sobota, 4 maja 2013

Dwa cele

- Masz pięć minut. Jeśli się nie uda, nie czekamy dłużej; wracasz. Teraz mamy jedną z nielicznych szans,  która może skończyć się  sukcesem. Są rozproszeni, bo za dwie godziny zmieniają miejsce...
- Johnatan, daruj sobie. Wiem na co się piszę i znam plan - przerwała szefowi Natasha.
Ta dwójka, ja i Susan siedzieliśmy właśnie w aucie zaparkowanym 30 metrów od miejsca naszej akcji.
Wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się przez gęsty lasek do starej fabryki. Cały czas słuchaliśmy przypomnienia planu, choć przygotowywaliśmy się wcześniej bardzo starannie.
Ciekawe, czy Michael i Luke poradzą sobie dobrze ze swoim zadaniem oczyszczenia terenu. I czy również nam pójdzie dobrze z tym i odbiciem porwanych.
Oraz czy ja poradzę sobie w swojej własnej misji. Zemsta i prawda. Coś, co w ostatnim czasie było moim największym i najważniejszym celem. Coś, w co przez długi czas wkładałam całe zaangażowanie, na co czekałam ze zniecierpliwieniem i długo myślałam.
Tylko czy teraz sobie poradzę?
Najpierw wspólny cel, reszta należy tylko do mnie.
Każde z nas skierowało się do swoich "stanowisk". Wyciągnęłam naładowaną broń. Jeśli pójdzie bez komplikacji, karabin z tłumikiem załatwi sprawę. Jeśli nie - za paskiem mam pistolet, a w bucie nóż.
Bez przeszkód trafiłam w pierwszego strażnika. Wiedziałam, że trafię. Zdrugim też poszło łatwo.
- Wszystko bez komplikacji - odezwałam się cicho do nadajnika otrzymanego od Natashy.
- U nas też dobrze - usłyszałam odpowiedź od reszty w małej słuchaweczce w moim uchu.
- Problemy z podłączeniem - mruknęła Susan.
- Nigdzie nie wracam - wykłócałą się z nią Natasha. - To tylko kabel...
- Nat... - jęknął Johnatan.
- Nerdzie, wszystko gra? - zapytałam.
Martwiłam się pomysłem o tym podłączeniu, jednak każde z nas wiedziało, jak istotną rolę odegra to w naszej akcji.
- Tak - chwila przerwy. - Jest, udało się! - mruknęła Natasha. - Wracam.
- My spotykamy się przy drzwiach. Zaraz wchodzimy - usłyszałam komendę.
- My już czekamy - zameldował Mike. - Luke, spokojnie.
Martwił się o powodzenie naszej akcji  już od zaplanowania ataku na fabrykę. Nawet bardziej ode mnie.
Szłam w milczeniu, czekając na jakiś sygnał niepowodzenia. Nic.
Po chwili wszyscy zebraliśmy się przed wejściem.
- Wchodzimy.

1 komentarz: