Kula przeleciała mi obok ucha. Szybko upadłam na ziemię, pociągając za sobą mamę i Michaela.
- Musimy dostać się do piwnicy. Są tam Sus i ojciec. Oni też są ostrzeliwani.
Nie mogłam w to uwierzyć. Miało być kilku strażników, łatwy dostęp do uwięzionych ludzi i szybkie wyjście. Ale jak atakowani byli również inni, skoro koło nas było około dziesięciu strażników, a prawie wszystkich zaplanowanych zdjęliśmy?
Najbardziej jednak martwiłam się o mamę i znajomych z biura detektywistycznego. Nie o siebie.
- Michael, jak? - nie musiałam pytać więcej.
- Nie wiem. On pewnie są poinformowani, wiedzą gdzie nas szukać... - urwał. - Że co?! - krzyknął i wychylił się, by jeszcze raz strzelić w przeciwników.
Teraz słuchał. Domyśliłam się, że przez słuchawkę dalej kontaktuje się z Natashą. Strzelałam, ale rzadko mogłam trafić tak, aby nie dostać sama. A na to nie mogłam sobie pozwolić, osłaniając Michaela i dziwnie milczącą mamę.
- Musimy uciekać... - szeptała, złapała mnie za wolną rękę. - Alarm uruchomiony...
- O czym ty mówisz?
- Tu są skanery ciepła, do cholery! Nat mi przed chwilą powiedziała! Wyczuwają ludzi na różnych pozionach!
- To nie to - matka była strasznie przestraszona. - Czujniki, a za nimi ładunki detonujące. Najwięcej w piwnicy, bo gdy przewieźli prawie wszystkich ludzi...
- CO?! Jak to przewieźli?! - ryknął Mike, celując w napastników.
- Wiedziałąm, gdy mnie przeprowadzali do tamtego pomieszczenia ćwiczenia szykowali się do obrony... Przed wami - dodała jeszcze bardziej przestraszona.
Spojrzałam na Michaela. Teraz znowu słuchał poleceń Natashy. Szkoda, że ja straciłam słuchawkę, kiedy... Nie mogłam nawet o tym myśleć.
- Nerd przeprogramowuje czujniki. Za kilka sekund najwięcej będzie wskazywał wschodnie wejście. Mamy od niego najdalej, reszta też. Zaraz zgaśnie światło, po trzech sekundach biegnijcie w tamtą stronę - szeptał do mnie gorączkowo.
- Złapią nas, zabiją... - powtarzała mama. - Oddajcie mnie im i uciekajcie...
Ale ja przestałam jej słuchać. Wpatrywałam się w Michaela. Plan mógł się udać, nie było okien, a gdy odetniemy energię, Nat cudem musiałaby dobrać się do węzła awaryjnego, aby całkiem wyłączyć oświetlenie. Ale dalej jest ryzyko, że gdy zyskamy kilka sekund, ktoś zostanie ranny lub...
Światła zgasły.
- Korytarzem, osłaniam was! - krzyknął Mike.
Napastników było nagle mniej. Poszli pilnować wschodniego wejścia. Mamy blisko do zachodniego...
Uciekaliśmy, dopóki nie minęła nas kolejna kula. Już miałam strzelić...
- Susan?
- Alex, to wy! - usłyszałam znajomy głos. - Musimy uciekać...
Nagle strzeliła w kogoś za mną. Czyli nie wszyscy zostali zdjęci lub odwołani do obrony czegoś, co za kilka minut miało okazać się odwróceniem uwagi.
- Daj mi pistolet - Sus zwróciła się do Johnatana, skończyły się jej naboje.
- Dam ci wszystko, jeśli wyjdziemy z tego żywi - podał jej pistolet. - Możesz wyczekiwać też oświadczyn.
- Szkoda, że mówisz mi to przed śmiercią - mruknęła.
Nagle usłyszałam syreny. Policja.
Szybko pobiegliśmy do wyjścia, ja prowadząc mamę, inni osłaniając nas. Z jednego z korytarzy wybiegła mała, kuląca się postać. Johnatan już celował do strzału, lecz mama rzuciła się na niego.
- Nie! To Nicole, jeszcze dziecko, jedyna oprócz mnie, która zostałą w tym piekle.... - tłumaczyła.
Dziewczyna, okoł 16 lat podbiegłą do nas.
- Nie strzelajcie! - łkała. - Proszę nas, wyciągnijcie mnie stąd, uciekajmy... Uciekajcie! - ledwo trzymała się na nogach, w rękach trzymałą zakrwawiony nóż. I te zamglone oczy; narkomanka. Nie chciałąm myśleć, co mogło ją tu spotykać. - Musimy uciekać, tu jest BOMBA!
Oooo jaki słodki rozdział
OdpowiedzUsuńSus i Johnatan <3
Nie no fajnie, akcja i wgl ; )
Haha no nie mg, tak mi się podoba : D