. Nie mi się tłumacz.
Mężczyzna skinął głową.
- Mamy Olivera.
Ta informacja na mnie zadziałała.
- Muszę go zobaczyć.

Oliver. Oliver Silver. Mężczyzna, którego śmierci pragnęłam odkąd poznałam prawdę siedział teraz przedemna w kajdankach i pilnowany przez grupkę snajperów.
Podeszłam i uderzyłam go w twarz.
- Jest i Alexandra.
Uderzyłam go jeszcze ras. Syknął z bólu.
- Charakter masz po ojcu - uśmiechnął się. - Ale wygląd po matce.
- Nie masz prawa mówić o moich rodzicach! - syknęłam. - Powinieneś nieżyć.
- Wiem, co zrobiłem i że jest to...
Uderzyłam go kolejny raz.
- Nie będę wysłuchiwałą łzawych przeprosin. Dobrze wiesz, co robiłeś...
- Ale to jest życie, które wybrałem. Myślisz, że najlepszą karą dla mnie jest śmierć? - zapytał retorycznie. - Nie sądzisz, że chodzi tu o  życie z poczuciem winy?
- Do tego potrzebne jest sumienie. Ty go nie masz - warknęłam.
- Ale mam kogoś, kogo kocham, a kto cierpi - powiedział.
To mnie zdziwiło. Zabójca mojego ojca i siostry i mężczyzna, który więził moją matkę ma uczucia?
- Lenę. Mam do ciebie tylko jedną prośbę. Albo nie, nie rób tehgo dla mnie. To twoja przyjaciółka.
- Nie. Ja nawet nie znam Leny - powiedziałam z kamienną twarzą.
- Mamy dziewczyny - usłyszałąm w nadajniku, który znajdował się w moim uchu.
Szybko wyszłam i skierowałam się do placu obok budynku.

- Jejku, jak ja się o was wszystkich martwiłam! - uściskałąm Michaela. - Gdzie Evelyn i Nicole?
Michael zaśmiał się cicho.
- Czekają w śmigłowcu - powiedział cicho. - Już po wszystkim?
- CIA pod dowództwem Seana sprawdza cały teren, śmigłowcami zabierają stąd ludzi...
- A co z Owenem?
- Natasha poleciała razem z nim. Ale został postrzelony w ramię, więc jak twierdzi "nic poważnego" mu się nie stało. Sean też jest ranny, ale odmówił pomocy. I oczekuje wyjaśnień - dodałąm.
- Musimy mu powiedzieć - skinęłam głową. - A co z Sonyą? - zapytał zmartwiony. Najwyraźniej Natasha przekazała mu już o niej informacje.
- Pilnują jej w śmigłowcu. A tobie nic nie jest? Albo mamie, albo Nicole?
- Obeszło się na siniakach. Chodźmy już. Czekają tylko na ciebie - powiedział Michael.
Już po wszystkim. Nareszcie.
Złąpał mnie za rękę i zaczęliśmy iść w stronę śmigłowca. Koniec tego wszystkiego...
- No to co, co z naszą randką? - zapytał chłopak z uśmiechem.
- Ja... - nie wiedziałąm, co odpowiedzieć...
- Uważaj! - Michael popchnął mnie na ziemię.
Usłyszałam wystrzał, a po chwili na jakąś postać w cieniu budynku rzuciło się kilku ludzi z CIA przeszukujących teren. Osobę z pistoletem.
- Michael, nic ci nie jest?! - krzyknęłam.
Chyba został postrzelony. Czerwona plama na koszuli, w miejscu serca...
- POMOCY!!! - krzyczałam.

1 komentarz:

  1. no tak nie byłabyś sobą, gdybyś pozwoliła żyć Alex i Michaelowi w głębokim uczuciu i z gromadką dzieci, musiałaś go postrzelić
    oż ty ; D
    ciekawe czy przeżyje, czy bd tak jak mówiłaś, że może być ?
    jestem głodna odpowiedzi ;)
    do środy i weny ; 3

    OdpowiedzUsuń