poniedziałek, 20 maja 2013

Nicole

- To coś poważnego? - zapytałam.
Mama zemdlała, dlatego chcieli, abym przyjechała.
- Zrobiłam wyniki stanu zdrowia, krwi i wszystko, co miałam możliwość zrobić - tłumaczyła lekarka. - I coś znalazłam. To nie jest dobra wiadomość.
- Co się stało? - zapytałam grobowym tonem.
Michael podszedł do nas szybko.
- Jakaś niezidentyfikowana substancja w jej krwi. Nie wiem, co to jest - wydawała się zmartwiona. - Jest tego coraz mniej, ale przez brak tego robi się słabsza. Jest uzależniona. Jak Nicole, ale to coś innego.
- Amy, radziłaś sobie z różnymi narkotykami - powiedział błagalnie Mike.
- To nie to samo. To nie taki narkotyk - była coraz bardziej smutna. - To środek uspokajający, uzależniający, a w przypadku odstawienia... Zakłócający pracę serca. Był podawany przez kilka lat. Organizm go potrzebuje. W ciągu kilku dni...
- Zabiję go! Zaj*bię sk*rwiela!
Byłam wściekła. Myślałam, że już wszystko będzie dobrze? Jak w bajce? Na co jeszcze czekam? Na księcia?
Kątem oka spojrzałam na Michaela.
- Alex, staram się odtworzyć formułę...
- I dalej ją tym truć?! - traciłam panowanie nad sobą.
Zobaczyłam jak Michael z błagalnym spojrzeniem kręci głową.
- Co?! Co znowu?!
- To ją zabija, tylko powoli. Widziałaś siniaki na jej ciele? - skinęłąm głową. - To nie ślady po uderzeniu. To pęknięte żyły. Jest chuda, osłabiona, ten kaszel... To ją zabija. Ale umrze jeszcze szybciej.
- Więc mam ją zabijać narkotykiem, aby przedłużyć jej życie? - mój ton ich zadziwił. To nie była wściekłość. Brzmiało jak opanowanie, głos wyprany z emocji. Krzyczałam w niemej furii...
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!, brzmiało w moich myślach.
- Muszę wiedzieć co to. Uda mi się, jeśli zrobię chemiczną podróbkę, która oszuka układ nerwowy i nie zaszkodzi sercu - mówiłą rzeczowym i smutnym jedno cześnie tonem.
-  Zrobi co w jej mocy. Ja też, jak wszyscy - Michael złapał mnie za rękę.
Odepchnęłam go i odeszłam kawałek. Miałam nadzieję, że zrozumie, że nie potrafię teraz wszystkiego pojąć. Dopiero odzyskałąm matkę, postać z moich snów, marzeń...
I miałam ją straćić.
Bo żeby poznać skład, musiałam dorwać tego śmiecia.
I miałam zamiar to zrobić. Miałam tylko kilka dni.
Zobaczyłam otwarte drzwi do pomieszczenia z lekami. Poszłam w tamtą stronę, słysząc ciche kroki. Weszłam i od razu zauważyłam Nicole z pudełkiem tabletek w rękach.
- Co ty wyprawiasz?
Przestraszyła się i odruchowo cofnęła, wpadając na szafkę.
- Spokojnie, Nicole. Przecież wiesz, że już jesteś bezpieczna... - ale ona nie zwracała uwagi na moje słowa, zajęta chowaniem leków.
- Coś cię boli? - spokojnie odebrałam jej lek.
Morfina.
Narkotyk dla ćpunów.
- Muszę... - mruknęła. - Nie potrafię...
- Nicole...
- Nie wiesz, jak to jest! Wszystko mnie boli, muszę coś wziąć...
- Nie psuj sobie życia. To przez to wszystko się zaczęło. Tak cię przy sobie zatrzymywał - nie musiałam mówić, że chodzi o Olivera.
- Bo nie miałam lepszego życia! - rzuciła się na mnie, próbując odebrać mi lek.
Przycisnęłam ją do ziemi, wykręcając rękę. Zaczęła płakać.
- Nie mów tak! Nigdy...
- Nic nie wiesz. Nic! Masz prawdziwe życie, wiesz kim jesteś i żadne cholerstwo nie siedzi w twojej głowie! - łkała żałośnie.
- O czym mówisz? - zapytałam zdziwiona.
Odetchnęła głęboko.
- Nie miałam rodziców, byłam w sierocińcu pełnym smutku i niespełnionych marzeń... Uciekłam. Miałam... 12 lat? Chyba tak... I spotkałam kobietę. Zaoferowała pomoc w szukaniu ojca, który mnie porzucił, nie, on nie wiedział o mnie... Miała pomóc. Pamiętam tylko gabinet ze sprzętem a później... NIC! - załkała. - Tylko jedną noc...
- Opowiedz mi - poprosiłam.
- Nie wiedziałam kim jestem, co robię jak zawsze. Szłam razem z Madeline, tą kobietą, nieprzytomna, nierozumna... Z pistoletem w rękach. Spotkałyśmy Olivera, Madeline uzgadnaiła coś z nim, a ja... Wycelowałam, choć w głębi duszy próbowałam zatrzymać włąsne ręce. I ją zobaczyłam. Kilkuletnia dziewczynka, wyleciała zza rogu ulicy i podbiegła do Olivera z okrzykiem "tata!". Odzyskałam świadomość i przyszedł ból głowy... - zaczęła płakać jeszcze głośniej. - Przypomniał mi się mój cel. Znalezienie ojca. Oliver mnie zauważył i cały plan ... Nie pamiętałam już go, ale wiedziałam, że coś idzie nie tak. I on wycelował w Madeline, mówiąc, że nie powinna tego robić... Nie wiedziałam czego, nagle zapomniałam, odzyskiwałam świadomoś na chwilę, zostałąm spychana w głąb swojego umysłu, więrzona... Pistolet ciążył mi w dłoniach a ja nie chciałam strzelić...
- Nie wiem, co stało się z Madeline - dodała po chwili przerwy. - Ale Oliver do mnie strzelił. W rękę... Nie wiedziałam, co się stało, dlaczego to zrobił, widziałam ich twarze w snach i czułam, jak gdyby mózg miał mi eksplodować...
Padła w konwulsjach na ziemię. Potrząsnęłam niż, już po chwili odzyskała świadomość.
- Ten ból, gdy chcę sobie coś przypomnieć... Moje życie nie jest nic warte, bo pamiętam tylko własne zabójstwa tamtej nocy, bo wiem, że kogoś zabiłam, gdy byłam uwięziona we własnym mózgu. I Olivera, narkotyki... To nic nie warte, jak ja - spoglądała na mnie swoimi dużymi oczami.
- Wszystko jest warte. Dużo warte,  twoje życie...

1 komentarz:

  1. A jednak wycenzurowało ; D
    Rozdział ciekawy. Poznajemy jedną tajemnicę przeszłości Nicole ; )
    Czekam na środę z wytęsknieniem ; P

    OdpowiedzUsuń