- Co podać? - zapytał kelner.
- Ja poproszę kawę - odparł Luke. - Alexandro?
- Wodę.
- Musisz coś zjeść - nakazał chłopak.
Pokręciłam głową.
- Wodę, kawę i dwa ciasta - złożył zamówienie.
Musiał zawsze stawiać na swoim? Trochę mnie to denerwowało.
Ale przestałam o tym myśleć, gdy w drzwiach kawiarni zobaczyłam Sonyę. I, niestety, ona też mnie zauważyła.
Na początku wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, a następnie podeszła szybkim krokiem do stolika.
- Ty tutaj? Myślałam... - zabrakło jej słów.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Ale byłam coś winna przyjaciółce.
- Wytłumaczę ci to...
- To, jakim cudem przewlekle chora siedzisz z jakimś chłopakiem w kawiarni? Chyba musisz się postarać - skrzyżowała ręce na piersi, czekając na wyjaśnienia, jednak po jej minie widziałam, że najchętniej dałaby mi w twarz i sobie poszła.
- Nie tutaj. Jedźmy do mnie.
- Słucham. Wiem, że coś ukrywasz. Dostałaś się do biura i jedyne okoliczności, w jakich cię widuję to gdy ranna wracasz ze szpitala. Mówiłam ci już, co myślę o tym biurze...
- Ja też ci coś mówiłam - przerwałam jej.
- Mogę ci wierzyć? Czy pomieszali ci w głowie? Jak mogłaś mnie okłamywać?!
Luke położył mi dłoń na ramieniu i zwrócił się do Sonyi:
- Daj jej spokój. Robi, co uważa za słuszne...
- Nie, powiem prawdę, należy jej się. Moja rodzina została zabita, a mnie im się dorwać nie udało. Damon, znając prawdę zagwarantował mi bezpieczeństwo, ale gdy dowiedziałam się wszystkiego ja zagrażałam tym ludziom. Jakim? Handlarzom żywym towarem, przeciw którym mamy akcję. Porwali Susan i właśnie podczas ratowania jej dostałam się z powrotem do szpitala. Teraz zamierzam zemścić się na zabójcy rodziny i uwolnić porwanych ludzi! A wiesz, dlaczego wszystkiego ci nie powiedziałam? - zrobiłam chwilę przerwy. - Bo każdy, kto dowie się prawdy, jest zagrożony. Jak ja, Damon, Susan i inni z biura, bo prowadzą tą sprawę.
- Alex... - zaczęła przepraszająco.
- Tak, mogłam powiedzieć prawdę, ale już wiele ludzi naraziłam. Chcesz być następna?!
- Nie wiem co powiedzieć...
- To lepiej daj sobie spokój, póki nie jesteś narażona.
Obserwowałam ją przez chwilę. Jej twarz wyrażała szok i zdziwienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz