środa, 29 maja 2013

Strzelaj

O ósmej byłam już z powrotem w pracy. Wszyscy byli bardzo zajęci, bo nasz Nerd odnalazł wreszcie informacje o Oliverze, a i może uda na się utrzymać sprawę.
Usiadłam przy biurku razem z Natashą i Owenem, przeszukując akta i wszystko, co mieliśmy dostępne do dyspozycji, czyli nagrania z kamer ulicznych, marne info od CIA...
Nat znikła na chwilę, a przyszła po chwili z trzema kubkami. Od razu doszedł mnie aromat kawy.
- Dla mnie też jest? - zapytałam, gdy postawiła parujące kubki przed sobą i Owenem.
- Oczywiście.
Przeszukując dalej dokumenty upiłam łyk ze szklanki. Wcześniej nie zawracałam sobie głowy patrzeniem, czy to na pewno kawa. Ale zawartość była inna. Pomarańczowa. Jakiś sok.
- Co to jest? Co ty pijesz? - zapytałam Owena.
- No... Kawę, nie? - odpowiedział zdziwiony.
- Natasha? - zapytałam, unosząc brew.
- Tobie nie. Rozkazy odgórne - zaśmiała się. - Słodkie to, jak Michael się o ciebie troszczy, prawda?
Michael. Zabiję gnoja!
- O nie. Gdzie on jest?! - zapytałam. - Michael!!!
- Co ty wyprawiasz?
Uśmiechnęłam się złośliwie.
- Zaraz mu powiem, gdzie może sobie wlać ten soczek - mruknęłam, czekając na chłopaka.
- Daję dychę, że wyleje mu to na głowę - założyła się Nat.
- Stawiam dwie, że tego nie zrobi- odpowiedział Owen.
No to się, nasz Owen, rozczaruje. Znowu.
Zobaczyłam Michaela wychodzącego z biura Johnatana. Zaczęłam wolno iść z kubkiem w jego stronę.
- Michael, słonko, możesz mi powiedzieć, co to ma zna... - i upadłam, potykając się o kable porozciągane po biurze przez Natashę. I, przy okazji, oblałam sokiem bluzkę.
- No, to chyba zakład unieważniony... - usłyszałam.
Mike szybko do mnie podbiegł i wyciągnął rękę, by pomóc mi wstać.
- To przez ciebie! I ten głupi sok! - wydarłam się.
- Alex, nic ci nie jest? - zapytał z troską w głosie.
- Jest! Jestem cała w tym twoim głupim soku! Ty debilu cholerny!
Spojrzał na mnie z rozbawieniem. Tak, teraz to mu humor dopisywał.
- I co się cieszysz?! - wydarłam się, ale zaraz zdałam sobie sprawę z komizmu sytuacji i sama też parsknęłam śmiechem.
Pomógł mi wstać.
- W porządku?
Skinęłam głową.
- Miałem jechać po broń do akcji i wziąć ciebie, ale w takim razie... Owen?
Owen zaczął wstawać.
- Co? Nie, ani mi się waż.
Spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Pojadę. Tylko zajedziemy po drodze pod mój dom, ok? Muszę się przebrać.

Wysiadłam z auta i skierowałam się w stronę drzwi wejściowych domu. Sięgnęłam po klucze do kieszeni i ...
- Nie mam kluczy! - jęknęłam, ciekawa, co jeszcze "dobrego" mnie dziś spotka.
Zaczęłam kopać w drzwi. Po chwili, gdy już miałam wybić jedno okno, usłyszałąm za sobą gło:
- Czy możesz, proszę, nie demolować swojego domu?
- Czy możesz, proszę, przestać mnie nękać? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Jednocześnie rzuciłam kamnień o ziemię i ruszyłam w stronę samochodu.
- Włóż to - Michael podał mi swoją bluzę, a sam został w koszulce.
Gdyby nie to, że będziemy szli przez miasto, a z pomarańczową plamą na białej koszuli mi nie szczególnie do twarzy, odmówiłabym. Ale tym razem wzięłam bluzę i ubrałam ją, zakrywając plamę.
- W niebieskim ci do twarzy - powiedział.
- Bardziej, niż w pomarańczowym - odgryzłam się.
Jechaliśmy w milczeniu, ja zbyt wściekła, by się odezwać, a Michael chyba rozpoznawał mój nastrój, bo zrezygnował z rozmowy.
Po odebraniu broni wracaliśmy do biura. Wszystko poszło szybko.
- Myślałam, że możemy mieć tylko broń, na którą mamy pozwolenie - zaciekawiłam się.
- Skąd pewność, że nie mam pozwolenia? - zapytał. - Sean mi je załatwił.
Sean? CIA chciało odsunąć nas za wszelką cenę od sprawy Olivera i handlu ludźmi.
- Coraz bardziej wydaje mi się, że on jedyny chce nam pomóc w tej sprawie. Przekazuje informacje, daje broń, wstawia się za nami... Ale i tak denerwuje mnie tymi swoimi komentarzami.
Michael się uśmiechnął.
- A ja cię denerwuję? - zapytał z uśmiechem.
Nawet nie zauważyłam, że stoimy już przed biurem.
- To ma jakieś znaczenie? - skinął głową. - Czasem mam ochotę cię zabić - warknęłam.
- A więc nie mam nic do stracenia - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Wysiadaj.
Widząc moją zdziwioną minę, wyszedł z auta, okrążył je i otworzył drzwi po mojej stronie. Wyszłąm i oparłam się o samochód.
- I co się tak szczerzysz? Widzę, że coś wymyśliłeś i mogę się założyć, że jest to głupie, bardzo gł... - ale nie dokończyłam zdania, bo nagle mnie pocałował.
Odepchnęłam go.
- Zwariowałeś?! - krzyknęłam.
Wyciągnął pistolet, podał mi go i stanął przedemną.
- No dawaj, strzelaj! - powiedział, z tym swoim uśmiechem.
Wymierzyłam w niego bronią i ostrzegłąm:
- Odstrzelę ci głowę, jeśli jeszcze raz mnie tkniesz - warknęłam i ruszyłąm do biura.
Od Johnatana dowiedziałam się, że nie ma już nic do roboty dla mnie. Jutro musimy zaplanować szczegółową akcję odnalezienia Olivera i ludzi, spotkanie z Seanem. Wzięłam więc tylko klucze do domu i wyszłam, idąc w stronę swojego auta.
Na podjeździe zobaczyłam Michaela opartego o swój samochód i uśmiechającego się do mnie. Odwróciłam wzrok.
- Alex, jeszcze jedna sprawa - krzyknął do mnie. Nawet na niego nie zerknęłam, wsiadałam do samochodu.- Umówisz się ze mną?

Rozdział specjalnie dla Asi, koleżanki z klasy, która uwielbia takie momenty. Podobało się? ;D

2 komentarze:

  1. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
    Kocham ; D
    o boziu ! masz lepsze romansidło niż moje ; )
    rozdział bardzo fajniutki, miałaś rację w szkolę ; P

    Dziękuje za dedykacje <3

    a teraz jeszcze jedna sprawa, tym razem do czytelników :
    dlaczego nie zostawiacie po sobie komentarzy ?
    poczytałabym sobie opinie innych, pisajciee ; D

    Angela nie gryzie ...
    ... przynajmniej tak mi się wydaje ; D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIGDY nie będzie lepsze niż twoje ;D
      Trochę opóźniłam tym akcję, ale mam nadzieję, że było warto <3

      I nie, nie gryzę (tylko czasami), ale komentatorom gwarantuję nietykalność ;)

      Usuń